Reklama

Reklama

​"Państwo Islamskie nie ma monopolu na dżihadyzm"

Państwo Islamskie wcale nie łączy radykalnych islamistów, tylko dzieli i konfliktuje ich jeszcze bardziej. Nie ma żadnego wspólnego islamskiego frontu, który walczy z Zachodem. Dżihadyści bardziej zajęci są wojną między sobą. - To nie jest sytuacja, w której mamy dwie strony konfliktu. Stron konfliktu jest bardzo wiele - mówi Interii arabista prof. Marek Dziekan z Uniwersytetu Łódzkiego.

Ostatnio libijscy dżihadyści dokonali w Dernie egzekucji jednego z lokalnych liderów ISIS (Państwa Islamskiego). Egzekucja inspirowana była serialem "Gra o tron" - donosiła agencja AFP.

Reklama

Ale jak to - ma prawo zapytać Europejczyk - dżihadyści walczą z ISIS?

- Państwo Islamskie nie ma monopolu na to, co nazywamy dżihadyzmem. "Dżihadyzm" nie określa żadnej konkretnej organizacji, tylko oznacza pewien sposób myślenia, który jest realizowany przez najróżniejsze ugrupowania w poszczególnych krajach muzułmańskich - wyjaśnia w rozmowie z Interią prof. Marek Dziekan.

- Państwo Islamskie jest ugrupowaniem transnarodowym. Ma swoje centrum na terenie Bliskiego Wschodu (w Iraku i Syrii - przyp. red.), natomiast sięga również do północnej Afryki, a także do Azji centralnej i na inne obszary - wylicza ekspert.

- W Libii ISIS jest jednak ugrupowaniem do tego stopnia obcym, że libijskie ugrupowania dżihadystyczne nie są zadowolone z tego, że ktoś wchodzi na ich teren. Podobnie w innych krajach muzułmańskich. W Azji centralnej są takie ugrupowania, które popierają Państwo Islamskie, ale są też takie, które są ugrupowaniami rodzimymi, które sobie nie życzą, żeby ktoś im narzucał takie czy inne sposoby funkcjonowania. Albo nawet takie same tylko z rozkazu kogoś innego - opowiada prof. Dziekan.

By zrozumieć konflikty rozrywające świat muzułmański, należałoby zacząć od walki sunnitów - stanowiących zdecydowaną większość wyznawców islamu - z szyitami, którzy dominują choćby w Iranie i Iraku. Państwo Islamskie uważa szyitów za heretyków.

- To się zaczęło w momencie, gdy Amerykanie wywołali w Iraku wojnę szyicko-sunnicką, której wcześniej nie było. Była rywalizacja między szyitami i sunnitami, natomiast rzadko były to konflitky zbrojne - zauważa Marek Dziekan.

Konflikt szyicko-sunnicki rozgorzał m.in. w Syrii...

- ...gdzie mamy z jednej strony szyickie ugrupowania, które popierają Baszara al-Assada a z drugiej ugrupowania powiązane z sunnitami - mówi arabista.

Sprawy komplikują się, gdy zauważymy, że również w obrębie obu tych nurtów toczą się zażarte walki np. sunnicka Al-Kaida ściera się z sunnickim ISIS.

- Może być też tak, że szyici i sunnici zwalczają tę samą organizację sunnicką. W rzeczywistości chodzi o coś innego - szyici walczą z sunnitami, sunnici walczą z sunnitami, ale to nie znaczy, że ugrupowania walczący z tym jednym ugrupowaniem sunnickim, ze sobą współpracują - próbuje rozjaśnić sytuację nasz rozmówca.

- Tak jak nie mamy jednego islamu, tak nie mamy jednego szyizmu i sunnizmu - podsumowuje.

Na konflikty religijne nakładają się jeszcze konflikty na tle plemiennym czy etnicznym (np. walka z Kurdami).

- W Libii czynniki plemienne są ogromnie istotne. One jeszcze dodatkowo komplikują sprawę. W ramach sunnizmu - bo tam mieszkają głównie sunnici - dodatkowo będą konflikty między rozmaitymi plemionami. Nie będą to więc walki między różnymi ugrupowaniami sunnickim, a walki plemion, które "przypadkiem" są sunnitami. W Jemenie i w Iraku czynnik plemienny odgrywa ogromną rolę, inaczej jest w Egipcie - mówi nam prof. Marek Dziekan. I przyznaje:

- Sytuacja jest bardzo skomplikowana i nigdy nie będzie jednoznaczna. Myślę, że oni sami też nie do końca to rozumieją.

Dowiedz się więcej na temat: Państwo Islamskie | muzułmanie | dżihadyści

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje