Reklama

Reklama

Piersi w służbie słusznej sprawy

Ukrainki to nie potencjalne prostytutki. Zagraniczni turyści powinni się tego wreszcie nauczyć - mówi w wywiadzie dla INTERIA.PL Anna Gutsol, szefowa kobiecej organizacji FEMEN, znanej z odważnych, epatujących nagością protestów.

Agnieszka Waś-Turecka, INTERIA.PL: W której akcji FEMEN brała pani udział w ostatnim czasie?

Reklama

Anna Gutsol, szefowa ukraińskiej organizacji FEMEN: - To był protest przeciwko premierowi Włoch, Silvio Berlusconiemu. Chciałyśmy podkreślić, że solidaryzujemy się z Włoszkami, które chcą jego ustąpienia. Dlatego skandowałyśmy m.in. "Włochy to nie burdel! Berlusconi odejdź!" i rzucałyśmy stringami w kierunku ambasady Włoch. Oczywiście zostałyśmy aresztowane.

Za co?

- Ogólnie za zakłócanie porządku publicznego. W protokole napisano, że "obnażamy pośladki i wtulamy się w milicjantów". W areszcie spędziłyśmy trzy godziny. Dostałyśmy też spory mandat, około tysiąc hrywien, czyli 90 euro.

Czy w jakiejś akcji brała pani udział topless?

- Od roku nie biorę już udziału w naszych protestach jako aktywistka. Teraz bardziej skupiam się na organizacji i planowaniu. W protestach występują natomiast nasze młode członkinie, które dopiero się uczą. Mój czas już minął, teraz skupiam się na poważniejszych zadaniach. Choć na każdej akcji jestem obecna. Nie na pierwszym planie, ale zawsze jestem.

A wcześniej? Dla której sprawy zrzuciła pani biustonosz?

- To było w sierpniu 2009 roku. Akcja przeciwko seksturystyce na Ukrainie. Nie byłyśmy wtedy do końca rozebrane. Zasłaniałyśmy piersi rękami. Wyszłam wtedy jako pierwsza, by dać przykład innym.

Ruchy aktywistów są zawsze "za" czymś i "przeciwko" czemuś. Za czym jest FEMEN?

- Przede wszystkim za aktywną kobietą. I mówiąc "aktywna" nie mam tu na myśli "aktywna na tyle, by znaleźć sobie męża", ale "aktywna w społeczeństwie". Chodzi nam o tzw. "nową Ukrainkę" - ambitną, świadomą własnej wartości, potrafiącą walczyć o swoje prawa i godność.

- Walczymy o szeroko rozumiane prawo kobiet do wyrażania swoich poglądów. Zanim rozpoczęłyśmy naszą działalność kobiecy protest był na Ukrainie czymś niespotykanym, trochę nienormalnym. Myślę, że przez dwa lata aktywności FEMEN udało nam się udowodnić, że to nie tylko jest możliwe, ale, przede wszystkim, naturalne. Poprzez nasze akcje pokazujemy, że kobiety mają swoje poglądy i nie boją się ich wyrażać.

Te poglądy wyrażają się zazwyczaj w akcjach "przeciw" czemuś.

- Tak. Naszym najważniejszym przesłaniem jest hasło "Ukraina to nie burdel". Protestujemy przeciwko postrzeganiu naszego kraju, jako celu seksturystyki, a wszystkich Ukrainek jako potencjalnych prostytutek. Turyści nie mogą tak po prostu przyjeżdżać na Ukrainę z myślą, by się zabawić .

- Dzięki naszym akcjom wśród młodych dziewczyn rośnie świadomość tego, że Ukraina ma poważny problem z seksturystyką. Mamy nadzieję, że dzięki temu nie wpadną w jej pułapkę i tak łatwo nie dadzą się nabrać zagranicznym turystom.

- Bardzo często organizujemy też doraźne akcje, na przykład tę przeciw Berlusconiemu. Po prostu reagujemy na bieżące problemy i nadużycia władzy, i mówimy, co o tym myślimy.

Właśnie. Występujecie otwarcie przeciwko władzy na Ukrainie, konkretnym politykom. Nie boicie się?

- Oczywiście, że się boimy. Tylko głupi się nie boi. Ale nie możemy się poddać. Przecież o coś zupełnie przeciwnego walczymy.

- Staramy się przeciwdziałać milicji, tak żeby nie udało im się nas stłamsić. Naszą główną bronią w tej walce są media. Tylko dzięki nagłośnieniu pewnych spraw możemy się bronić.

Próbowano was zastraszyć?

- Tak. Na przykład latem 2010 roku służby bezpieczeństwa przyjechały do mnie do domu. Wyciągnęli mnie i zaczęli grozić. Mówili, co złego może przytrafić się mnie lub innym aktywistkom. Grozili, że może stać się coś naprawdę złego.

- Po tym wydarzeniu zwróciłyśmy się do prasy, do dziennikarzy, którzy opisali całą historię. Sprawa stała się głośna i groźby ustały. Władze pewnie przestraszyły się ewentualnych konsekwencji. Na razie jest spokój.

Wybrałyście szokującą formę zwrócenia na siebie uwagi. Bardzo często aktywistki FEMEN demonstrują topless. Dlaczego?

- Przede wszystkim, piersi identyfikują nas jako kobiety. Poza tym to chyba najskuteczniejszy sposób, by zwrócić na siebie uwagę bez użycia broni. Wiele organizacji nie wie, jak zainteresować swoim przesłaniem media i opinię publiczną. Ich przekaz jest nudny, monotonny. FEMEN działa zupełnie inaczej.

- Oczywiście nasza forma protestu wywołuje szok. Ludzie o tym mówią, zaczyna się debata. I właśnie o to nam chodzi. By Ukraińcami i władzą wstrząsnąć, przerwać tę wszechogarniającą bierność i apatyczność.

Nie boicie się, że taka forma protestu skupia uwagę opinii publicznej właśnie na tym szoku, na fakcie, że można zobaczyć półnagie kobiety, a nie na tym, co macie do powiedzenia?

- Od czasu kiedy rozpoczęłyśmy nasze protesty widzimy zmianę w ich odbiorze. Coraz częściej dostajemy na przykład listy od mężczyzn, którzy piszą, że na początku faktycznie widzieli tylko nasze piersi, ale z czasem zaczęli dostrzegać także nasze przesłanie i teraz nas wspierają. Ten sposób protestu zaczyna więc działać. Oczywiście zawsze znajdą się ludzie, którzy będą widzieć tylko dziewczyny topless, ale na to nic nie poradzimy.

- Ogólnie jest tak, że po pierwszym szoku ludzie zaczynają się przyzwyczajać i zwracają większą uwagę na nasze plakaty, na to, co mamy do powiedzenia. Wstrząs wciąż jest, ale jest też powolny ruch naprzód.

To na Ukrainie. A na świecie? Nie boicie się, że możecie zostać odebrane jako swoisty miejscowy folklor, a nie poważna siła społeczna?

- Gdybyśmy tak myślały, to byśmy się na to nie decydowały. W naszej działalności zwracamy uwagę na wiele problemów. Głównym punktem naszych protestów nie jest paradowanie topless, ale plakaty i transparenty, które nam towarzyszą. Zawsze jest jakieś przesłanie.

- To zaczyna być zagranicą dostrzegane. Zdarzają się nawet telefony z wyrazami poparcia i zrozumienia.

Dowiedz się więcej na temat: służby specjalne | prostytucja | Femen | Ukraina | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje