Reklama

Reklama

Winy rodziców (nie) piętnują dzieci

Stygmatyzowane, wytykane palcem, pozbawione odpowiedniej opieki. Dzieci skazańców. Nie popełniły przestępstwa, ale odsiadują własny wyrok. Często w samotności. Skala zjawiska jest ogromna. W krajach członkowskich Rady Europy przynajmniej jednego rodzica za kratkami ma 2,1 mln dzieci, w Unii Europejskiej - nawet milion, w Polsce - ponad 47 tysięcy.

*

Reklama

W ramach akcji #tekstyroku przypominamy najlepsze materiały napisane przez dziennikarzy serwisu Interia Fakty w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

*

Rodzic w więzieniu. Czym to grozi?

- Pozbawienie wolności rodzica może mieć dramatyczny wpływ na dziecko, szczególnie na jego mentalność. Mowa tu o poczuciu wstydu i winy, stygmatyzacji, dyskryminacji, znęcaniu się psychicznym, wykluczeniu społecznym, braku stabilizacji w domu, nieumiejętności przystosowania się. Konsekwencją mogą być również problemy finansowe rodziny - wylicza Hannah Lynn z Children of Prisoners Europe.

Organizacja zajmująca się poprawą sytuacji dzieci osadzonych w Europie obliczyła, że w krajach członkowskich Rady Europy 2,1 mln pociech ma rodzica w więzieniu, w samej Unii Europejskiej jest ich od 800 tys. do miliona. To tylko szacunki. Administracje więzienne niekiedy nie prowadzą pełnych statystyk dot. rodzin skazanych, brakuje też danych na poziomie krajowym. A jak sprawa wygląda w Polsce? Zgodnie z danymi Centralnego Zarządu Służby Więziennej - podaje Wioletta Olszewska z Ministerstwa Sprawiedliwości - na dzień 24 maja 2016 roku 25820 osadzonych posiada łącznie 47018 dzieci.

To jak niemałe miasto. Mniej osób mieszka np. w Piasecznie, Kołobrzegu czy Oświęcimiu.

- Pobyt w więzieniu to wielkie piętno, wiele rodzin nie mówi o tym dzieciom. Dzieciaki mają na swoje ramiona nałożoną ogromną tajemnicę, na którą nie są przygotowane. Domyślają się często, że mama lub tata jest w więzieniu, wiedzą tylko, że to złe i nikomu nie mogą powiedzieć. Wiedzą natomiast, że czymś społecznie przyjętym jest płacz po zmarłej babci, ale nie rozpacz z tęsknoty za tatą, który siedzi w więzieniu - zwraca uwagę Ewelina Startek ze Stowarzyszenia Probacja.

Mjr Tomasz Wacławek, Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Krakowie: -  Mówić dzieciom czy nie? To często poważny dylemat skazanych i ich rodzin. U dużej części z nich, i to dobrze, więzienie budzi wstyd i nie jest odbierane jako coś normalnego. Ukrywa się fakt pobytu w nim przed środowiskiem zewnętrznym, a dziecku mówi się, że rodzic wyjechał za granicę do pracy i wróci za jakiś czas. Do powiedzenia dziecku o tym trzeba się dobrze przygotować.

Bo rozpowie, że ojciec w pierdlu siedzi

Rozmowa kilkulatków w krakowskim przedszkolu. Kim jest twój tata? Padają kolejne odpowiedzi: mechanik, strażak, lekarz. "Mój tata pracuje na Montelupich" - powtarza chłopczyk, bo tak usłyszał w domu w rozmowach dorosłych. Dzieciaki nie zwracają na niego uwagi, bo nie wiedzą, o co chodzi. "Aaaaa, w więzieniu siedzi" - odzywa się za to głos przedszkolanki.

***

Dziewięciolatek przychodzi w odwiedziny do taty. Chyba wie gdzie, ale nie dopytuje. Nie wypada. A rodzice milczą, bo co to będzie, jak rozpowie w szkole, że "ojciec w pierdlu siedzi"?

***

Sześciolatce powtarzano, że tata pracuje w szczególnym zakładzie. Widziała kraty w oknach, panów w mundurach, kontrole przy wejściu. Jest zżyta z ojcem. bardzo przeżywa każdą rozłąkę. Na drugi dzień po widzeniu, mama odbierała ją ze świetlicy. Dziewczynka płakała w kącie sali. Powiedziała wychowawczyni, że zmarła jej babcia.

Szkoły nie chcą wiedzieć, a rodzice nie mówią

Część osadzonych nie mówi prawdy o odsiadce z obawy przed reakcją otoczenia. Dziecko będzie wytykane przez rówieśników palcami, a szkoły nie bardzo wiedzą, jak sobie z problemem poradzić.

- Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby znajomy psycholog czy pedagog szkolny powiedział mi, że pracuje z dzieckiem, którego ojciec czy matka jest w więzieniu. Szkoły nie chcą tego wiedzieć, a rodzice nie mówią. Myślę, że nie ma w Krakowie szkoły, która nie miałaby przynajmniej jednego dziecka z rodzicem w więzieniu. W szkołach nawet tego nie wiedzą, bo rodzice nie czują wsparcia. Nie ma szkoleń dla pedagogów, nauczycieli. Przygotowania, jak pracować w szkole czy przedszkolu z dziećmi, które znalazły się w trudnej sytuacji, bo rodzic jest w zakładzie karnym - wyjaśnia Ewelina Startek z Probacji.

Problem nie dotyczy wyłącznie Polski. Podobną diagnozę nt. niewiedzy o sytuacji dzieci osadzonych stawia Hannah Lynn z Children of Prisoners Europe.

- Wsparcie dzieci więźniów jest ekstremalnie ważne. Trzeba jednak to robić delikatnie, aby nie doprowadzić do dalszej dyskryminacji najmłodszych. Sytuacja dzieci osadzonych rzadko jest poruszana w mediach i przez ustawodawców. Nie jest również powszechnie znana wśród nauczycieli i innych osób, które mają kontakt z dziećmi. Zabiegamy o zwrócenie uwagi na ich potrzeby i prawa, zgodnie z zapisami Konwencji ONZ o Prawach Dziecka - dodaje nasza rozmówczyni.

***

A jak sami więźniowie podchodzą do mówienia dzieciom prawdy o wyroku? Oddajmy im głos.

Tata #1

Córka ma dziewięć lat. Wiedziała, że mam kłopoty z prawem, bo dzielnicowy się u nas w domu pojawiał. Sam nie wiedziałem, że tak skończę... Stawiłem się do zakładu karnego, powiedziałem, że tatuś musi do pracy wyjechać. Jestem tu sześć miesięcy, pięć się nie widzieliśmy. W końcu się przełamałem, powiedziałem przez brata i matkę, że jestem w więzieniu i chciałbym jej to wytłumaczyć. Szczerze powiem, bardzo łatwo to przyszło. Wyjaśniłem, jak to dziecku, że tata narozrabiał, musi ponieść karę. Pewnie, że duża ulga. Kiedy mówi się prawdę jest prościej.

Też chodziło o to, żeby mogła mnie zobaczyć. Ma tylko mnie i dziadków. Wcześniej nie było mowy o widzeniu. Zadzwoniłem, porozmawialiśmy, to wszystko. Teraz i pięć razy w miesiącu możemy się spotkać. Piętnastego maja miała komunię. To była moja pierwsza przepustka. Ze czterdzieści osób przyjechało, cała rodzina. Wiedzą, że jestem w więzieniu. Ona tych wszystkich prezentów nie chciała, najważniejsze, że tatuś przyszedł. Relacja z dzieckiem dla więźnia jest bardzo ważna. Musi być więź, musisz pozostać rodzicem. I spotykać się, nawet w takich warunkach.

Dostałem półtora roku za włamania. Może w sierpniu wyjdę.

Tata #2

Karolcia ma osiem lat. Zaczęła zadawać mamie mnóstwo pytań: Dlaczego z tej Belgii tata tak długo nie przyjeżdża, przecież jak tam wcześniej pracował, to był w domu często? Dlaczego tak krótko z nią rozmawia? Dlaczego słyszy w tle same polskie głosy? Coś było nie tak... No i w niedzielę mam pierwszą wizytę!

Nie chciałem jej mówić. Wstyd. Przecież jak ktoś jest w więzieniu, to znaczy, że okradł, pobił, zgwałcił, zabił. A ja nie miałem środowiska patologicznego, nie siedziałem gdzieś po ławkach na osiedlach, nie chodziłem kraść. Nie byłem przygotowany, żeby jej powiedzieć, ale te pytania sprawiły, że wszystko puściło. To się stało samo. Boję się reakcji córki. Wiem, że przyklęknę, i zaraz będzie w moich ramionach, ale to miejsce... Od małego była straszona policjantami.

Dowiedziałem się  niedawno, że mój tata też był w więzieniu. Był funkcjonariuszem straży granicznej. Jakaś broń, przypadkowy wystrzał. Krótko siedział, po wyjaśnieniu sprawy wrócił do służby czynnej. Później wyszło, że mój ojciec chrzestny, dla mnie ideał, też był za kratkami. A mnie, prawie czterdziestoletniego faceta, jakby ktoś w pysk strzelił... Kurczę, może lepiej żeby córka od razu wiedziała?

Cztery razy jechałem po alkoholu. Jestem tu sześć miesięcy, jeszcze rok został. Skończyłem kurs trzeźwi za kierownicą, w lipcu jadę na trzymiesięczną terapię zamkniętą. Dobrze, że jadę, bo przez to piwo wszystko się podziało.

Gdybym nie pił, to byśmy nie rozmawiali.

Tata #3

Córka ma 7,5 roku. Tłumaczyłem jej, że jestem w szpitalu. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu dłużej tego ukrywać. Jak teraz nie powiem prawdy, w przyszłości będzie czuła, że mogę ją okłamywać. To nie ma sensu. Kiedy powiedziałem, z jednej i drugiej strony zeszło napięcie. Myślę, że córka wiedziała, gdzie jestem, ale nie chciała mi przykrości sprawić. Ucieszyła się, że wyjawiłem prawdę. Czy mówić dzieciom? Może jak ktoś idzie na 3-4 miesiące można kontakt telefoniczny utrzymać, jakoś to zataić, bo praca, wyjazd. Nie wyobrażam sobie, żeby przez pół roku czy rok córki nie widzieć.

Piszę listy, dzwonię kiedy tylko mogę. Ale dzieci się szybko przyzwyczajają. Boje się, że ktoś mnie zastąpi, przejmie rolę. Wiem, że rodzic jest bardzo potrzebny, a ja nie mam wpływu na to co się dzieje w jej życiu. Wszystko bym oddał, żeby była szczęśliwa. Gdyby nie ona, mógłbym tu tak siedzieć.

Od początku szukałem łatwych pieniędzy. Drobne kradzieże, pogotowie opiekuńcze, zakład poprawczy. Osiem lat nie siedziałem, założyłem rodzinę. Poszedłem do Plusa, wziąłem dwa telefony na lewe zaświadczenia. Poszukiwany byłem. No i wpadłem. Długo by opowiadać... Pierwszy raz, ze względu na córkę, wiem, że wyjdę i dam sobie spokój. Nie jestem naiwny. Będzie ciężko. Do pracy się nie nadaję, ale wolę biednie, niż wrócić do więzienia. Dostałem dwa lata. Może w lipcu przyszłego roku wyjdę. Dla dziecka to kawał czasu.

Tu czas się zatrzymuje, na zewnątrz nie stoi w miejscu.

To tylko wierzchołek góry lodowej

Tęsknota za rodzicem i społeczny ostracyzm to tylko wierzchołek góry lodowej; część problemów, jakie dotykają dzieci skazańców. Niewielki odsetek, o ile nie promil więźniów trafia za kratki za pojedyncze, drobne przestępstwo lub jego nieumyślne popełnienie ( np. spowodowanie wypadku na drodze nie będąc pod wpływem alkoholu). Najczęściej mamy do czynienia z więźniem wieloproblemowym. Z uzależnieniami, nieumiejętnością kontrolowania emocji, z zachowaniami agresywnymi, żyjącym całymi latami w sferze pomocy społecznej, czasem skażonym przemocą w rodzinie czy będącym pod silnym wpływem środowiska patologicznego lub przestępczego.

- Więźniowie mają świetne wyczucie oczekiwań. Często opowiadają, że z bliskimi żyją zgodnie, a przestępstwo było czymś, co im się tylko przydarzyło. Spychają odpowiedzialność na różne czynniki zewnętrzne, a także marginalizują te obszary, które negatywnie wpłynęłyby na ocenę ich postępowania.  To samo dotyczy relacji z bliskimi. Czasami jest mowa o tęsknocie, o rozłące, a my po zebraniu informacji od kuratora czy policji widzimy, że ten człowiek miał problemy z wchodzeniem w rolę ojca czy matki jeszcze zanim popełnił przestępstwo -  zaznacza mjr Tomasz Wacławek.

Tylko w zakładach podlegających Okręgowemu Inspektoratowi Służby Więziennej w Krakowie na 5261 osadzonych aż 613 osób odbywa karę lub ma zarzut prokuratorski z art. 207 kodeksu karnego, czyli za znęcanie się nad członkiem rodziny.

Bardzo niebezpieczna dla dzieci jest pułapka cyklu pokoleniowego. Jeżeli ojciec był karany, dziadek był karany, a cała rodzina żyła na pograniczu sfery problemów społecznych i przestępczości, jawnego łamania norm społecznych, ten problem może dotyczyć również kolejnego pokolenia.

- Walka z tym zjawiskiem nie może się skupić tylko na tym, co Służba Więzienna robi wobec jednego członka tej rodziny, ponieważ nie przyniesie to zakładanego efektu. Ten człowiek wróci do środowiska dysfunkcyjnego. Bez silnego wsparcia ze strony środowiska, czasami bez ingerencji w życie tej rodziny, kontroli i pomocy z zewnątrz, wszelkie wysiłki i środki, jakie w niego zainwestowano, zostaną zaprzepaszczone - przestrzega mjr Tomasz Wacławek.

Obyczajowość bardzo pożądana

Współpracę Służby Więziennej z innym instytucjami w zakresie resocjalizacji skazanych i ich integracji z bliskimi określa art. 38 kodeksu karnego wykonawczego. Instytucje te to związki wyznaniowe, kościoły, organizacje charytatywne czy pożytku publicznego.

Jedną z zewnętrznych organizacji prowadzących resocjalizację więźniów jest krakowska Probacja. Stowarzyszenie od marca ubiegłego roku prowadzi w Areszcie Śledczym przy ul. Montelupich i w Zakładzie Karnym w Krakowie-Nowej Hucie projekt "Kontakt", wymierzony w utrzymywanie i wzmacnianie więzi rodzinnych - najważniejszego, czytamy na stronie organizacji, czynnika chroniącego osobę odbywającą karę pozbawienia wolności przed ponownym wejściem w konflikt z prawem i ograniczającym deficyt, jaki w rozwoju dziecka powoduje nieobecność jednego lub obojga rodziców.

- Wzmocnienie więzi powoduje, że dziecko ma większe szanse na poradzenie sobie z trudną sytuacją, jaką jest osadzenie rodzica. Silna relacja dziecka z rodzicem może mieć ponadto kluczowy wpływ na reintegrację skazanego z rodziną i społecznością, wpływa także na obniżenie prawdopodobieństwa recydywy - zgadza się Hannah Lynn z Children of Prisoners Europe. 

Ewelina Startek, Probacja: - Problem w tym, że nie ma kompleksowych badań dotyczących więzi rodzinnych skazanych. Są pojedyncze prace magisterskie, doktorskie, ale wykonane na zbyt małej próbie, aby wpłynęły na działania systemowe. W Anglii od wielu lat państwo dostrzega to, że inwestowanie w utrzymywanie więzi rodzinnych przynosi korzyści nie tylko emocjonalne, ale też finansowe. Prowadzone są badania na grupach ojców, matek i rodzin osadzonych. Opieramy się na własnych doświadczeniach, wzorcach z innych krajów. Potrzebujemy danych, które wskażą ogólny kierunek działań.

Od początku 2016 roku tylko w 11 więzieniach Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie  zrealizowano dotąd 12 programów dotyczących integracji rodzin. Wzięło w nich udział 130 osadzonych.

- Rodzina odgrywa bardzo ważną rolę w readaptacji społecznej skazanych. Więźniowie przebywający w jednostkach penitencjarnych mają zapewnioną w dość szerokim zakresie stałą możliwość kontaktów ze swoimi dziećmi. Służba Więzienna podejmuje także wiele działań w zakresie podtrzymywania więzi rodzinnych. Wprowadzane są różne programy mające na celu integrację rodzin, np. projekt czytania bajek przez więźniów swoim dzieciom - akcja "Poczytaj mi" - zaznacza Wioletta Olszewska z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Projekt "Poczytaj mi" został zainicjowany przez warszawską Fundację Sławek. W Krakowie nagrywanie czytanych przez więźniów bajek dla dzieci zorganizowała Probacja.

Mjr Tomasz Wacławek: - Przy takich akcjach zyskuje jedna i druga strona. U więźnia uwalnia to wszelkie strefy uczuć, emocji, wspomnień, więzi z dzieckiem. To też przeniesienie niemal żywego głosu, który jest bliski dziecku do jego domu. Chociaż ojciec czy matka jest w więzieniu, nie odczuwa ono tak bardzo tej pustki. Czytanie, wspólne zabawy, mikołajki czy dzień dziecka w więzieniu, obyczajowość, która się z tym wiąże jest przez nas bardzo pożądana. To kompleksowa ingerencja w psychikę więźnia, samą pracą w zakładzie penitencjarnym nie da się tego zrobić.

Dzieci osadzonych nie są przestępcami

Osadzeni to trudny społecznie temat. Bo darmozjady, bo płacimy na ich utrzymanie z własnych podatków, bo niewiele robią, a mają zapewniony dach nad głową, ciepły kąt i wyżywienie.

- Niektóre instytucje rzeczywiście mają wątpliwości, co do pomocy skazanym i moralnej oceny takich działań. W końcu dopuścili się przestępstwa, skrzywdzili kogoś, a więc zapracowali na swój los i powinni ponieść karę. Umyka w tym, że readaptacja tych osób to inwestycja w nasze bezpieczeństwo. Nikt nie ma natomiast wątpliwości, że należy pomóc dziecku - podkreśla mjr Tomasz Wacławek.

Ewelina Startek, Probacja: - Dzieci osadzonych rodziców nie odbywają kary, nie są przestępcami. Niestety, poziom szacunku do nich jest tragiczny. Z czystej niewiedzy...

- Resocjalizacja ma sens, kiedy zbudujemy z więźniem bliskie relacje, funkcjonariusz Służby Więziennej nigdy nie będzie takim powiernikiem, jak osoba z zewnątrz. To dotyczy szczególnie działań resocjalizacyjnych opartych na rodzinie - dodaje.

Kto wyjdzie z więzienia, będzie żył obok nas. To jaki będzie, to też nasza rola.

Skontaktuj się z autorem artykułu

***

Tytuł artykułu pochodzi od nazwy mikołajkowej akcji Stowarzyszenia Piękne Anioły. Pod hasłem "Winy rodziców nie piętnują dzieci" zorganizowano zbiórkę prezentów dla pociech osadzonych. W czterech zakładach karnych w Krakowie odbyły się "Anielskie Mikołajki", a więźniowie przygotowali dla swoich dzieci teatrzyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy