Marek Michalak: Nie przestaje się być rodzicem

Każdego roku do Rzecznika Praw Dziecka napływa blisko 50 tys. spraw. Niemal połowa z nich dotyczy wikłania dzieci w konflikty okołorozwodowe. Rodzice i krewni - świadomie, bądź nie - stosują wobec małego człowieka tę szczególną formę przemocy psychicznej, jaką jest alienacja rodzicielska. Niestety polskie prawo nie zna tego pojęcia. Nie ma więc skutecznych narzędzi, by mu przeciwdziałać.

Jak podkreśla w rozmowie z Interią Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, sprawy, które są do niego zgłaszane, często są powiązane ze zjawiskiem alienacji rodzicielskiej.

Nadużywanie władzy rodzicielskiej

Reklama

Pytany o to, czy rodzic, który utrudnia kontakty z dzieckiem, powinien ponosić konsekwencje, wraz z ograniczeniem praw rodzicielskich, mówi, że sąd za każdym razem, uwzględniając okoliczności konkretnej sytuacji, ocenia, czy zachowanie rodzica powinno skutkować ingerencją w przysługującą mu władzę rodzicielską.

Zaznacza, że sądy - zgodnie z obowiązującymi przepisami - posiadają instrumentarium prawne w razie naruszenia dobra dziecka lub istnienia zagrożenia dla tego dobra. Takim dobrem, o ile nie zachodzą inne przesłanki, jest kontakt z obojgiem rodziców. Sąd bazuje tutaj na art. 109 § 1 k.r.o. 

Sąd może pozbawić władzy rodzicielskiej wtedy, gdy nie może być ona sprawowana w związku z tzw. "trwałą przeszkodą"  lub nadużywaniem władzy rodzicielskiej, a także w razie "rażącego zaniedbywania obowiązków względem dziecka" (art. 111 § 1 k.r.o.).

Ocenia sąd, nie rodzic

W rozmowie z Interią RPD podkreśla, że dziecko po prostu ma prawo do wychowania i kontaktu ze swoimi rodzicami - każdym z nich. Dotyczy to nie tylko spotkań, ale także utrzymywania kontaktu na różne inne sposoby.

- Zerwanie więzi między dzieckiem a rodzicem jest ogromną krzywdą. Nawet, jeśli dochodzi do rozpadu małżeństwa, nie może dochodzić do rozpadu więzi rodzicielskich. Można przestać być żoną czy mężem, ale nigdy nie przestaje się być rodzicem - podkreśla.

Kontakt z mamą czy tatą - jak zaznacza - powinien zawsze być wspierany, utrzymywany i pielęgnowany, jeśli nie zagraża dziecku. Taką ocenę wydaje jednak sąd, a nie rodzic.

- Rodzic powinien pokonać swoją dumę, spojrzeć na sytuację z perspektywy dziecka, dla którego rozwód czy rozstanie rodziców jest ogromnym stresem. Należy zrobić wszystko, aby ułatwić mu przejście tego trudnego okresu - mówi Michalak.

Dzieci same zgłaszają się po pomoc

Rzecznik dostaje zgłoszenia o nadużywaniu władzy rodzicielskiej od samych dzieci, które szukają pomocy, gdy mama lub tata próbują np. wymusić poparcie, stosując różnego rodzaju manipulacje. Proszą o pomoc, bo - jak zauważa Michalak - nie chcą być kartą przetargową w rozgrywkach opiekunów.

- Jeśli sytuacja utrudniania kontaktu dziecka z rodzicem jest nagminna, godzi w dobro dziecka, wówczas powinny być zastosowane wcześniej przytoczone przepisy - dodaje.

Naczelna zasada: dobro dziecka

Zatem w jakim kierunku należałoby przebudować prawo rodzinne, by móc rozliczać rodziców ze stosowania tego typu przemocy (alienacji rodzicielskiej) wobec dziecka?

Punktem wyjścia i naczelną zasadą jest zawsze dobro małego człowieka. - Należy tak konstruować system prawny, aby na czele piramidy podmiotów, dla których prawo jest tworzone, było dziecko. W  Polsce nie mamy złego prawa, jednak często zdarza się, że nie umiemy z niego właściwie korzystać - komentuje mój rozmówca.

Opieka naprzemienna?


Czy obligatoryjna opieka naprzemienna byłaby dobrym rozwiązaniem?

- Należy zaznaczyć, że istotą dobrze pojmowanego rodzicielstwa jest zgodne współdziałanie, które jest gwarancją zabezpieczenia dobra dziecka, kluczowe, gdyby rodzice chcieli wychowywać dziecko w ramach tzw. opieki naprzemiennej. Kwestia konkretnego podziału dni sprawowania przez rodziców bezpośredniej pieczy nad małoletnimi jest złożona i wymaga uważnego zbadania przez sąd opiekuńczy wszelkich okoliczności towarzyszących sytuacji małoletnich - tłumaczy Michalak.

- Przed ustaleniem tzw. opieki naprzemiennej, lub jeszcze lepiej - równoważnej, należy uwzględnić między innymi umiejętności porozumienia się między rodzicami nie tylko w istotnych sprawach dziecka, ale i możliwości zgodnego rozwiązywania bieżących problemów dzieci, a także wziąć pod uwagę ewentualne utrudnienia związane np. z dojazdem do szkoły czy zmianą środowiska, w którym dziecko się wychowuje. W tych sytuacjach zawsze trzeba uwzględniać i pytać o zdanie samo dziecko, gdyż to ono, a nie rodzice, w największym wymiarze poniesie konsekwencje takich działań - dodaje.

Zaznacza jednak, że z uwagi na konieczność każdorazowego uwzględnienia interesu dziecka, nie wydaje się zasadne wprowadzenie automatyzmu orzekania takiej opieki.

- Zabiegam i będę to czynił nadal, aby to dziecko było podmiotem, aby to jego dobro, jego zdanie, jego podmiotowość były priorytetem w podejmowaniu decyzji. Dorośli prędzej, czy później sobie poradzą - dzieci wymagają ochrony i pomocy natychmiast - zapewnia mój rozmówca.

"Jestem mamy i taty"

W celu uświadomienia społeczeństwa, jak ważne są kwestie równego dostępu dzieci do obojga rodziców, zorganizowano kampanię "Jestem mamy i taty".

- Akcja zwraca uwagę na problem wikłania dziecka w sprawy rozwodowe oraz stawiania go w sytuacji konfliktu lojalnościowego wobec któregoś z rodziców - tłumaczy Marek Michalak, inicjator kampanii.

- Każde dziecko ma prawo tak samo kochać mamę, jak i tatę - dodaje.

Ewelina Karpińska-Morek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje