"Nowe tajemnice Watykanu". Na tropie największych afer w Kościele

Niestrudzony badacz historii Kościoła i Watykanu, specjalista od rozmaitych "Vaticangates", pisarz i dziennikarz śledczy, Bernard Lecomte, zwany przez prasę "burgundzkim papieżologiem", w "Nowych tajemnicach Watykanu" kontynuuje dzieło rozpoczęte w 2009 roku, biorąc na warsztat 16 mniej lub bardziej głośnych afer watykańskich.

"16 marca 1995 roku na przeszklonych ścianach wiedeńskich kiosków pojawia się okładka najważniejszego dziennika, zapowiadająca sensacyjną informację. Pierwsi czytelnicy nie wierzą własnym oczom. Josef Hartmann, dawny uczeń kardynała Groera, arcybiskupa Wiednia, ujawnia, że wielebny prałat w latach, gdy uczył w niższym seminarium duchownym w Hollabrunn, przez wiele lat zmuszał go do kontaktów seksualnych" - tak zaczyna się jedna z historii opisanych w książce Lecomte'a.

Gorszące i odpychające tajemnice

Reklama

Przypadki, które przytacza w swojej książce autor, są kontrowersyjne.

"Groer! Numer jeden austriackiego Kościoła katolickiego! Przewodniczący Konferencji Episkopatu jednego z najbardziej katolickich krajów Europy! Święty człowiek wyświęcony przez kardynała Innitzera, konsekrowany przez kardynała Königa, a wyniesiony do godności kardynalskiej przez Jana Pawła II! Niemożliwe!" - czytamy w jednym z fragmentów.

"A jednak to prawda. Zaskakująca, gorsząca, odpychająca. Natychmiastowe pozbawienie Groera funkcji przewodniczącego Konferencji Episkopatu to częściowe potwierdzenie jego winy. Kolejnym jest powołanie na jego miejsce biskupa pomocniczego Christopha Schönborna. W sierpniu Groer zostaje zdjęty z urzędu arcybiskupa Wiednia. Nigdy jednak nie przyzna się do swojego uczynku ani nie poprosi o przebaczenie. To Schönborn poinformuje o winie poprzednika, który umrze w odosobnieniu i spokoju kilka lat później" - kontynuuje Lecomte.

Polityka milczenia

Autor "Nowych tajemnic Watykanu" zarzuca Kościołowi praktykowanie w kwestiach związanych z pedofilią polityki milczenia.

"Decyzja o poświęceniu kardynalskiego honoru w imię prawdy - Kościół nie przyzwyczaił swoich owieczek do tego rodzaju rozwiązań. Od wieków praktykuje w tym względzie politykę milczenia. Nie tylko zresztą on: wszystkie instytucje cywilne i kościelne w konfrontacji z tą potworną zbrodnią (...) zawsze załatwiały tego rodzaju problemy we własnym gronie. To znaczy w sekrecie. I nigdy nie brały pod uwagę losu ofiar" - czytamy.

Lecomte wielokrotnie podkreśla, że największym oskarżeniem, jakie może usłyszeć osoba duchowna, jest zarzut wykorzystywania seksualnego dzieci.

"W Watykanie wszyscy dobrze wiedzą, że zarzut pedofilii to najpoważniejsze, najskuteczniejsze i najbardziej zabójcze oskarżenie, jakie można rzucić na kapłana, biskupa czy na cały Kościół. Wystarczy przypomnieć, jak w reakcji na antynazistowską encyklikę 'Mit brennender Sorge' minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels zorganizował sprytną, agresywną kampanię przeciwko Kościołowi katolickiemu, przekazując prasie całą serię "dowodów" i "rewelacji" na temat nadużyć seksualnych popełnianych przez niemieckich księży i zakonników. Gorzkie wspomnienie" - pisze Lecomte.

"Szefowie Kurii wiedzą również, że reguła życia polskiego papieża oparta jest na przebaczeniu. To człowiek, który w każdych okolicznościach daje dowody miłosierdzia. Bez zahamowań, bez kalkulacji, bez ograniczeń. Czyż nie wybaczył Alemu Agcy, tureckiemu terroryście, który strzelał do niego w 1981 roku? Czy nie zaufał ponad miarę rozsądku Meksykaninowi Marcialowi Macielowi Degollado, przebiegłemu założycielowi Legionistów Chrystusa, choć w kuluarach Kurii od dawna mówiono, że to odrażający zboczeniec?" - pyta retorycznie autor.

Papież kontra pedofilia

"Przypadek ojca Maciela jest tyleż spektakularny, co złożony, bowiem ten manipulant w sutannie, którego życie było wyjątkowo rozpustne - pedofilia nie była jedyną jego perwersją - konsekwentnie podpierał się rzymskimi koneksjami w celu uniknięcia śledztw kanonicznych oraz podejrzeń ze strony Piusa XII, Jana XXIII i Pawła VI. Jan Paweł II, który zawsze nieufnie odnosił się do plotek, zwłaszcza pochodzących z kraju tak antyklerykalnego, jak Meksyk, wolał posłuchać pisemnych zapewnień duchownego: 'Przysięgam wobec Boga, że to wszystko nieprawda!'" - pisze Lecomte.

"30 kwietnia 2001 roku papież wydaje motu proprio (dekret) pod tytułem Sacramentorum sanctitatis tutela autorstwa Ratzingera. Dokument zobowiązuje wszystkich biskupów, by zwracali się bezpośrednio do Kongregacji Nauki Wiary. W tych sprawach jedynie administracyjny status poszczególnych osób pozostaje w kompetencjach Kongregacji do spraw Biskupów (w odniesieniu do biskupów), Kongregacji do spraw Duchowieństwa (w odniesieniu do kapłanów) oraz Kongregacji do spraw Instytutów Życia Konsekrowanego (w odniesieniu do zakonników). Kilka dni później, 18 maja 2001 roku, Ratzinger publikuje list De delictis gravioribus, wyszczególniający sankcje kanoniczne dla winnych "najpoważniejszych" przestępstw: prewencyjna suspensa, zakaz publicznego odprawiania mszy, zakaz spowiadania, przeniesienie do stanu świeckiego itd." - kontynuuje.

Los ofiar nie jest priorytetem Kościoła?

Autor zarzuca Kościołowi brak zainteresowania ofiarami pedofilii i milczenie w sprawach dla niego niewygodnych.

"Kroki te stanowią zwrot w sprawie i oznaczają zakończenie epoki powszechnego braku odpowiedzialności. Nowe narzędzie w dalszym ciągu obarczone jest dwoma poważnymi defektami: po pierwsze, Kościół podtrzymuje tradycję trzymania tych spraw w tajemnicy, po drugie - w dalszym ciągu los ofiar nie jest dla niego priorytetem" - czytamy w książce.

"Po drugiej stronie Atlantyku afery pedofilskie już od kilku lat nie schodzą z pierwszych stron gazet. W roku 2001 wielki skandal wybucha w Bostonie (Massachusetts). Kardynał Law, arcybiskup miejsca, jest coraz bardziej przyparty do muru. Bernard Law, dawny student Harvardu, bliski przyjaciel Jana Pawła II, jest oskarżony o tuszowanie poważnych przypadków pedofilii. To prawda, kardynał przez długi czas "chronił" kapłanów winnych wykorzystywania nieletnich - takich jak wielebny Paul R. Shanley czy ksiądz John Geoghan, który został zamordowany w więzieniu w sierpniu 2003 roku - przenosząc ich z jednej parafii do drugiej" - mnoży przykłady Lecomte.

"Ile brudu jest w Kościele!"

W "Nowych tajemnicach Watykanu" autor wspomina również 2005 rok:

"Gdy dni Jana Pawła II dobiegają końca, kardynał Ratzinger zaskakuje zadziwiająco dobitnymi wypowiedziami. Podczas obchodów Wielkiego Tygodnia w Koloseum mówi: "Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do niego!". A także: "Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach". I dalej: "Jak często i my woleliśmy sukces zamiast prawdy, reputację zamiast sprawiedliwości".

Lecomte zauważa, że kardynała Ratzingera przestępstwa pedofilskie zawsze napełniały oburzeniem.

"W 2002 roku powołał niezwykle surowego maltańskiego księdza Charlesa Sciclunę na stanowisko promotora sprawiedliwości w Kongregacji Nauki Wiary. Mijają trzy lata, odkąd pochyla się nad - niejednokrotnie odrażającymi - dokumentami, jakie trafiają na biurko jego współpracownika. Setki spraw. Większość z nich pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. To właśnie Sciclunie, wbrew obiekcjom swoich konfratrów, powierzył śledztwo w sprawie poczynań księdza Maciela w Meksyku i na podstawie jego wniosków już po wyborze na papieża ze względu na 'niezwykle poważne zachowania' zdymisjonował założyciela Legionistów Chrystusa, nakazując mu pokutę i odosobnienie" - czytamy w książce.

Głęboki wstyd Ratzingera

"Wielki wysiłek woli i upór dawnego kardynała Ratzingera doprowadziły do zmiany sytuacji. Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w kwietniu 2008 roku Benedykt XVI stawia kropkę nad i, przyznając, że odczuwa głęboki wstyd z powodu nadużyć seksualnych wobec nieletnich, nazywając je 'okrutnymi'. W Watykanie po raz pierwszy spotyka się z ofiarami księży pedofilów. Kilka tygodni później powtarza ten gest w Australii, w trakcie Światowych Dni Młodzieży odbywających się w Sydney. Kościół katolicki publicznie przyznaje się do winy i przechodzi wewnętrzną rewolucję" - pisze Lecomte.

Autor zauważa, że pięć lat po wyborze Benedykta XVI już prawie nie mówi się o nadużyciach seksualnych w Kościele - wydaje się, że zło zostało zażegnane. W wielu państwach rozpoczyna się proces odbudowy zaufania.

"Zachodnie media nadal biorą Benedykta XVI na muszkę, ale już z innych powodów: sprawa biskupa negacjonisty Williamsona, skandal aborcji u dziewięcioletniej dziewczynki z Recife, spór wokół dopuszczalności używania prezerwatyw w Afryce, dyskusja wokół beatyfikacji Piusa XII" - wymienia Lecomte.

"Ale oto jesienią 2009 roku wybucha nowa afera. Dwa oficjalne sprawozdania z Irlandii, pierwsze autorstwa sędziego Seana Ryana, a drugie - sędziny Yvonne Murphy, ujawniają, że w kraju tym ofiarą pedofilów działających pod osłoną Kościoła padły tysiące dzieci. Pierwsze śledztwo dotyczyło wszystkich irlandzkich internatów w okresie od zakończenia wojny, drugie - diecezji Dublina w latach 1975-2004. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że hierarchia biskupia zasadniczo tuszowała te sprawy. Ten niezwykle katolicki kraj, dla którego - podobnie jak w Polsce - katolicyzm zawsze był jednym z przyczółków oporu wobec obcej dominacji, ogarnia wielkie wzburzenie" - czytamy.

Media też grzeszą - nierzetelnością

"Wiele chrześcijańskich środowisk zastanawia się głośno: dlaczego zachodnie media piętnują tylko księży? Dlaczego zdają się chronić nauczycieli, wychowawców kolonijnych, trenerów sportowych czy opiekunów chórów dziecięcych? Oczywiście człowiek Kościoła, robiąc krzywdę dziecku, jest tym bardziej winny jako osoba ukazująca Bożą życzliwość i powszechne miłosierdzie. Czy jednak ten fakt zdejmuje wszelkie piętno hańby ze świeckich wychowawców winnych tych samych czynów?" - pyta autor.

"Rozgoryczenie ogarniające katolików - stowarzyszenia, prasę wyznaniową, portale internetowe - wzrasta w wyniku podjętej przez niektóre media nagonki, której obiektem jest bezpośrednio Benedykt XVI. Dziennikarze przetrząsają archiwa archidiecezji Monachium, którą kierował w latach 1977-1982, śledzą przebieg znanych spraw, jakimi zajmowała się Kongregacja Nauki Wiary pod jego przewodnictwem. Z archiwów Regensburger Domspatzen, chóru katedralnego w Ratyzbonie, którego kierownikiem przez długie lata był brat papieża, wyciągają złożone dawno temu skargi. Jawna pogoń za sensacją nie przyczynia się do budowania atmosfery pokoju..." - czytamy.

"Benedykt XVI także - jak zauważa jego otoczenie - jest wstrząśnięty i 'smutny'. Zachowuje jednak zimną krew. Koniec końców - czy ta eskalacja oskarżeń nie oznacza, że miał rację? Czy Kościół nie powinien był zareagować na tę plagę wcześniej? Czyż za długo nie był zbyt tolerancyjny i nieodpowiedzialny? A czy dziś robi wystarczająco dużo, by wykorzenić zło? Podczas lotu do Fatimy 11 maja 2010 roku, udzielając wywiadu jednemu z dziennikarzy, postanawia wyjaśnić tę sprawę:

- W dzisiejszych czasach ataki na papieża, na Kościół, cierpienia Kościoła nie pochodzą tylko z zewnątrz, ale także z wnętrza Kościoła, z obecnego w nim grzechu. Największymi prześladowcami Kościoła nie są jego zewnętrzni wrogowie, ale ci, którzy są wewnątrz!" - cytuje wypowiedź papieża Lecomte.

Dowiedz się więcej na temat: Jan Paweł II | fragment | tajemnice | pedofilia | Watykan | książe

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje