"To nie jest wycieczka weekendowa"

Wyjazd na Ukrainę chyba najbardziej cieszy tych, którzy lubią dzicz, spanie w śniegu. Jest daleko... od szosy i jest challenge - śmieje się Paweł. - Walczymy w puchu. Szlaków tam nie ma. Możemy zginąć - żart Pawła rozbawia operatora kamery.

INTERIA.PL towarzyszy Pawłowi na Hali Gąsiennicowej w przygotowaniach do pierwszej, sztandarowej wyprawy stowarzyszenia "NIE WIDZĘ PRZESZKÓD", Połonina Expedition, która rusza wkrótce w Karpatach ukraińskich.

Reklama

Paweł jest masażystą. Uwielbia wspinaczkę, trekking, żeglarstwo i naprawdę nie widzi przeszkód. Jest niewidomy.

Lodowa pustynia

- Najbardziej mnie w tym wszystkim kręci, że jest dzika natura, jesteśmy zdani sami na siebie. No i to nie jest wycieczka weekendowa. To jest długi wyjazd i każdy kolejny dzień to walka. Jest to teren zupełnie nieznany. Nikt z nas jeszcze tam nie był.

"NIE WIDZĘ PRZESZKÓD" to grupa znajomych, którzy od lat jeżdżą razem w góry, organizują wyprawy, ale do tej pory była to nieformalna organizacja.

- Chcieliśmy to prawnie uregulować, żebyśmy byli poważniej traktowani i żeby łatwiej było zorganizować jakiś wyjazd albo wyprawę - wyjaśnia Paweł. - Naszym celem jest propagowanie turystyki osób z niepełnosprawnością i udowadnianie tym, że takie rzeczy można robić.

Celem wyprawy Połonina Expedition jest pokonanie na nartach skiturowych trzech ukraińskich połonin: Borżawy, Krasnej oraz Świdowiec. Jest to teren górski o średniej wysokości grzbietów około 1500 - 1700 n.p.m. Grzbiety te zaliczają się do tzw. Beskidu Połonińskiego, stanowiącego fragment Ukraińskich Karpat zachodnich.

Zimową porą tereny te stają się swego rodzaju lodową pustynią, w której wędrowiec zdany jest na własne siły i środki. Dużym utrudnieniem jest spora pokrywa śniegowa, niskie temperatury oraz silne wiatry przetaczające się przez granie. Przejście ich powinno zająć około dziesięciu dni.

Niewidomy narciarz

Skitury to górskie wycieczki narciarskie z dala od przygotowanych tras, wyciągów i całej cywilizacji. To powrót do korzeni narciarstwa, szansa na zjazdy w dziewiczym śniegu i najlepszy sposób poruszania się po górach zimą.

- Tury to jest rewelacyjny sport, jeśli ktoś chce połączyć turystykę z jazdą freerajdową, czyli w terenie. Nieprzetarte szlaki, nieubite stoki. Jeśli ktoś jest zmęczony staniem w kolejce do wyciągu, to jest to świetna sprawa - zachęcająco opowiada Paweł.

Jego entuzjazm jest zaraźliwy.

- Przygotowując się do wyprawy na Ukrainę zaczęliśmy od kompletowania sprzętu, potem musieliśmy się do tego sprzętu przyzwyczaić, obyć się z nowymi nartami, butami - mówi Kasia, dziewczyna Pawła. Kasia jest fizjoterapeutką, a jej pasją jest kajakarstwo.

- Ale to tylko część trudności - dodaje. - Bo jedziemy z osobami niewidomymi i trzeba się było nauczyć jeździć z nimi we dwójkę.

Kasia i Paweł jeżdżą razem, używając długich złączonych kijów. Przede wszystkim dlatego, że Paweł ma swobodę ruchu i może jechać swoim torem, a jednocześnie utrzymuje właściwy kierunek ruchu. Nie wpadnie w drzewo, nie spadnie ze skarpy i jest bezpieczny.

Wyzwanie

- Musieliśmy zrobić listę potrzebnych rzeczy. Nie tylko narty, ale namioty, ciepłe ubrania, jedzenie. Ile tego jedzenia mamy wziąć, żeby się spakować do jak najmniejszego plecaka? Bo jednak będziemy to nieść przez kilka dnia na własnych plecach. Może być ciężko - wzdycha Kasia.

- Będziemy biwakować na grzbietach - wyjaśnia Bartek, kierownik wyprawy - alpinista i fotograf w jednej osobie. - Cały dobytek musimy z tego powodu nosić na plecach. Liczymy na dużą warstwę śniegu, dlatego wybieramy się na nartach. Spodziewamy się, że mimo wszystko będą mrozy i może dość mocno wiać. Dodatkową trudnością może być to, że jest to teren dość dziewiczy. Wszędzie w sumie jest daleko i jesteśmy zdani na siebie samych. Teren ten nie jest szczególnie trudny, aczkolwiek może być wyzwaniem, zwłaszcza dla narciarzy niewidomych.

W skład wyprawy wejdą dwie osoby niewidome. Paweł oraz jego brat Jurek - Prezes Stowarzyszenia, student pedagogiki specjalnej, amator wspinaczki i roweru.

- W 2009 roku poszliśmy na Mont Blanc i wtedy stwierdziliśmy, że zakładamy stowarzyszenie - opowiada Jurek.

Z Jurkiem i jego towarzyszami spotykamy się na pełnym emocji zebraniu organizacyjnym stowarzyszenia.

Równie aktywni

- Idea naszego Stowarzyszenia polega na tym, by pokazywać, jak osoby z niepełnosprawnością mogą żyć aktywnie i realizować pasje. By uwierzyli w swoje możliwości i nie zaprzestawali samorozwoju. Chcemy też, by nasze przesłanie dotarło do ludzi sprawnych. Żeby dostrzegali nas w społeczeństwie - wyjaśnia niewidomy Jurek.

- Promujemy nie tylko równość osób z niepełnosprawnością i tych tak zwanych pełnosprawnych, ale też równość płci - dodaje ze śmiechem Ania, asystentka akademicka i wielka miłośniczka gór. - Próbujemy na każdej wyprawie zachować parytety i niedyskryminować tzw. słabszej płci (o wojnie genderowej w górach można było poczytać w marcowym wydaniu magazynu turystyki górskiej "n.p.m" - warto, bo mało kto na to zwraca uwagę!).

- Jesteśmy grupą znajomych, którzy poznawali się przez lata. Każdy ma jakieś swoje zainteresowania, każdy jest w czymś innym dobry - dorzuca Paweł. - Mamy żeglarzy, nurków, triatlonistów, maratończyka, kajakarzy górskich, fizjoterapeutów, instruktorkę hipoterapii - wymienia.

- Mamy dużo pomysłów i chcemy je realizować. Chcemy zorganizować wyprawę rowerową po Polsce południowej i spływ katamaranem po Wiśle. Mamy projekty dla dzieci. To powoli dojrzewa i się rozwija - kontynuuje ze zwykłym sobie entuzjazmem Paweł.

- Chcemy współpracować z Uniwersytetem Pedagogicznym oraz innymi uczelniami i wejść mocnym akcentem do krakowskiego środowiska. W czerwcu tego roku włączamy się do działań krakowskich rowerzystów, którzy organizują Święto Cykliczne (rewelacyjne wydarzenie!). Rower podobnie jak dla pełnosprawnych, tak i dla osób z niepełnosprawnością jest rewelacyjnym środkiem transportu! Przykładowo, Jurek ze swoim przewodnikiem przejechał na rowerze całą Polskę z południa na północ! - dodaje Ania.

Teraz Ukraina

- Ja mam warunki zimowe przerobione, ale są trudne momenty. Po zachodzie słońca temperatura na szczytach spada grubo poniżej zera. Człowiek jest zmęczony, grabieją ręce, a trzeba jeszcze postawić namiot. Ale właśnie w takich sytuacjach zbiera się doświadczenie - mówi chłopak. - Wiadomo, że może nas zaskoczyć śnieżyca, ale zdajemy sobie z tego sprawę. Jesteśmy przygotowani.

- Nocleg w namiotach na śniegu? Ja tak spędzam weekendy - mówi Kasia ze śmiechem. Każdy z nas ma doświadczenie z górami zimą.

- Liczymy na naszego kierownika wyprawy - Bartka, który zdobył Mont Blanc kilka razy i wielokrotnie bywał w Himalajach oraz na naszą obsługę medyczną, prawdziwego Ironmana - Marcina - mówią zgodnie.

- Mamy parytety, demokrację itd., ale to Bartek jest kierownikiem wyprawy. Wie, co robi i my mu ufamy - mówi Ania.

- Ciekawy jest też aspekt kulturowy wyprawy. Jedziemy na wschód, a nie na zachód. Pomiędzy połoninami będziemy zjeżdżać do wiosek - cieszy się Kasia.

- Ludzie są tam podobno bardzo sympatyczni i gościnni, bo walczą cały rok z naturą i sobie pomagają - dodaje Paweł.

- No i mamy kontakty z organizacją do spraw osób z niepełnosprawnością na Zakarpaciu, także jak już tam będziemy, może zorganizujemy spotkanie - uzupełnia Kasia.

Po prostu "wycieczka"

- Dużo stowarzyszeń niestety działa tak, że bierze się osobę niepełnosprawną, która tak naprawdę nie wykonuje zadania w ogóle albo nie wykonuje go sama, tylko siedzi gdzieś w bazie, a stowarzyszenie pobiera na nią ogromne kwoty. U nas tak nie będzie - mówi stanowczo Jurek. - To że my nie widzimy, nie znaczy, że będziemy mieć łatwiej.

- W tych górach nie ma szlaków, pasma są długie, dwa dni do najbliższej wsi. Będziemy mieli mapy i komórki, ale telefony na mrozie bardzo szybko się wyładowują. Telefonu satelitarnego mieć niestety nie będziemy. Zapasy weźmiemy na siedem dni, mamy nadzieję kupić coś we wsiach - zdradza plany wyprawy Jurek.

- Realizujemy pasje mimo przeszkód, mimo braku czasu. Każdy z nas ma przecież jakieś swoje zajęcia, studia, pracę. Nawet termin wyprawy dogrywaliśmy kilkakrotnie. Nasze budżety też nie są najwyższe, niestety. Chcemy jednak pokazać innym, że się da - mówi Ania. - W 21. wieku, kiedy w zasadzie wszyscy ludzie siedzą godzinami w sieci, chcemy pokazać, że prawdziwa wyprawa jest czymś naprawdę niesamowitym, dużo lepszym niż wirtualne życie.

- A że może skończyć się odmrożeniem, to nic... - śmieje się Jurek.

- Plecaki byle lekkie. Ciuchów na przebranie nie bierzemy. Ewentualnie jakaś bielizna, jak ktoś jest czyścioszkiem. Nie wiemy, co zrobimy z myciem. Coś wymyślimy - Paweł przechodzi do konkretów. - Sprzęt mamy, latami zbierany. Może nie najlepszy, ale taki, który przetrwa. Liczymy na śnieg, bo bez tego wyjazd się nie uda. Im więcej śniegu, tym lepiej.

- Ale jak nie będzie śniegu, to więcej pochodzimy po górach - uspokaja grupę Paweł. - Po prostu, wycieczka.

INTERIA.PL objęła wyprawę Połonina Expedition patronatem medialnym. Bezpośrednie relacje z Ukrainy będą od soboty codziennie dostępne na blogu stowarzyszenia.

Kibicujemy i trzymamy kciuki!

Dowiedz się więcej na temat: tych | wycieczki | Daleko od szosy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy