Reklama

Reklama

Drony to nie zabawki. Dlaczego mogą być śmiertelnie niebezpieczne?

​Są coraz bardziej popularne, a latać nimi może nawet dziecko. Niektórzy kupują je jako prezent z okazji Pierwszej Komunii. Najtańsze modele można dostać już za 200-300 zł, a półki internetowych sklepów "uginają" się od ofert, więc jest w czym wybierać. W nieodpowiednich rękach staja się śmiertelnie niebezpieczne. Mowa o bezzałogowych statkach latających, lepiej znanych jako drony.

Obecnie w Polsce dronem może latać praktycznie każdy. Jakie zagrożenia niesie za sobą taka "samowolka"?

Wydarzenia ostatnich dni po raz kolejny udowodniły, że z bezzałogowcami nie ma żartów. Przypomnijmy, że w poniedziałek ok. godz. 14 załoga podchodzącego do lądowania, należącego do Lufthansy samolotu Embraer 195, który leciał z Monachium do Warszawy, zameldowała kontrolerom lotu, że w odległości 100 m od samolotów widzi drona.

Reklama

Akcja zakończyła się zmianą kierunku lądowania ponad dwudziestu samolotów. Policja aresztowała 39-latka podejrzanego o sterowanie dronem. Grozi mu za to do 8 lat więzienia.

Wczoraj natomiast ujawniono nagranie z 2014 roku, na którym widać, jak z bezzałogowego samolotu zrzucany jest ładunek wybuchowy na lotnisko w Balicach. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Krakowie wspólnie z ABW.

Kuzyn z dronem - profesjonalista czy amator?

W Polsce w sposób rekreacyjny lub sportowy dronem może latać każdy. - Jeśli chcemy to urządzenie wykorzystać do celów gospodarczych, konieczne jest uzyskanie odpowiedniego świadectwa kwalifikacji - wyjaśnia czytelnikom Interii rzecznik Urzędu Lotnictwa Cywilnego, Marta Chylińska.

Egzamin jest państwowy i składa się z dwóch części - teoretycznej i praktycznej. Sprawdza m.in. wiedzę z zakresu prawa lotniczego, budowy przestrzeni powietrznej czy umiejętność sterowania dronem. Kosztuje około 200 zł. Sęk w tym, że przygotować do takiego egzaminu można się samodzielnie. M.in. tę kwestię mają zmienić nowe przepisy. - Pojawią się w nich regulacje, które nałożą obowiązek przejścia kursu w jednym z certyfikowanych ośrodków szkolenia lotniczego, zanim dana osoba przystąpi do egzaminu - podkreśla Chylińska.

Te kwestie wciąż będą dotyczyć profesjonalistów, używających dronów.

Ci, którzy bezzałogowe statki powietrzne zechcą wykorzystywać do celów rekreacyjnych i sportowych, zaświadczenie nie będą potrzebowali. Czyli kto dokładnie?

Filmujący wesele "kuzyn z dronem", który pojawia się w jednej z reklam telewizyjnych, potrzebowałby takiego zezwolenia czy nie? Na to pytanie rzecznik ULC nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć. Zaznacza jednak, że dokładne rozróżnienie, kto jest amatorem i nie musi posiadać odpowiednich kwalifikacji do obsługiwania bezzałogowca, a kto jest profesjonalistą, mają regulować nowe przepisy. Prace nad nimi - jak przekonuje Chylińska - są już na ostatnim etapie: po konsultacjach, w trakcie uzgodnień międzyresortowych.

Faktem jest jednak, że nowe regulacje wciąż nie zostały zatwierdzone.

Gdzie nie możemy latać, nawet sportowo i rekreacyjnie?

- Nie latamy blisko lotnisk, nie latamy w miastach: nad ludźmi, nad budynkami, nad drogami. To podstawy - wylicza Chylińska.

W tzw. CRL, czyli strefach kontrolowanych lotnisk, można latać tylko po uzyskaniu zgody Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Jak wyjaśnia nam rzecznik PAŻP Mikołaj Karpiński, dodatkowo kilka minut przed samym lotem trzeba jeszcze potwierdzić możliwość jego wykonania - dodaje.

Jakie konsekwencje może mieć zderzenie samolotu z dronem?

Zapytaliśmy o to byłego pilota wojskowego, Roberta Zawadę, autora książki "Związane skrzydła. Dlaczego polskie samoloty spadają? Raport pilota".

- Nie można wszystkich dronów i wszystkich operatorów dronów wrzucić do jednego worka - zaznaczył na początku rozmowy Zawada. W dobrze wyszkolonych profesjonalistach ekspert nie widzi żadnego zagrożenia dla ruchu powietrznego. Niestety, jak wiadomo, nie tylko ci posiadają omawiane urządzenia i często wzbijają je w powietrze.

Nieodpowiedzialne latanie dronami jest szczególnie niebezpieczne dla lotów pasażerskich. - Piloci samolotów pasażerskich  latają według określonych zasad, często bez widoczności ziemi, tylko obserwując przyrządy. Wobec tego drona nie mają jak zobaczyć - wyjaśnia Zawada. - To że ostatnio został zauważony (w przypadku poniedziałkowego lotu Lufthansy - red.), to szczęście i czysty przypadek - dodaje.

- Zderzenie z dronem może mieć rożne skutki np. doprowadzić do wgniecenia w kadłubie. Dron może kadłub nawet przeszyć, co przy najczarniejszym scenariuszu doprowadzi nawet do dehermetyzacji. Urządzenie może wpaść też w luki podwozia, czy też uszkodzić któryś z elementów mechanizacji skrzydła - wylicza pilot.

Jak podkreśla, najgorsze, co się może zdarzyć, to sytuacja, kiedy dron wpadnie do silnika. - Wtedy istnieje groźba pożaru. W najlepszym wypadku skończy się na awaryjnym lądowaniu. Skutki jednak mogą być tragiczniejsze - mówi. 

Sprawdź przydatne strony:

Polska Agencja Żeglugi Cywilnej

Urząd Lotnictwa Cywilnego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy