Reklama

Reklama

Tak się robi prima aprilis

Zrobić z kogoś głupka w prima aprilis nie jest łatwo. Ludzie się pilnują, ale niektórym się to udaje. Niekiedy z całkiem niezłym skutkiem. Poniżej przegląd najciekawszych i najdziwniejszych żartów primaaprilisowych. Dalibyście się nabrać? Nieee! Oczywiście, że nie ;)

Zbiory spaghetti

Reklama

Zacząć trzeba bezwzględnie od klasyki, czyli wyjątkowo udanych zbiorów spaghetti ze szwajcarskich pól. Bo w Szwajcarii nie dość, że drzewa spaghetti uprawiają, to jeszcze w 1957 roku zanotowano niezwykły ich urodzaj (choć to oczywiście nic w porównaniu z tym, co działo się we Włoszech). Wszystko dzięki niezwykle łagodnej zimie i ostatecznemu wyeliminowaniu straszliwego szkodnika - wołka spaghetti. Toteż szwajcarscy chłopi rzucili się na drabiny, zrywać cenne nitki.

O wszystkim ze stoickim spokojem doniósł nie kto inny, jak uznana stacja BBC w programie "Panorama".

Wiele osób dało się nabrać - w końcu nie dość, że źródło wiarygodne, to jeszcze filmik był! W BBC rozdzwoniły się telefony - widzowie chcieli wiedzieć, jak zasadzić własne drzewo spaghetti. Pracownicy stacji dyplomatycznie odpowiadali: wsadzić nitkę spaghetti do sosu pomidorowego i mieć nadzieję, że puści korzenie...

Latające pingwiny

Ta sama stacja ponad 50 lat później wyprodukowała kolejny hit - latające pingwiny. Obiekt żartów - trzeba przyznać - wybrano perfekcyjnie, bo kto potrafi zachować powagę na widok charakterystycznie kołyszącego się pingwina? Prawa, lewa. Prawa, lewa... A co dopiero na widok pingwina latającego?

By uwiarygodnić newsa, BBC przedstawiła filmik, na którym widać wzbijające się do lotu pingwiny Adeli. Ten niezwykły widok udało się uchwycić ekipie BBC kręcącej na Antarktydzie zdjęcia do serii "Miracles of Evolution". Prezenter tłumaczył, że zamiast marznąć podczas zimy, pingwiny odlatują do lasów deszczowych w Ameryce Południowej. Tam "spędzają zimę wygrzewając się w tropikalnym słońcu".

Proste i całkowicie zrozumiałe (zima na Antarktydzie, brrr...).

A tutaj jeszcze filmik, w którym BBC wyjaśnia jak oddała pingwinom przestworza:

Latać każdy może

Jeśli już przy lataniu jesteśmy, to w 1934 roku niemiecki pilot dokonał czegoś nadzwyczajnego. Tak przynajmniej twierdziło wiele amerykańskich gazet, które w entuzjastycznym tonie poinformowały o nowym odkryciu. Przedrukowały zdjęcie, które jako pierwszy opublikował w swoim wydaniu z 1 kwietnia "Berliner Illustrirte Zeitung". Fotka była opatrzona komentarzem, w którym napisano, że niemieckiemu pilotowi, niejakiemu Erichowi Koycherowi, udało się wzbić w powietrze za pomocą maszynerii napędzanej jedynie siłą jego płuc!

Wystarczyło, że dmuchał do wnętrza pudełka umocowanego na klatce piersiowej, co miało wprawiać w ruch wirniki. Wytworzony w ten sposób silny efekt ssania unosił pilota w powietrzu. Narty na nogach miały spełniać rolę podwozia, a kierowanie umożliwiała płetwa ogonowa...

Na zdjęcie, będące dowodem "historycznego" odkrycia, dała się nabrać agencja International News Photo, która przesłała je do swoich subskrybentów. Fotomontaż przedrukowały m.in. "New York Times", "New York Daily News" i "Daily Mirror".

Agencja INP nie tylko dała się nabrać na ten żart, ale jeszcze dodatkowo w całej historii zamieszała. W oryginale pilot po prostu oddychał do pudełka. Uruchamiało to reakcję chemiczną, która wytrącała z jego oddechu dwutlenek węgla, który z kolei napędzał niewielki silnik. Fakt, że dwutlenek węgla nie ulega spalaniu, przez co nie bardzo nadaje się do roli paliwa, był częścią żartu.

INP przekręciła też nazwisko pilota - w amerykańskiej wersji brzmiało ono Kocher, zamiast niemieckiego Koycher. To ostatnie pochodzi od słowa "keuchen", które oznacza m.in. "dyszeć".

Skaczmy do góry!

Marzenia o lataniu wzięła na tapetę w 1976 roku także BBC. Z tym, że potraktowano je w nieco inny sposób. Oto na antenie Radio 2 brytyjski astronom Patrick Moore ogłosił, że o godzinie 9.47 będzie można będzie doświadczyć niecodziennego zjawiska - Pluton znajdzie się wówczas za Jowiszem, co spowoduje zrównanie grawitacji, które z kolei osłabi przyciąganie Ziemi. Według Moora, jeśli słuchacze podskoczą właśnie w tym momencie, doświadczą słabego uczucia unoszenia.

Jak można było przewidzieć, po 9.47 do stacji zadzwoniło mnóstwo osób święcie przekonanych, że poczuli to, o czym mówił Moore. Jedna ze słuchaczek twierdziła nawet, że wraz z przyjaciółmi unosiła się w powietrzu przez dobrą chwilę...

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje