Mit Bastylii

Upadek Bastylii nie był wcale dniem triumfu uciskanego ludu nad okrutnymi siepaczami Ludwika XVI. Więzienia broniła garstka inwalidów, a jego lochy były puste.

Jerzy Wolak

Reklama

Mit o bohaterskim ludzie, który mocą słusznego gniewu starł z powierzchni ziemi Bastylię, symbol tyranii, od dawna powinien znaleźć się na śmietniku historii. Jego żywotność pokazuje, jak słuszną strategię obrała lewica w walce o rząd dusz. Mit jest jedną z najskuteczniejszych broni w takiej walce. Stąd powtarzane od dwóch stuleci kłamstwa o desperackim buncie poniżonego narodu. Tymczasem szturm Bastylii przypominał bardziej atak rzezimieszków żądnych mordu i grabieży.

Kraj bogaty, lecz podatków mało

XVIII-wieczna Francja była największą europejską potęgą. Prężnie działała gospodarka - rozwijały się kopalnie, przemysł metalurgiczny i włókiennictwo. Według wyliczeń ówczesnego ministra skarbu Neckera w rękach francuskich znajdowała się połowa gotówki będącej w obiegu w całej Europie. Jak pisał francuski historyk Jacques Bainville: "wedle zgodnych świadectw za panowania Ludwika XVI kwitnął wielki dobrobyt. Nigdy świetniej nie rozwijał się handel, nigdy mieszczaństwo nie było bogatsze. Kraj obfitował w pieniądze. Deficyt, aczkolwiek osiągnął wielkie rozmiary, mógł być pokryty przez powiększenie dochodu z podatków. Niestety, wysiłki reformatorskie ministrów rozbijały się o tradycyjne opory nie tylko warstw uprzywilejowanych, lecz także wszystkich podatników, których stałym opiekunem był Parlament".

Francuzi nie chcieli płacić podatków. Wbrew pozorom największy opór pochodził nie od szlachty i duchowieństwa, ale - jak wskazuje Bainville - od "licznych kategorii osób, prawie zawsze bogatych lub zamożnych, które dotychczas albo nie podlegały podatkom, albo też płaciły, co łaskawie chciały. Wśród nich zaś większość zaliczała się do mieszczaństwa, do trzeciego stanu, monopolizującego urzędy i godności sądowe, z którymi związane było zwolnienie od ciężarów fiskalnych".

Niestety, przyszedł moment, gdy w państwowym skarbcu błysnęło dno, a rządzący nie mogli nic na to poradzić. Władza w Królestwie Francji nie była bowiem wcale absolutna. Trzymały ją na wodzy parlamenty. Doszło do zwołania Stanów Generalnych. "Stare wiadro Stanów Generalnych, wydobyte z rupieciarni przez miłośników pamiątek, miało napełnić się nowym winem" - ironizuje Bainville. Okazało się miotłą wprawiającą w ruch "wielkie wyprzątanie, w którym znikną przywileje, prerogatywy, stare swobody prowincjonalne, nawet parlamenty, rząd i monarchia - słowem wszystkie te czynniki, które łudziły się, że przez powrót do dawnej instytucji utrwalą się albo się odmłodzą".

Anarchia na ulicach Paryża

Zwołanie Stanów Generalnych ośmieliło górę stanu trzeciego do przekształcenia ich w Zgromadzenie Narodowe. Doły (paryskie pospólstwo nabuzowane rewolucyjnymi nastrojami) sprowokowały rozruchy. 11 lipca 1789 r. rozpoczęły się zamieszki. Pośród wrzasku, sygnałów alarmu i fałszywych nowin tłum atakował nieliczne oddziały wojska albo oddawał się pijatyce. Napadano na domy, sklepy i warsztaty. Paryżanie zabarykadowani w domostwach oddali ulicę na łup dzikiej bandy, która rozbiwszy gmach komendy policji oraz więzienie La Force, zdołała się uzbroić i wzrosnąć w siłę.

14 lipca motłoch zbrojny w strzelby i piki ze splądrowanych magazynów ruszył w kierunku stołecznej fortecy zwanej Bastylią (ze staroprowansalskiego bastida - zamek, twierdza), bronionej przez 40 Szwajcarów i 80 inwalidów wojennych pod dowództwem Bernarda-René, markiza de Launay. Potężna XIV-wieczna twierdza, przekształcona w więzienie dopiero przez Ludwika XIV, mimo szczupłej załogi mogłaby się długo bronić przed bandą cywilów. Mogłaby, gdyby chciano jej bronić. Jednak de Launay zbyt był oświeconym liberałem, by wycelować armaty w tłum. Nie tylko polecił je wycofać, ale kazał wręcz burzyć strzelnice i zaprosił oblegających na układy. Tymczasem zgraja pod murami rosła w zastraszającym tempie. Wkrótce odezwały się armaty buntowników. Wystraszyło to załogę - w obliczu niezdecydowania komendanta nie była ona w stanie stawić zdecydowanego oporu.

Bierna postawa obrońców zwykle stanowi zachętę dla atakujących; tak też było i tym razem. Tłum bez trudu wdarł się na pierwsze podwórze i po splądrowaniu budynków skierował lufy wszystkich czterech dział na drugie wrota. Załoga, wyczuwając słabość dowódcy, zmusiła go do kapitulacji.

Dowiedz się więcej na temat: kara więzienia | mity | tłum

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje