Reklama

Reklama

Ekspert: Projekt opinii Komisji Weneckiej jest oderwany od polskich realiów

Od zeszłego tygodnia nie gasną echa dyskusji wokół Komisji Weneckiej i projektu jej opinii na temat Polski, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza". Zdaniem PiS doszło do publikacji "przecieku", który posłużył opozycji "do przypuszczenia brutalnego ataku na rząd, wyłącznie w celach politycznych". W rozmowie z Interią dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego przyznaje, że projekt opinii Komisji Weneckiej "nie przystaje do polskich realiów".

Komisja Wenecka przyjechała do Polski na zaproszenie Witolda Waszczykowskiego, a jej zadaniem miała być pomoc w ocenie nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa PiS. Ze szkicu raportu Komisji Weneckiej, do którego dotarła "GW" wynika, że polskie władze zablokowały działalność Trybunału Konstytucyjnego i nie zastosowały się do jego wyroków. Zdaniem Komisji Weneckiej, stanowi to naruszenie podstawowych wartości demokracji.

Reklama

W rozmowie z Interią dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego mówi o tym, w jakich krajach opinia Komisji Weneckiej była już wydawana, czy państwo powinno się do niej zastosować oraz jak w obliczu "przecieku" projektu opinii powinien zachować się polski rząd.

Justyna Mastalerz, Interia.pl: W jakich krajach Komisja Wenecka wydawała już swoją opinię?

Dr hab. Piotr Wawrzyk, Instytut Europeistyki UW: Komisja Wenecka wielokrotnie wydawała już opinię w innych krajach. Wśród tych państw były m.in. Dania, Czarnogóra, Lichtenstein, Węgry, czy Irlandia. Komisja Europejska działa krótko, ale wydała już dość sporo zaleceń.

Czy państwo musi się zastosować do opinii Komisji Weneckiej?

- Komisja Wenecka nie może działać z własnej inicjatywy. Zawsze działa na zaproszenie danego kraju. Formalnie rzecz biorąc, państwo nie musi zastosować się do opinii wydanej przez Komisję Wenecką. Wskazuje na to sama nazwa - "opinia". To organ tylko i wyłącznie doradczy dla kraju. Ma on pomóc konkretnemu państwu w stworzeniu takiego prawa, które będzie spełniać tzw. standardy europejskie. Komisja Wenecka była powołana po to, by pomóc krajom Europy Środkowo-Wschodniej w tworzeniu prawa demokratycznego na początku lat 90. i tak działa cały czas. Pomaga krajom, ale niczego nie nakazuje. W związku z tym państwo nie musi się do opinii zastosować.

Pytanie tylko czy powinno.

- Skoro państwa proszą Komisję Wenecką o opinię, to teoretycznie powinny się do niej stosować. Były jednak już przypadki, gdy państwa postąpiły inaczej.

O jakie konkretnie państwa chodzi?

- Były dokładnie dwa takie przypadki. Pierwszy to Lichtenstein. Państwo, które, wydawałoby się, nie powinno mieć problemów. Książę chciał wzmocnić swoją władzę w konstytucji, a Komisja Wenecka przepisy zakwestionowała. Książę zorganizował wtedy referendum, obywatele poparli go. Nie kierował się opinią Komisji Weneckiej. Zrobił tak, jak chciał. Drugi przypadek to oczywiście Węgry. Chodziło tam przede wszystkim o nową konstytucję i m.in. Trybunał Konstytucyjny. Węgrzy w zakresie TK nie zastosowali się do opinii Komisji Weneckiej. Viktor Orban uznał, że Trybunał może przeszkadzać w reformowaniu kraju, który jest w trudnej sytuacji finansowej. Szarżując tym argumentem, sprzeciwił się zaleceniom Komisji Weneckiej w zakresie TK.

A Polska? Czy powinna zastosować się do opinii Komisji Weneckiej?

- To trudne pytanie. Z jednej strony, tak, jak mówiliśmy wcześniej, to tylko opinia, w związku z tym, formalnie, nie musimy się do niej zastosować. Z drugiej jednak strony, przed Komisją Europejską jest wszczęte postępowanie w sprawie ochrony praworządności w Polsce. Komisja Europejska czeka, jak sama zapowiadała, na opinię Komisji Weneckiej. Od tego, jaka będzie ta opinia i jaka będzie opinia polskich władz, zależy dalsze postępowanie. Inaczej mówiąc, jeżeli się nie zastosujemy, KE będzie kontynuowała procedurę ochrony praworządności, to znaczy, opracuje zalecenia dla polskiego rządu, które, oczywiście przez przypadek, będą zgodne z zaleceniami Komisji Weneckiej.

Jeśli państwo nie zastosuje się do opinii Komisji Weneckiej, bo - jak wspomnieliśmy - nie musi, czy wiążą się z tym jednak jakieś sankcje?

- Komisja Wenecka jest organem doradczym Rady Europy. W ramach formalnej procedury tak, jak mówiliśmy, nie wiązałyby się z tym żadne sankcje. Odwołując się jednak do przypadku Polski - jest postulat Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, by zajmować się sprawą rzekomych naruszeń praworządności w Polsce. Jeżeli Komisja Wenecka wyda opinię negatywną, to Zgromadzenie Parlamentarne RE wróci do tematu. Myślę, że w naszym przypadku istnieją jednak dwa dodatkowe argumenty, przemawiające za tym, że projekt opinii Komisji Weneckiej nie jest do końca właściwy.

Jakie to argumenty?

- Po pierwsze, jest on bardzo idealistyczny, oderwany od polskich realiów. Jest w nim na przykład napisane, że zmiany wprowadzone przez Platformę Obywatelską na zgłoszenie kandydatów można było, zdaniem Komisji Weneckiej, dopuścić. Ponadto Komisja twierdzi, że nie są one niezgodne ze standardami. Polski rząd argumentował, że są niezgodne ze zwyczajem, że nie wybiera się awansem sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Komisja Wenecka, podchodząc do sprawy bardzo idealistycznie, uznała, jeden taki przypadek w 1997 roku, kiedy SLD wstrzymało się z wyborem, wcale nie świadczy o tym, że jest taki zwyczaj. Dla Komisji Weneckiej to jest za mało. Po drugie uznała, że istnieje również zapis, mówiący, że poszczególne osoby, stając się sędziami Trybunału, odrywają się od swojego środowiska politycznego i stają się apolityczne, wchodzą w inną rolę. My mieliśmy kilka przypadków, kiedy wcale tak nie było. Kolejny element, który przemawia za tym, by zastanowić się nad sprawą opinii Komisji Weneckiej, to kwestia opozycji.

W jakim sensie?

- Polska opozycja kieruje do Trybunału Konstytucyjnego po kolei wszystkie ustawy, które rząd przygotował. To jest potwierdzenie tego, o czym Prawo i Sprawiedliwość mówiło - Trybunał Konstytucyjny jest dla opozycji narzędziem do blokowania zmian. Opozycja swoim postępowaniem potwierdza, że zamierza uczynić z Trybunału Konstytucyjnego trzecią izbę parlamentu. Tutaj mamy do czynienia dokładnie z tą klauzulą, na którą powołały się Węgry. Dla przeprowadzenia zmian w państwie, pewne rzeczy muszą być zrealizowane, niezależnie od opinii Komisji Weneckiej.

PiS będzie starało się zastosować do końcowej opinii?

- To oczywiście będzie zależało, czy ostateczna opinia będzie różniła się od opinii projektu. Moim zdaniem, końcowa opinia niewiele będzie się od projektu różnić, bo głosy polskiego rządu zostaną wzięte pod uwagę raczej w mniejszym zakresie. Patrząc na zachowanie opozycji i polską specyfikę funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego, moim zdaniem, PiS nie powinno zastosować się do opinii.

Końcowa opinia Komisji Weneckiej będzie Pana zdaniem negatywna i krytyczna?

- Może nie aż tak negatywna w sensie szczegółowych zapisów, jak wynikało to z projektu, ponieważ jakieś uwagi muszą być uwzględnione, ale na pewno będą tam elementy wskazujące, że ustawa PiS jest niezgodna ze standardami. Biorąc pod uwagę zachowanie opozycji, tę szczególną rolę Trybunału w Polsce i praktykę, wynikającą z jego funkcjonowania, jego mniejsze lub większe, ale zawsze występujące, uwikłanie polityczne, to wydaje mi się, że opinia Komisji Weneckiej po prostu nie przystaje do polskich realiów i w związku z tym nie może być brana pod uwagę.

Co jeśli Polska się do niej nie zastosuje?

- Jeżeli się nie zastosujemy, to możemy mieć pewność, że pojawią się wskazania Komisji Europejskiej, wzywające i powtarzające zalecenia Komisji Weneckiej. Problem polega na tym, że jeżeli nie zastosujemy się do zaleceń KE, wówczas narazimy się na decyzję Rady Unii Europejskiej, że w Polsce jest zagrożona praworządność. Jeżeli uznają, że rzeczywiście jest, kolejnym krokiem będzie jednomyślność potrzebna w Radzie Europejskiej do wprowadzenia sankcji. Ale na to nie ma szans.

Dziękuję za rozmowę.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy