Reklama

Reklama

Hammond wzywa Brytyjczyków do opuszczenia Tunezji. "Ataki wysoce prawdopodobne"

Szef brytyjskiego MSZ Philip Hammond wezwał wszystkich Brytyjczyków, przebywających w Tunezji, do opuszczenia tego kraju. - Przyszłe ataki terrorystyczne są wysoce prawdopodobne - powiedział. Co na to polskie MSZ?

Brytyjskie ministerstwo szacuje, że w Tunezji przebywa obecnie około 2,5-3 tys. brytyjskich turystów i kilkuset rezydentów.

Reklama

Jak informuje BBC, nie ma "szczególnego zagrożenia". Mimo to pracownicy brytyjskich firm turystycznych opuszczają Tunezję.

Victoria Bacon z Brytyjskiego Stowarzyszenia Biur Podróży (The Association of British Travel Agents) powiedziała, że wszyscy członkowie ABTA, których klienci przebywają w (zagrożonym - red.) regionie, zobowiązali się do ewakuowania ich w przeciągu najbliższych 24-48 godzin. Jej wypowiedź cytuje BBC.

Kilka dni temu na brytyjskiej liście krajów z wysokim zagrożeniem ataku terrorystycznego znalazły się Hiszpania, Wielka Brytania i Francja.

Ma to związek z  zamachem w turystycznej części Tunezji, Susie, który miał miejsce pod koniec czerwca. Młody mężczyzna otworzył ogień do turystów na plaży i w hotelu. Zginęło prawie 40 osób, głównie Brytyjczycy.

Polskie MSZ: Do Tunezji nie podróżuj

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wystosowało podobnych komunikatów. Na stronie resortu znajduje się ostrzeżenie, zamieszczone tam jeszcze ponad rok temu, w maju 2014 roku. Zostało ono opatrzone parametrem "Nie podróżuj", trzecim w czterostopniowej skali: "Zachowaj zwykłą ostrożność", "Ostrzegamy przed podróżą", "Nie podróżuj", "Opuść natychmiast".

Komunikat brzmi: "Ze względu na potencjalny wzrost aktywności grup terrorystycznych w Tunezji i zagrożenia zamachami kierowanymi również przeciwko turystom, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazdy do tunezyjskich miejscowości Bizerte, Tabarka, Hammamet, Tunis i Sousse (Susa - red.) oraz na wyspę Dżerba. Zdecydowanie odradza się również wyjazdy na tereny przygraniczne z Libią i Algierią, szczególnie do gubernatorstw Beja, Jendouba, Le Kef i Kasserine."

Poprosiliśmy polskie MSZ o ustosunkowanie się do wypowiedzi ministra Hammonda, który nawołuje Brytyjczyków do opuszczenia Tunezji.

W odpowiedzi uzyskaliśmy informację, że resort od ubiegłego roku stanowczo odradza wyjazdy do Tunezji, a ostrzeżenia resortu mają charakter rekomendacji i zaleceń dla polskich turystów. "Resort nie ma możliwości prawnej zakazania wyjazdu zagranicznego dla naszych podróżnych,  jak również wpływania na działalność biur podróży. Decyzję o zagranicznym wyjeździe podejmują indywidualnie nasi obywatele. Apelujemy jednak, by przed planowanym wyjazdem zapoznać się m.in. z publikowanymi przez resort ostrzeżeniami" - czytamy w odpowiedzi z biura prasowego resortu spraw zagranicznych.

Co na to Polska Izba Turystyki?

- Członkowie ABTA, w reakcji na komunikat wydany przez Foreign and Commonwealth Office, zadeklarowali, że sprowadzą swoich klientów, co wynika z zasad, według których działa brytyjski rynek. Polska Izba Turystyki nie jest regulatorem polskiego rynku turystycznego. Nasz statut wręcz zabrania ingerowania w wewnętrzną politykę handlową członków naszej organizacji. Pod tym względem PIT różni się od ABTA, które pełni na brytyjskim rynku funkcję regulacyjną - wyjaśnia Interii Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki.

"Polska Izba Turystyki na bieżąco śledzi informacje publikowane przez MSZ w zakładce "ostrzeżenia dla podróżujących" i reaguje na nie, zgodnie z funkcją, którą Izba pełni na polskim rynku turystycznym. Zauważmy, że najnowszy komunikat wydany przez MSZ w sprawie Tunezji pochodzi z maja 2014 roku, a jego aktualność nie od dziś budzi wątpliwości" - pisze PIT w wysłanym nam komunikacie.

Zaznaczyć należy, że ministerstwo dopiero dzisiaj po południu ponowiło ostrzeżenie dla podróżujących do Tunezji. W opisie Tunezji w zakładce "wiadomości konsularne", w podpunkcie "Bezpieczeństwo", czytamy natomiast, że "Nadmorskie kurorty turystyczne są szczególnie chronione. Przestrzega się jednak przed wyjazdami indywidualnymi i zorganizowanymi poza strefy turystyczne, zwłaszcza w południowe regiony Tunezji (Douz, Tozeur)". Ani słowa o czerwcowym zamachu na turystów.

Tunezyjczycy zaapelują do Camerona

Tymczasem, rząd w Tunisie oznajmił w piątek, że chce namawiać Londyn, by wycofał się z apeli do swych obywateli o opuszczenie Tunezji i nieodwiedzanie jej bez szczególnej potrzeby. Jak podaje Reuters, po czwartkowym apelu Londynu tysiące turystów postanowiło w piątek opuścić Tunezję, gdzie ryzyko kolejnych ataków jest bardzo wysokie.

Tunezyjski premier Habib Essid zapowiedział, że zatelefonuje do brytyjskiego premiera Davida Camerona, by go zapewnić, że uczyniono wszystko co możliwe dla ochrony interesów brytyjskich i interesów innych państw. Cytowany przez AFP minister spraw zagranicznych Tunezji Tajib Bakusz powiedział, że postara się przekonać władze brytyjskie do zmiany decyzji - podaje PAP.

Pozostaje pytanie, komu wierzyć? Czy informacje, jakie posiada brytyjski premier, różnią się tych, które ma polskie MSZ? Mimo apeli tunezyjskiego rządu, trudno uwierzyć, że Brytyjczycy dmuchają na zimne.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne