Reklama

Reklama

Okaleczanie to odbieranie kobiecości

Podczas zabiegu dziewczynkom towarzyszą matki: trzymają im nogi, wsuwają między zęby kawałki drewna, żeby córki nie pogryzły sobie języków. Ale ojcowie zawsze wiedzą o tym, że zabieg się odbędzie, bo to nie jest tania sprawa, a za finanse w rodzinie odpowiadają mężczyźni.

Okaleczanie kobiecych narządów płciowych (ang. Female Genital Mutilation, FGM) jest destruktywnym zabiegiem, podczas którego damskie genitalia są częściowo lub całkowicie wycinane lub kaleczone. Najczęściej dokonuje się tego zabiegu przed okresem dojrzewania, głównie w wieku 4 - 8 lat. Coraz częściej poddaje się temu również kilkumiesięczne, a nawet kilkudniowe dzieci.

Reklama

Szacuje się, że co 11 sekund mała dziewczynka jest poddawana obrzezaniu. Co trzecia umiera po zabiegu, ogromna liczba przez całe życie zmaga się z jego bolesnymi następstwami. - Otwierając Fundację Kwiat Pustyni w 2002 roku wypowiedzieliśmy wojnę temu okrutnemu rytuałowi - mówi jej założycielka Waris Dirie.

- Bardzo ważne jest podnoszenie świadomości społeczeństwa nt. okaleczania i skutków, jakie ono za sobą niesie. Fundacja Kwiat Pustyni jest pierwszą, która podeszła do tego tematu w tak kompleksowy sposób. Tylko, kiedy połączymy siły możemy pozbyć się go raz na zawsze - zaznacza w rozmowie z Interią Joanna Jasik, prawa ręka Waris Dirie.

Katarzyna Pruszkowska, Dariusz Jaroń, Interia: Czy ofiary obrzezania mogą cierpieć na PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, charakterystyczny dla żołnierzy wracających z wojny?

Joanna Jasik: - Na pewno przeżywają ogromną traumę. Dziewczynki, które urodziły się w Afryce, wiedzą, że będą musiały poddać się obrzezaniu - tak, jak właściwie wszystkie kobiety, które znają. Te urodzone w Europie - nie zawsze. Czują się Europejkami, żyją w społeczeństwie, w którym kobiet się nie okalecza. Kiedy osiągną odpowiedni wiek rodzina zabiera je na wakacje do Afryki albo "zaprasza" kobietę, która przeprowadza zabieg w Europie. Te dziewczynki są bardzo straumatyzowane, bo one widzą, że ich koleżanki nie muszą przez to przechodzić. Szok przeżywają także te kobiety, które zostały obrzezane w Afryce, a później przyjechały np. do Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii i dopiero tu dowiedziały się, że to nie przydarza się wszystkim.

Czy okaleczają wyłącznie muzułmanie?

- Z naszych badań wynika, że ponad 90 proc. okaleczonych kobiet to muzułmanki. Ale wynika to raczej z tradycji, która istniała na danym terenie przed islamem. Np. w Egipcie, gdzie już 4 tys. lat temu narodził się ten zwyczaj, obrzezują i muzułmanie, i Koptowie, czyli chrześcijanie. W Sierra Leone okalecza się katoliczki, o czym wiemy od współpracujących z nami księży.

Czy liczba obrzezanych w Europie kobiet rośnie?

- Tak. Dochodzi nawet do tego, że imigranci, którzy pochodzą z rejonów, w których nie ma takich praktyk, w Europie okaleczają swoje córki. Robią to po to, by miały one świadomość kim są i skąd pochodzą. Żeby nie stały się takie, jak dzieci Europejczyków.

Czyli jakie?

- Kiedyś pewien imam powiedział nam wprost: nasze córki nie mogą stać się jak wasze "europejskie prostytutki". Wielu z tych mężczyzn uważa, że Europejki są rozwiązłe, że marzą tylko o tym, żeby uprawiać seks z innymi mężczyznami, kiedy ich mężowie wychodzą do pracy. W ich przekonaniu obrzezanie sprawia, że kobieta jest "czysta" i nie ma ochoty na seks. A więc - będzie dobrą i wierną żoną.

Z jednej strony imigranci tak bardzo chcą do Europy przyjechać, z drugiej gardzą europejskimi standardami: chociażby równouprawnieniem. Dlaczego nie chcą okazać swoim kobietom większego szacunku?

- Status kobiety w państwach, z których emigrują jest raczej niski. Kobietom nie wolno nic posiadać, wszystko, co otrzymują, należy do ich mężów. Jeśli oni umierają - i majątek, i kobietę dziedziczą np. bracia zmarłego. Kobiety nie mają tam żadnych praw, a mężczyźni nie chcą, żeby sytuacja uległa zmianie. Nie chcą, żeby ich kobiety miały takie same prawa, jak Europejki, żeby mogły o sobie decydować. Z taką posłuszną kobietą żyje im się łatwiej.

Jak do obrzezania kobiet podchodzą przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy od lat mieszkają w Europie?

- Kiedyś w Wiedniu nasza fundacja zorganizowała spotkanie z imigrantami, zaprosiliśmy ponad 200 uchodźców z różnych krajów, w których dochodzi do okaleczeń. Niektórzy byli już bardzo zintegrowani, mieszkali w Austrii wiele lat. Na sali było ok. 150 mężczyzn. Kiedy zapytaliśmy, kto byłby gotów wziąć za żonę nieobrzezaną kobietę, nie zgłosił się nikt. Oni w dalszym ciągu uważają, że te, które są okaleczone, są lepszymi kandydatkami na żony. Oczywiście sytuacja się zmienia, ale bardzo powoli. Ludzie, którzy przyjechali do Europy w dzieciństwie lub tu się urodzili widzą, jak żyją Europejczycy i większość z nich chciałoby żyć tak samo. Ale często ulegają naciskom rodziców.

Ile mieszkających w Europie kobiet zostało obrzezanych?

- Mamy ok. 700 tys. okaleczonych lub zagrożonych okaleczeniem kobiet i dziewczynek. W krajach niemieckojęzycznych dotyczy to ok. 50 tys. kobiet, w Wielkiej Brytanii 140 tys., a we Francji 100 tys.

Jaka jest śmiertelność zabiegów na Starym Kontynencie?

- Zdarzyło się, że okaleczona dziewczynka w bardzo złym stanie trafiła do szpitala. Przyniosła ją matka natychmiast po obrzezaniu, którego dokonała sprowadzona na koszt rodziny "specjalistka". Nawet jeśli zabieg odbywa się w Europie, ale jest wykonywany przez kogoś takiego, ryzyko komplikacji jest duże. 

Czy w Polsce też zdarzają się przypadki okaleczania?

- Nie dotarły do nas takie informacje. W Polsce nadal jest bardzo mało imigrantów z tamtych rejonów świata. Wiem, że w Warszawie mieszka grupa imigrantów z Somalii - myślę, że te kobiety zostały okaleczone jeszcze w Afryce, a ich córki znajdują się w grupie ryzyka.

Czy europejscy lekarze podejmują się obrzezania kobiet?

- W trakcie pracy nad książką "Przełamać tabu", która ukazała się w Niemczech w 2005 roku, poznaliśmy kobietę, która dzwoniła do austriackich ginekologów i mówiła, że chce obrzezać córkę. Tylko jeden lekarz powiedział, że to jest niezgodne z prawem i tego nie zrobi. Inni odpowiadali, że mogliby to zrobić, jeden z nich podał nawet koszt zabiegu. Dla mnie to jest szokujące, że w Europie lekarze są gotowi przeprowadzać takie zabiegi.

Jak obrzezanie wpływa na zdrowie kobiet?

- Najgorsze powikłania wiążą się z trzecim stopniem okaleczania, tzw. obrzezaniem Faraona. Najpierw usuwa się łechtaczkę, wargi sromowe większe i mniejsze, a później zaszywa pochwę zostawiając niewielki otwór. Wiele kobiet ma potem problemy podczas oddawania moczu, spędzają w toalecie kilkanaście minut, żeby po kropelce opróżnić pęcherz. Podczas miesiączkowania śluz również nie może prawidłowo schodzić, zostaje wewnątrz, co skutkuje częstymi stanami zapalnymi. A te z kolei mogą prowadzić do niepłodności.

- Nietrudno sobie wyobrazić, że tak okaleczone kobiety bardzo cierpią podczas zbliżeń. W noc poślubną mężowie muszą je "otwierać" przy pomocy noża. Zaraz potem następuje pierwszy stosunek. Po każdym porodzie zaszywa się je na nowo, więc skóra jest w fatalnym stanie. Zresztą obrzezanie sprawia, że kobiety podczas porodów nie mogą się "otworzyć" - m.in. to jest powód tak dużej śmiertelności okołoporodowej wśród okaleczonych kobiet.

Kto najczęściej decyduje o tym, że córka zostanie obrzezana?

- Podczas zabiegu dziewczynkom towarzyszą matki: trzymają im nogi, wsuwają między zęby kawałki drewna, żeby córki nie pogryzły sobie języków. Ale ojcowie zawsze wiedzą o tym, że zabieg się odbędzie, bo to nie jest tania sprawa, a za finanse w rodzinie odpowiadają mężczyźni. Muszą z wyprzedzeniem wiedzieć, że córka zostanie obrzezana, żeby zgromadzić pieniądze. W tamtych rejonach kobiety, które nie zostały obrzezane, mają problemy ze znalezieniem męża. A przeżycie bez mężczyzny jest bardzo trudne. Dlatego jest to tak ważna sprawa, która interesuje i matkę, i ojca.

Ile kosztuje okaleczenie dziewczynki?

- Nie mam żadnych konkretnych danych, koszt obrzezania jest uzależniony od regionu, kraju. Mogę natomiast przywołać przykład Safy: dziewczynki, która zagrała malutką Waris w scenie obrzezania w filmie biograficznym. Jej rodzina jest dość biedna. Wynagrodzenie za udział córki w filmie mieli przekazać na obrzezanie Safy, bo wcześniej nie mieli na to środków. To pokazuje, jak poważnym wydatkiem jest okaleczenie dla rodziców. Nie mogą sobie na to pozwolić z bieżących wydatków, szykują się na ten dzień, zbierają pieniądze.

- Oczywiście zapobiegliśmy obrzezaniu Safy, która w ten sposób stała się pierwszą uczestniczką projektu "Ocal mały Kwiat Pustyni". W zamian za oszczędzenie jej tego okrutnego zabiegu dostarczamy rodzinie środki do życia: wyżywienie, paliwo do gotowania oraz zapewniamy Safie szkołę. Obecnie liczba dziewczynek biorących udział w projekcie jest już o wiele większa. Dzięki hojności patronów możemy dać dziewczynkom szansę na rozwój, zapewnić im integralność oraz zapobiec przymusowemu wydaniu ich za mąż - często za mężczyzn, którzy mogliby być ich dziadkami.

- W Europie często ściąga się - np. do Wielkiej Brytanii - kobietę z Afryki, która na raz obrzeza 20-30 dziewczynek. Rodziny składają się na jej przylot, nocleg i wynagrodzenie. Wtedy koszty się rozkładają i jest to tańsze.

Czy okaleczanie nadal jest tematem tabu w Europie?

- To wciąż trudny temat. Dzięki naszej pracy w niektórych krajach: Niemczech, Austrii, Francji istnieją dobre rozwiązania - chociażby porusza się ten temat na studiach medycznych. Jeśli lekarze wiedzą, że kobieta jest obrzezana, rozumieją już, że jej córka jest w grupie ryzyka. Prowadzone są szkolenia dla nauczycieli i pracowników socjalnych. Niemal każde państwo wdrożyło prawo przeciw FGM, jednak niewiele z nich to prawo egzekwuje. Obrzezanie to okaleczanie ciała, tak jakby komuś rękę odciąć albo nogę. Są kroki w dobrym kierunku, ale to wciąż za mało, żeby dotrzeć do tych grup, które są tym dotknięte. Jest lepiej, ale problem w dalszym ciągu istnieje.

Co może zrobić lekarz, jeśli stwierdzi, że doszło do obrzezania?

- Jeżeli trafia do niego dorosła obrzezana kobieta - najprawdopodobniej została obrzezana w Afryce, w tym przypadku nic nie może zrobić. Natomiast jeśli mała dziewczynka - to jak najbardziej powinien to zgłosić do kuratora albo na policję. Jest to przestępstwo. To samo dotyczy nauczycieli, kiedy zaobserwują, że dziecko po wakacjach w Afryce zmieniło się, inaczej się zachowuje. Nauczyciel powinien to zgłosić, aby następnie została przeprowadzona rozmowa, kontrola lekarska.

- We Francji, jeśli udowodni się, że dziecko zostało okaleczone, rodziców czeka proces. Najczęściej nie trafiają do więzienia, zwłaszcza, jeśli to pierwsza lub druga córka, ale płacą ogromne kary finansowe. Byłam na procesie, gdzie ojciec musiał wpłacić na książeczkę, która córka dostanie po ukończeniu 22. roku życia, 21 tys. euro. Dla tych rodzin, które są raczej biedne, to spora suma. Ojciec wie też, że jeśli będzie okaleczał kolejne córki, trafi w końcu do więzienia.

Co grozi osobom dokonującym obrzezania?

- We Francji kobieta, która okaleczała, została skazana na 10 lat więzienia. Za dobre zachowanie wyszła wcześniej, a teraz sama walczy przeciwko okaleczaniu. Myślę, że to najlepsze wyjście: karać tych, którzy okaleczają. Problem polega na tym, że ludzie z Afryki wiedzą, kto okalecza, ale nie chcą ich wydawać, dlatego policji trudno dotrzeć do tych osób.

- W trudnej sytuacji są też okaleczone dziewczynki. Jeśli oskarżą rodziców lub wskażą osobę, która je okaleczyła, zostaną wykluczone z społeczności, w której żyły. Zostaną same w nowym i obcym świecie, to bardzo trudne do zniesienia.

Jak można ograniczyć liczbę drastycznych obrzezań?

- Robiąc to, co robimy. Mamy podpisane umowy z rodzinami ponad 1300 dziewczynek z Dżibuti i Sierra Leone. Zapewniamy rodzinom wyżywienie, a w zamian za to one zobowiązują się nie okaleczyć swoich córek. Do tego dochodzą seminaria dla rodziców; mówimy jak ważna jest edukacja, to żeby dziewczynki mogły same kiedyś o sobie decydować i się utrzymywać. To projekt, który ma na celu zapobiec okaleczaniu doraźnie, ale ma przynieść również skutki długoterminowe. Edukacja kobiet w Afryce jest kluczowa zarówno dla rozwoju tego kontynentu, jak również dla całego świata. Im bardziej samodzielna gospodarczo będzie Afryka, tym mniej pomocy rozwojowej będzie potrzebowała ze strony innych kontynentów.

- Bardzo ważne jest podnoszenie świadomości społeczeństwa nt. okaleczania i skutków, jakie ono za sobą niesie. Fundacja Kwiat Pustyni jest pierwszą, która podeszła do tego tematu w tak kompleksowy sposób. Prowadzimy liczne projekty informacyjne, warsztaty, organizujemy szkolenia dla lekarzy, specjalistów, spotkania z politykami, współpracujemy z najwybitniejszymi ekspertami w tej dziedzinie. To najlepsza droga, by położyć kres okrucieństwu, jakim jest FGM. Tylko, kiedy połączymy siły możemy pozbyć się go raz na zawsze.

Co z pomocą dla kobiet dotkniętych traumą?

- Mamy w Berlinie centrum, w którym zajmujemy się kobietami okaleczonymi, żyjącymi na terenie Europy. Centrum oferuje im bezpłatne operacje rekonstrukcyjne, żeby mogły z powrotem odczuwać doznania, i nie musiały cierpieć przy najprostszych codziennych czynnościach, jak oddawanie moczu, noszenie odzieży, współżycie. Pracują też z psychologami, tworzą własne grupy wsparcia. To bardzo ważne, bo one są silnie straumatyzowane. Jedna z nich opowiadała, że nie wiedziała, że jest okaleczona. Jest lekarką, była badana i wie, że ją obrzezano, ale kompletnie tego nie pamięta. Nie może sobie przypomnieć zabiegu, do dziś trudno jej o tym mówić. W tej grupie kobiety pracują nad tym, żeby zacząć nowe życie. Większość jest przeszczęśliwa po operacji. Mówią, że znowu czują się kobietami. Bo okaleczanie to odbieranie im kobiecości.

Rozmawiali: Katarzyna Pruszkowska i Dariusz Jaroń

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje