Reklama

Reklama

"Koniec raju dla pedofilów", ale... Wątpliwości związane z ustawą o przestępczości seksualnej

Wraca sprawa kontrowersyjnego "rejestru pedofilów". Senat rozpoczął wczoraj dwudniowe posiedzenie, na którym miał zająć się m.in. rządowym projektem ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. W tym właśnie projekcie zawarto budzący liczne komentarze zapis o utworzeniu rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym, czyli potocznie „rejestru pedofilów".

"Kończy się raj dla pedofilów"- mówił przed marcowym glosowaniem w Sejmie wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki. Zarówno środowiska parlamentarne, jak i stowarzyszenia i organizacje są zgodne: trzeba zapobiegać przestępstwom na tle seksualnym i chronić ich poszkodowanych.

Reklama

Projekt ustawy budzi jednak wątpliwości. Wśród nich taka: czy "koniec raju dla pedofilów" nie oznacza piekła dla ofiar? Skąd takie obiekcje?

Kilka lat zabiegań o ustawę

Przypomnijmy, że pomysł założenia "rejestru pedofilów" pojawił się już kilka lat temu. W grudniu 2013 roku, gdy marszałkiem Sejmu była Ewa Kopacz, zgłoszono poselski projekt ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i o zmianie niektórych innych ustaw.

Podpisali się pod nim m.in.: dzisiejszy prezydencki minister Andrzej Dera, obecna szefowa KPRM Beata Kempa i Patryk Jaki, dziś wiceminister sprawiedliwości w resorcie Zbigniewa Ziobry. (Poza nimi: Jacek Bogucki, Ludwik Dorn, Mieczysław Golba, Tomasz Górski, Arkadiusz Mularczyk, Józef Rojek, Andrzej Romanek, Edward Siarka, Piotr Szeliga, Tadeusz Woźniak, Jan Ziobro, Kazimierz Ziobro, Jarosław Żaczek).

Wówczas projekt przeczekał w sejmowej kolejce do października 2014 roku. Wtedy miało miejsce pierwsze czytanie, projekt został skierowany do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Sprawa ustawy skończyła się w marcu 2015 roku po stanowisku rządu.

Nowy rząd, nowy projekt

Nowy projekt ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, tym razem rządowy, wpłynął do Sejmu 13 stycznia 2016 roku. Ostatniego dnia marca był już po trzech czytaniach i pracach w komisjach, a 1 kwietnia przekazano ustawę marszałkowi Senatu i prezydentowi. 

Projekt różni się od poprzedniego m.in. tym, że zakłada utworzenie tzw. rejestru pedofilów, składającego się z dwóch oddzielnych baz danych - zwanych odpowiednio: "Rejestrem z dostępem ograniczonym" i "Rejestrem publicznym".

Przestępcy zarejestrowani

Do pierwszej bazy danych - gdzie będą szczegółowe dane o skazanych, w tym fotografia, miejsce zameldowania i faktyczny adres pobytu, a także imiona rodziców, nazwisko rodowe matki, czy PESEL - w ramach ustawowych uprawnień dostęp będą miały m.in. CBA, ABW, Służba Celna, sądy, prokuratorzy i samorządowe, a także placówki oświatowo-wychowawcze oraz organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej.

Umieszczenie danych sprawcy przestępstwa popełnionego na tle seksualnym ma następować z urzędu i być następstwem prawomocnego wyroku. Według Ministerstwa Sprawiedliwości, ma to zapewnić "prewencyjną w szczególności osób małoletnich".

Drugi rejestr ma być dostępny powszechnie i bez ograniczeń. Lista - która miałaby być publikowana na stronie Biuletynu Informacji Publicznej resortu sprawiedliwości - obejmie sprawców, którzy dopuścili się przestępstwa zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem na szkodę małoletniego poniżej 15. roku życia lub recydywistów, czyli tych, którzy przestępstwo na tle seksualnym popełnili po raz kolejny. W tym przypadku nie byłyby podawane tak szczegółowe dane, jak np. adres, a jedynie nazwa miejscowości, w której skazany przebywa.

Dane sprawców mają się znajdować w rejestrze do zatarcia skazania, ułaskawienia czy amnestii. W "szczególnie uzasadnionych przypadkach" sąd mógłby orzec, że dane skazanego nie trafią do rejestru. Chodzi o: ochronę życia prywatnego lub inny ważny interes prywatny pokrzywdzonego albo jego osób najbliższych, zwłaszcza dobro małoletniego pokrzywdzonego. Zgodnie z projektem, jeśli sąd uznałby, że obecność danych w rejestrze, spowodowałaby "niewspółmiernie surowe skutki dla skazanego", mają się one tam nie trafić. 

Komu zagraża mapa zagrożeń?

Kolejnym założeniem projektu jest tzw. mapa zagrożeń. Za jej prowadzenie i publiczne udostępnianie odpowiadałabym policja.

Choć ustawa przechodziła kolejne etapy legislacji bez poprawek, nie oznacza to, że jej zapisy nie budzą kontrowersji.

Platforma Obywatelska wnosiła podczas ostatniego głosowania w Sejmie, że podawanie w rejestrze imienia i nazwiska sprawcy może prowadzić do ujawniania ofiar, bo 90 proc. przestępstw seksualnych dokonuje się wśród osób bliskich. PO złożyła nawet poprawkę, by z rejestru publicznego zrezygnować.

Z kolei Nowoczesna podniosła problem zagrożenia "retorsyjnymi zachowaniami" wobec sprawców. Posłowie partii Petru chcieli, by dostęp do rejestru odbywał się tylko w jednostkach policji.

Natomiast zdaniem wiceministra Patryka Jakiego, który zabrał głos przed głosowaniem, "poprawki opozycji mają na celu storpedowanie tego bardzo potrzebnego projektu".

Przeciwdziałanie przestępczości seksualnej

Swoje wątpliwości w specjalnej uchwale wyraziło także Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, które stoi na stanowisku, że nie należy tworzyć jakichkolwiek rejestrów przestępców seksualnych o charakterze publicznym.

Zdaniem polskich seksuologów - m.in. prof. Zbigniewa Lwa Starowicza, prof. Marii Beisert i dr med. Wiesława Czernikiewicza, którzy powołują się na doświadczenie innych krajów, rejestry publiczne są "całkowicie nieskuteczne" w zwalczaniu zagrożeń przestępczością seksualną i nie przyczyniają się one do spadku poziomu recydywy seksualnej. Ich zdaniem, takie rejestry nie pełnią funkcji odstraszającej.

PTS zwraca też uwagę, że omawiany rejestr zmniejsza możliwości prowadzenia terapii i resocjalizacji przestępców seksualnych, czyli - jak wnioskuje zarząd Towarzystwa - utrudni przeciwdziałanie przestępczości seksualnej.

Kolejnym argumentem PTS jest kwestia "nasilania się lęku społecznego", związanego z takimi przestępstwami, który będzie szczególnie silny w miejscach szczególnego zagrożenia wskazanych na mapie.

Zdaniem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego niepubliczny rejestr przestępców seksualnych będzie miał sens tylko wtedy, gdy będzie stale połączony z organizacją terapii sprawców, dozoru probacyjnego i dozoru postpenitencjarnego.

Podobnego zdania jest poseł Tomasz Rzymkowski z Kukiz'15, który w rozmowie z Interią zwraca uwagę, że projekt nie zawiera żadnych elementów, które mają na celu odizolowanie i leczenie przestępców.

Zdaniem prawnika

Projekt ustawy wziął też pod lupę dr hab. Andrzej Sakowicz, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, ekspert. ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych, który przygotował analizę projektu omawianej ustawy.

Ekspert zaznaczył, że można przypuszczać, że dostęp do informacji z tzw. rejestru z ograniczonym dostępem zwiększy bezpieczeństwo małoletnich. Jednocześnie jednak zwrócił uwagę na problem "stygmatyzacji" skazanych  także po wykonaniu orzeczonej kary, zwłaszcza że w niektórych przypadkach będzie zachodziła  możliwości zatarcia skazania. , do której może doprowadzić szeroki zakres informacji z rejestru publicznego.

Wątpliwości u prof. Sakowicza budzi też treść art. 6 ustawy. Zgodnie z nią w rejestrze z dostępem ograniczonym zamieszczone będą dane o osobach m.in. przeciwko którym prawomocnie umorzono postępowanie karne na podstawie amnestii oraz nieletnich, wobec których prawomocnie orzeczono środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze albo którym wymierzono już karę.

W myśl art. 17. "zgromadzone w Rejestrze dane mogą być przetwarzane i wykorzystywane do badań naukowych, a także, po pozbawieniu tych danych informacji identyfikujących osobę, do celów statystycznych". To także w opinii prof. Stankiewicza wątpliwe rozwiązanie.

Profesor wraca też uwagę na fakt, że przepisy o charakterze represyjnym - a taki właśnie charakter ma zdaniem eksperta zapis dot. zamieszczania danych sprawców w rejestrze - będą mogły być stosowane wstecz. Wynika to z art. 27 projektowanej ustawy.

"Tym samym projektowane rozwiązanie budzi wątpliwości w świetle art. 42 ust. 1 Konstytucji RP. Przepis ten jednoznacznie przesądza, iż zakazane jest wsteczne działanie prawa w sferze prawa represyjnego ('lex severior retro non agit' - prawo surowsze nie działa wstecz' - red.)" - uważa prof. Sakowicz.

Nie ma gorszego przestępstwa niż to dokonane na dziecku

Choć rejestry mają dotyczyć nie tylko pedofilów (do rejestru będzie można trafić m.in. za sutenerstwo czy stręczycielstwo), to na ochronę małoletnich największą uwagę zwracają zwolennicy ustawy.

Elżbieta Witek z Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że najważniejsza jest ochrona dzieci przed potencjalnym zagrożeniem.

- Nie ma cięższego przestępstwa niż to dokonane na dziecku - mówi Interii. - Mam nadzieję, że ta ustawa szybko wejdzie w życie, bo jest bardzo potrzebna - zaznacza.

Justyna Tomaszewska



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL