Reklama

Reklama

Jak zatrzymać Państwo Islamskie? "Tygodniowa ofensywa lądowa"

O strukturach ISIS, radykalizowaniu się muzułmanów w Europie i kurdyjskich bojownikach, rozmawiamy z Witoldem Gadowskim, współautorem "Insha Allah. Krew Męczenników", pierwszego polskiego filmu dokumentalnego opowiadającego o Państwie Islamskim.

Justyna Tomaszewska, Interia: Jak dżihadyści z Państwa Islamskiego traktują Europejczyków? Kim my dla nich jesteśmy?

Witold Gadowski: - Zacznijmy od tego, że muzułmanie w ogóle inaczej patrzą na świat niż Europejczycy. Istotne są dwie sprawy. Mówię o tym od dłuższego czasu. Po pierwsze, nie ma i nie będzie żadnej wdzięczności ze strony wyznawców islamu. Nie dlatego, że są niewdzięcznymi ludźmi. Oni po prostu postrzegają świat inaczej niż Europejczycy. My doszukujemy się w świecie praw logiki, matematyki, fizyki, psychologii, itd. Oni patrzą na rzeczywistość poprzez wolę Allaha - coś się zdarzyło, bo Allah chciał, a coś się nie zdarzyło, bo Allah tego nie chciał. Jeżeli dostają pieniądze, znaczy, że Allah daje im te pieniądze. Niewierni są tylko rękami, które im je wydzielają. Humanitaryzm europejski, pomoc społeczna - oni tego nie dostrzegają.

Reklama

- Po drugie, ten przekaz wzmacniają radykalni imamowie, którzy tłumaczą, że niewierni muszą płacić dżizję, zapisany w Koranie podatek dla innowierców. Zgodnie z tym myśleniem, Europa jest niewierna, więc musi płacić. 

Dla dżihadystów z IS lepiej, żeby Europejczyk żył i płacił, czy żeby zginął?

- Na to pytanie różnie odpowiadano w dziejach. Na przykład kalif Umar w VII utrzymywał przy życiu Żydów, którzy przeżyli masakrę w Jerozolimie, bo płacili dżizję. To był dobry interes. Potem różnie bywało. Kalifat w Kordobie także pozwalał żyć innowiercom, bo byli źródłem dochodu. Z kolei kalifat bagdadzki był bardziej restrykcyjny. 

- Dziś ludzie z Państwa Islamskiego chcą wymordować niewiernych. Twierdzą, że są czasy ostateczne, już nie ma na co liczyć i trzeba dążyć do końcowej bitwy. 

Rozmawiał pan z Polakiem, który walczy w szeregach Państwa Islamskiego. Co pana najbardziej uderzyło w tej rozmowie?

- Fanatyzm. Ale taki spójny, dobrze posklejany intelektualnie. Dżihadyści z IS prezentują fanatyczną wizję świata, w którym Allah wyznacza swoją wolę. Człowiek - jako niewolnik Allaha - musi ją spełniać. Uważają, że mają monopol na najlepsze odczytywanie woli Allaha. I ją odczytują...

Jak rekrutują swoich bojowników? 

- Po pierwsze, udało im się zhołdować plemiona beduińskie z terenu wschodniej Syrii i środkowego Iraku. Tam starsi plemienni - ze strachu i pod naciskiem - przeszli na stronę Państwa Islamskiego. Tym samym dostarczyli mięsa armatniego do wojska IS. Plemiona, które się nie zgadzały, zostały wycięte w pień.

- Drugim źródłem są przybysze z zewnątrz, rekrutowani za pomocą filmów werbunkowym. W sieci krąży nagranie "Flames of war". Pokazuje, że rekrutów w IS czeka przygoda, braterstwo, walka o ideały. W ogóle internet i sieci społecznościowe są ważnym źródłem werbunku dla dżihadystów. Wielu ludzi z drugiego, trzeciego pokolenia migrantów arabskich wyjeżdża z Europy, by walczyć w Syrii w szeregach Państwa Islamskiego, a także Czeczeńcy, których młode pokolenia są bardzo zradykalizowane.

Był pan w Molenbeek?

Byłem. Miałem wrażenie, że jestem w Kirkuk czy Tall Abjad. Arabskie targi, ludzie w tradycyjnych strojach. Nastrój jak na Bliskim Wschodzie, tylko pogoda inna.

Funkcjonariusze wyprowadzający stamtąd Salaha Abdeslama, podejrzanego o zorganizowanie zamachów w Paryżu, zostali obrzuceni kamieniami. Jakim cudem w dzielnicy stolicy Belgii istnieje miejsce nazywane przyczółkiem terrorystów?

- To pokazuje, że umiarkowani islamiści wcale nie są tacy umiarkowani. Dziś w samym Molenbeek - a to nie jedyna muzułmańska dzielnica w Brukseli - mieszka 95 tys. muzułmanów. Bezrobocie wynosi 50 proc. Do tego agresywni imamowie w meczetach. W Europie muzułmanie radykalizują się bardziej niż na Bliskim Wschodzie.

Dlaczego?

- Myślę, że czują się wykluczeni ekonomicznie. Radykalny islam jest receptą - przywraca godność i daje cel walki. Tylko my mamy teraz do czynienia z pop-islamem. Na przykład według prawa szariatu kobieta, która jest nieobyczajnie ubrana, zasługuje na karę. Tą karą może być ukamienowanie albo gwałt, a może ją wymierzyć wierny muzułmanin. Sąd szariacki nie będzie go za to sądził...

...Sylwestrowe wydarzenia m.in. w Kolonii były odpowiedzią na prawo szariatu?

- Takiego pop-szariatu. Oczywiście, te wszystkie prawa i wyjaśnienia są głębsze. Radykalni muzułmanie w Europie wcale nie są tacy wierzący, tylko znaleźli wygodny pretekst do bandytyzmu. 

Jak zatrzymać Państwo Islamskie?

- Tygodniowa ofensywa lądowa. Saddam Husajn miał piątą co do wielkości armię świata i został pokonany w dwa tygodnie. Państwo Islamskie nie ma nawet jednej dziesiątej tego, co miało irackie wojsko. Tydzień i nie ma Państwa Islamskiego. Tylko to będą dni pełne ofiar. Dowódcy piechoty obawiają się "żywych bomb".

Co sprawia, że Kurdowie - przez długi czas jako jedyni na lądzie - byli w stanie odeprzeć ataki ISIS?

- To fenomen historyczny. Od początku, gdy Kurdowie wyodrębnili jako obca w tamtym terenie - bo indoeuropejska - grupa etniczna, nie posiadali swojego państwa. Mieli tradycję księstw, które stale walczyły między sobą o wpływy w regionie i z zewnętrznymi przeciwnikami.

- Żołnierze kurdyjscy byli najbardziej poszukiwanymi najemnikami na tamtym terenie. Wytrwali wojownicy, okrutni w walce. Kurdowie ubolewają, że od końca lat 80-tych ub. wieku, czyli od operacji Al-Anfal, kiedy Saddam Husajn użył wobec nich broni chemicznej, nie toczyli otwartej wojny. Czyli wyrosło całe pokolenie Kurdów, którzy nie walczyli. W związku z tym mówili, że mają gorsze, słabsze pokolenie.

Do teraz.

- To nie oznacza, że w tym czasie nie toczyli bojów między sobą. Nawet w parlamencie doszło do strzelaniny pomiędzy zwolennikami Talabanich (i tym samym Patriotycznej Unii Kurdystanu kierowanej dziś przez Dżalala Talabaniego - red.) a Barzanich (Masud Barzani jest liderem Demokratycznej Partii Kurdystanu - red.). Walczyli też z komunistyczną YPG. Nie toczyli jednak otwartej wojny z zewnętrznym przeciwnikiem. 

- Kurdowie nie spodziewali się ataku ze strony Państwa Islamskiego. Uważali, że bojownicy uderzą na południe, czyli na terytoria szyickie. Atak jednak przypuszczono na Mosul, potem na Ibril. Kurdowie musieli się bronić. To jest jedno ramię kurdyjskiej walki z ISIS - peszmergowie.

Czyli ludzie, którzy patrzą śmierci w oczy.

- Oddziały peszmerga podlegają Masudowi Barzaniemu, prezydentowi autonomicznego rządu kurdyjskiego w północnym Iraku, liderowi Demokratycznej Partii Kurdystanu.

- Drugie ramię walki z Państwem Islamskim stanowią powszechne jednostki samoobrony YPG (czyt. Japaga, Ludowe Jednostki Ochrony). To formacje marksistowskie związane ze zdelegalizowaną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). PKK powstała w 1978 roku a jej lider - Abdullah Ocalan, znany też jako "Apo", jest kultową postacią w środowisku YPG, traktowany niemal jak święty. Dziś siedzi w tureckim więzieniu.

Gdzie działa PKK?

- Formacje PKK działają przede wszystkim na terenie Rożawy, czyli północnej Syrii, oraz na terenie południowej Turcji. Trzeba pamiętać, że tereny południowej i południowo-wschodniej Turcji zamieszkałe są przez mniejszość kurdyjską - około 22 mln mieszkańców Turcji to Kurdowie. Jednostki YPG - już nie tak licznie - pojawiają się też w górach Irackiego Kurdystanu i górach Iranu. Nie podlegają Barzaniemu, nie są związani z motywacjami religijnymi, kierują się specyficznie rozumianym marksizmem. Wśród bojowników PKK działa też wiele oddziałów kobiecych.

Większość Kurdów wyznaje islam...

- ...Chyba, że są marksistami. Wtedy nie wyznają żadnej religii. Peszmergowie są muzułmanami.

Pisał pan, że są innymi muzułmanami niż Arabowie - inna mentalność, inna higiena, inne obyczaje. 

- W większości są sunnitami, podobnie jak bojownicy Państwa Islamskiego. Ale znacznie się różnią. Ideolodzy IS uważają, że Kurdowie są "murtadini"- apostatami, zdrajcami, odstępcami, bo podnieśli miecz przeciwko wyznawcom Allaha, czyli tym bardziej zasługują na śmierć.       

Bardziej niż niewierni z Europy?

- Bardziej niż my.

Kiedy zdradzili?

- Wtedy, kiedy zaczęli walczyć z Państwem Islamskim. Każdy pojmany bojownik kurdyjski jest zabijany. Mimo że Kurdowie naprawdę wyznają islam. Widziałem wielu żołnierzy, którzy modlili się w kierunku Mekki.

Rozbicie IS ukróci terroryzm w Europie?

- Tak, terroryści nie będą mieli marki, na którą mogliby się powołać, braknie też pieniędzy. Dla kogo będą walczyć? W sprawie wolnej Palestyny? Nie bardzo chce się komu walczyć. Al-Kaidy? Jemenu? Nie sądzę.

- Teraz mają napędzoną wyobraźnię, widzą wielki kalifat Państwa Islamskiego, który obejmie cały świat. Dlatego mnóstwo młodych za tym idzie. W momencie, gdy padnie Państwo Islamskie, a z Europy zostaną deportowani radykalni imamowie, szerzący nienawiść wobec Europejczyków, mamy z głowy terroryzm arabski na kilka lat.


Rozmawiała Justyna Tomaszewska

-----

Witold Gadowski - dziennikarz, publicysta, pisarz, reporter wojenny. Autor książek nt. terroryzmu. Współautor (wraz z Maciejem Grabysą i Michałem Królem) "Insha Allah. Krew Męczenników", pierwszego polskiego filmu dokumentalnego o Państwie Islamskim.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje