Reklama

Reklama

Henryk Martenka: Święta polskie

Wielkie święta katolickie, masowe i kolorowe, przybierają w naszym kraju kostium odpychającej obłudy. Wielkanoc, symbol zmartwychwstania Jezusa, odniesiona do polskiej codzienności, pełnej bezmyślnej religijności, wydaje się czymś kompletnie abstrakcyjnym.

Nasza rzeczywistość jest bowiem zaprzeczeniem idei Wielkiej Nocy, zwycięstwa dobra nad złem, światła nad ciemnością. Tylko w Polsce (zdać się może komuś mądremu) Wielkanoc zaczyna się i kończy w Wielki Piątek. Kończy się krzyżami...

Reklama

Nie masz większych katolików niż obecna elita Rzeczypospolitej. W imię katolickich, więc narodowych, wartości trwa oczyszczanie historii. I wyznaczanie dróg ku przyszłości. Pierwszym zajęciem oficjalnie trudni się rząd, drugim prezydent. Rząd uznał za swoją prawdę, że czysta historia nie może uwzględniać PRL-u. To co, że PRL to dwa pokolenia Polaków? PRL trzeba wypalić do imentu. Ogniem i mieczem. PRL był to twór polskojęzyczny, jak wszystko, nim nastała światłość, czyli Prawo i Sprawiedliwość. Ale rząd głupi nie jest. Działa z rozmysłem. Przecież i wielkanocnego baranka trzeba by zlustrować, bo dzierży czerwoną chorągiew! A po co otwierać archiwa i lustrować się grupowo? Jaka z tego korzyść polityczna? Żadna. Lepiej trzymać naród w szachu, w niepewności. Dziś wyciągnąć z cylindra arcybiskupa kapusia, jutro - aktora donosiciela, pojutrze - generała z moskiewskimi papierami. Ani na moment nie popuścić zacisku. Trzymać w podłym klinczu koalicyjnych sojuszników. Nawet takich, których nie zaprosiłoby się do domu na kolację. I uważać na swoich! Wasalny IPN na nich też ma teczki. Łapać i żywym ogniem znakować funkcjonariuszy ancien régime'u. Odebrać im ordery, renty i mieszkania. No chyba, że już jest swój, że wyparł się przeszłości i złożył nowe śluby wierności. Taki może nawet zostać ministrem skarbu.

Hipokryzja odziana w habit pokory, szatę świętej miłości kochanej ojczyzny i walki z mocami zła, nie jest jakąś uczciwszą odmianą obłudy. Podporządkowanie wyznań wiary polityce budzi niesmak głęboki jak oddech czasu. Medal Komisji Edukacji Narodowej dla pogubionego gdańskiego prałata? Czemu nie? Trzeba odzyskać elektorat. Jutro ojcu Rydzykowi wręczy się medal za długoletnie pożycie małżeńskie... Wszystko dobre, co służy kierowniczej sile narodu.

Nieudanym projektem publicystki Telewizji Polskiej był cykl "Nie ma przebacz". Nieudanym, bo nie oglądanym, ale zatytułowanym trafnie. Polska religijność ma często wymiar prymitywny, niczym prawo talionu. Oko za oko, ząb za ząb... Tymczasem siłą chrześcijaństwa jest miłosierdzie i wybaczanie, co każdy winien pamiętać z lekcji katechizmu. No, chyba że akurat dziś jest w rządzie albo na partyjnej posadzie. Wtedy cel jest ważniejszy niż prawdy wiary.

Co zastanawiające, problem z publicznym wyznaniem winy, pokutą i karą, ma Kościół katolicki jako instytucja. Hierarchowie polscy, zdawałoby się doświadczeni w głębszej refleksji teologowie, pogubili się jak kierdel owiec we mgle. Prawda was wyzwoli... jak to łatwo powiedzieć, nieprawda? Zamiast przeżywać misterium Męki Pańskiej, codziennie przeżywane są męki Piekarskiego. Kto i co na kogo powiedział. Kiedy i za ile? Świadectwem prawdy (czyli dobra!) stają się esbeckie kwity. Oskarża się ofiary, wiarygodnymi czyniąc oprawców.

Napisał ktoś: "Gdyby historia Boga wśród ludzi skończyła się w Wielki Piątek, to ostatnimi słowami o ludzkości byłyby: wina, bunt, rozpętanie wszystkich ludzko-tytanicznych przemocy, zdobywanie szturmem nieba przez ludzi, bezbożność, opuszczenie przez Boga, a w końcowym efekcie: bezsens i zwątpienie. Wówczas daremna jest wasza wiara". Cudzoziemiec nieomotany mitami polskimi widzi więc duchowość polską jako ułomną, małoduszną, małostkową. Polskie elity, którym usta rozdęły już dawno wielkie słowa, afirmują rzeczywistość obcą duchowi Ewangelii. Niech głośno o tym mówi ostatnio ochrzczony Ludwik Dorn, bo coś z tych nauk jeszcze pamięta. Pozbawiony jakiejś znaczącej funkcji mógłby przynajmniej głosić w rządzie katechezy... Wszak żarliwość neofitów nie ma sobie równych.

Podobno chrześcijanin powinien nie tylko wierzyć w fakt zmartwychwstania, lecz także być zmartwychwstania świadkiem. Zmartwychwstanie to przejście od śmierci do życia, to odrodzenie, grzechów odpuszczenie, wzajemne wybaczenie. Jest to zrozumiałe pod warunkiem, że człowiek to świadomie zaakceptuje. Bo wszyscy jesteśmy grzeszni, ale choć jedni zostaną potępieni, gdy inni zbawieni, to niezależnie od dmuchających wiatrów historii, warto pamiętać, że i pierwsi, i drudzy kiedyś zmartwychwstaną.

henryk.martenka@angora.com.pl

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Wielkanoc | rzeczywistość | Polska Rzeczpospolita Ludowa | święta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy