Reklama

Reklama

Lech Kaczyński o Henryku Sławiku

Poniżej za oficjalną stroną prezydenta publikujemy treść przemówienia tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego podczas uroczystości wręczenia odznaczeń Henrykowi Sławikowi, Jozsefowi Antallowi i ich współpracownikom:

Szanowny Panie Prezydencie,

Reklama

Ekscelencjo Księże Arcybiskupie,

Panie Prezydencie, Panie i Panowie Posłowie,

Panie Rektorze, Szanowni Państwo!

Mamy dzisiaj uroczystość szczególną - mówił o tym przed chwilą Pan Prezydent Republiki Węgierskiej. Powtórzę: to dzień bohatera, a w istocie bohaterów trzech narodów - polskiego, węgierskiego i żydowskiego. To dzień człowieka, który jako urzędnik, wyższy urzędnik swojego państwa, ryzykował przez lata, aby pomóc obywatelom państwa, które przecież, jak mówił Pan Prezydent, było po drugiej stronie ówczesnej barykady. Barykady, na której trwała walka na śmierć i życie. Z punktu widzenia mojego narodu była to walka o przetrwanie jako narodu; z punktu widzenia narodu żydowskiego, a w szczególności mówię o narodzie polskich Żydów, o istnienie w sensie fizycznym; z punktu widzenia całej Europy o to, żeby nie została zdominowana przez niemiecki nazizm.

Tak to wygląda od naszej strony. I tak będzie wyglądać, co nie zmienia faktu, że w trakcie tej wojny kraj, który istotnie ze względu na układ z Trianon zmienił zasadniczo swoje granice - te granice zostały bardzo okrojone: między historycznymi Węgrami, a tym, co pozostało po roku 1920, bo z tego roku jest ten układ, jest zasadnicza różnica - że właśnie to państwo i jego obywatele byli sprzymierzeńcami i Polaków, i w wielkim stopniu polskich Żydów. Symbolem tego szczególnego przymierza był József Antall senior. Przypomnijmy, że József Antall junior, też już niestety od lat nieżyjący, to pierwszy premier wolnych Węgier po roku 1989, tak więc ów wyższy urzędnik wielu węgierskich ministerstw jest też ojcem człowieka, który odbudowywał węgierską demokrację i suwerenność.

Ale to święto przyjaźni polsko-węgierskiej ma jeszcze jeden szczególny wymiar. Tym wymiarem jest postać Henryka Sławika - człowieka, który uratował tysiące ludzkich istnień, w tym tych istnień, które były szczególnie zagrożone: skazane na śmierć za sam fakt przynależności do określonego narodu. Nie miało znaczenia, czy był to polski czy węgierski Żyd. Wystarczyło, że był Żydem. Henryk Sławik, Ślązak, uratował co najmniej pięć tysięcy - niektórzy mówią, że dziewięć i pół tysiąca, inni, że aż czternaście tysięcy - przede wszystkim polskich Żydów.

Jego zasługi są porównywalne z zasługami Ireny Sendler, niedawno zmarłej kandydatki do Pokojowej Nagrody Nobla. Jednak tu, w naszej ojczyźnie, był zapomniany. Uczestnik powstań śląskich, poseł do śląskiego sejmu, radny miasta Katowic, człowiek niepodległościowej lewicy... Chciałbym to bardzo mocno podkreślić: człowiek, który niewątpliwie był socjalistą. Pochodził z lewicy, ale nie tej, która przeciwstawiała się polskiej niepodległości; nie tej, która co najmniej uważała, że nasze granice powinny być radykalnie okrojone, że między innymi tu, gdzie jesteśmy, czyli na Śląsku, powinny być zmiany na korzyść Niemiec po traktacie wersalskim. Taka lewica w Polsce była i Henryk Sławik był jej przedstawicielem. Walczył z Niemcami w kolejnych śląskich powstaniach. Nie był też zwolennikiem tego reżimu, który zapanował w Polsce po roku 1926. Tu też miewał kłopoty, ale był niezłomnym polskim patriotą i wielkim człowiekiem.

Jego ostatnie słowa - nie wiemy dokładnie, czy wypowiedziane 24 czy 25 sierpnia 1944 roku - to były słowa "Jeszcze Polska!". Pewnie: jeszcze Polska nie zginęła. A słowa skierowane do człowieka, którego mimo tortur nie wydał, czyli Józsefa Antalla seniora, to były słowa: "Tak dziękuje Polska". I właśnie dlatego postanowiłem nadać Henrykowi Sławikowi najwyższe polskie odznaczenie - temu Polakowi, temu Ślązakowi.

Panu Józsefowi Antallowi seniorowi nadaję najwyższe polskie odznaczenie dla cudzoziemców. Odznaczenia otrzymują też osoby, które współpracowały z Henrykiem Sławikiem i Józsefem Antallem. Tu chciałem mocno podkreślić, że byli to duchowni węgierscy, łącznie z kardynałem Serédim. To były ich wspólne działania, dotyczące dzieci i osób dorosłych, w tym tysięcy Żydów. Za to zginął Henryk Sławik, za to miał zginąć też József Antall. To wymagało współpracy i ta współpraca była. Czas, w którym rozgrywała się historia, jakich niewiele znała II wojna światowa, to blisko pięć lat. To długo. Tak długo, dopóty Węgry były krajem wprawdzie biorącym udział w wojnie po stronie, której my w Polsce nie możemy uznać za dobrą, ale krajem suwerennym. Później przyszła okupacja niemiecka; w końcu późną jesienią 1944 roku zrezygnować musiał regent Horthy, który w jakimś sensie musiał patronować temu, co się wtedy na Węgrzech działo. Władzę przejęli węgierscy faszyści. To były już ostatnie miesiące II wojny światowej. Wkrótce na terytorium Węgier wkroczyła Armia Czerwona i po ciężkich walkach to terytorium zajęła.

Zaczęły się czasy innego zniewolenia, które na Węgrzech przebiegało wyjątkowo brutalnie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że brutalniej niż w Polsce. I to nie tylko dlatego, że krwawo rozprawiano się z komunistyczną, rzekomą opozycją wewnątrz partii, że pierwszy z całej serii proces był w 1949 roku na Węgrzech. Idzie przede wszystkim o rozmiary represji wobec obywateli węgierskich, wobec węgierskiej inteligencji, które były wręcz olbrzymie. I to być może zrodziło przyjaźń lat 50. i 60.

Rewolucja 1956 roku, która była reakcją na to wszystko, jej 50-lecie obchodziliśmy nieco ponad 3 lata temu; postawa Polski odmienna niż innych krajów komunistycznych i później wiele lat bardzo silnego związku, przede wszystkim pomiędzy młodzieżą. To było związane również z tym, że "polski barak" w tym smutnym obozie był względnie najweselszy. Jazz, który połączył bardzo wielu Polaków i Węgrów w tamtych czasach, dostęp do w miarę niezależnego teatru, pod tym względem były to lata wielkości naszej sztuki - to wszystko stworzyło pewną jakość, którą należałoby kontynuować także po roku 1989 roku. I z Panem Prezydentem staramy się to robić. Ale my nie jesteśmy przecież jedyną władzą na Węgrzech i w Polsce. Mam nadzieję, że pod tym względem będzie lepiej. Powinno być lepiej, bo istnieje rzadko spotykana tradycja naszej wzajemnej przyjaźni - nieprzerwanej od wieków, jak mówił Pan Prezydent.

Na koniec chciałbym raz jeszcze powtórzyć: dzisiejszy dzień to dzień przyjaźni trzech narodów, ale także dzień oddania honoru tej dzielnicy Polski, która odgrywa w niej rolę szczególną, jest troszeczkę odrębna, czasami zapominana - Śląskowi. Dziękuję bardzo.

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | urzędnik | Lech Kaczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje