Za kulisami Kabaretu Moralnego Niepokoju

Jak rozśmieszać miliony widzów? Czy można żartować z papieża albo przebierać się za kobiety? Do czego służy bus? Jaką ksywę ma Robert Górski? Ile dzieci ma Kasia Pakosińska? Jak kabareciarze oceniają widzów? Zajrzeliśmy za kulisy Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Kabaret Moralnego Niepokoju to zespół aktorski: Robert Górski (także autor większości tekstów), Przemysław Borkowski, Mikołaj Cieślak, Katarzyna Pakosińska i Rafał Zbieć, a także zespół muzyczny: Bartek Krauz (akordeon, śpiew) i Wojtek Orszulak (gitara, jednocześnie menedżer zespołu).

Reklama

Od 14 lat rozśmieszają Polaków do łez. Zdobywają laury na prestiżowych przeglądach, mieli swój program telewizyjny "Tygodnik Moralnego Niepokoju", prowadzą - zespołowo lub indywidualnie - różne gale, koncerty, kabaretony.Co ich trzyma na zawodowej scenie?

"Stworzyliśmy potwora"

Najczęściej mówią, że przyjaźń z czasów studiów. - Stworzyliśmy potwora, który nas pożarł i nie chce wypluć - śmieje się Przemysław Borkowski. I dodaje: - To naprawdę jest bardzo przyjemny sposób zarabiania i przyjemny sposób na życie. Dobraliśmy się jakoś tak, że dobrze nam się jeździ w busie, dobrze się nam ze sobą rozmawia, ciągle mamy tematy do głupich żartów - to jest podstawa spajająca ten kabaret na gruncie towarzyskim, no i ciągle się lubimy.

Katarzyna Pakosińska nie ma wątpliwości: - Fenomen tego kabaretu polega na tym, że my nigdy nie mieliśmy takiego parcia, że coś musimy. Byliśmy fajną paczką na studiach, trzymaliśmy się razem. Wydawaliśmy różne pisemka, robiliśmy wspólne imprezy. I z tego coś wyszło. To, że się lubimy, jest widoczne na scenie. To, że lubimy to robić, też jest widoczne. I wciągamy ludzi w tę zabawę. I, powiem nieskromnie, mamy cały czas coś do powiedzenia. Jest to jakaś jakość i marka.

"Stachanowiec Robert Górski" - zobacz film:

- W tym momencie jest to już nasz zawód. To jest nasz świadomy wybór. Pracowaliśmy w innych miejscach, ale wybraliśmy kabaret. I nie był to przypadek - mówi wprost Mikołaj Cieślak.

Jak rozbawić miliony?

- Kiedyś robiliśmy na polonistyce Uniwersytetu Warszawskiego pismo literackie i przy winie, w lasku koło uniwersytetu rozstrzygaliśmy, czy robimy dużą gazetę literacką z prawdziwego zdarzenia, czy idziemy w kabaret. Ja byłem za gazetą, Robert był za kabaretem. No i robimy kabaret. Nie ma innego wyjścia... - przyznaje Cieślak.

Podczas rozmowy przed kolejnym występem Robert Górski ujawnia, co zrobić, żeby rozbawiać tysiące widzów w amfiteatrze i miliony przed telewizorami: - Jest to rodzaj jakiegoś sprytu, żeby osiągnąć taki efekt. Cały czas szkolę się w tym fachu, bo satysfakcja jest olbrzymia... Ważna jest konstrukcja żartu. Ludzie się śmieją wtedy, kiedy są zaskoczeni. Żart polega na tym, że jest jakiś kontrast, że widzowie nagle są zadziwieni słowem, które pada, czy skojarzeniem.

Czy "Moralni" zmieniają świat? - Mieliśmy kiedyś taki skecz o polityku, który pije alkohol i wsiada za kierownicę. Naiwnie myślałem, że jak on to zobaczy, jak inni to zobaczą, to przestaną się tak zachowywać, ale nic się takiego nie stało - racjonalnie ocenia sytuację Robert Górski.

Dowcipy także o papieżu

Za kulisami, podczas programu, działają jak dobrze zaprogramowane maszyny: ze stosu rozłożonych rekwizytów bezbłędnie wyławiają te właściwe, pomagają sobie w przebieraniu, idealnie w tempo pojawiają się na scenie...

Czy widzowie zawsze odczytują intencje autora skeczu? Czy "Moralni" wiedzą, jaka naprawdę jest ich widownia?

- Często posługujemy się takimi rekwizytami czy pojęciami, że człowiek, który się nie orientuje, nie zrozumie tego, co pokazujemy. Sądzę więc, że jest to widownia z pewnym wykształceniem, ale są to i dzieci, i osoby starsze, i te z siwymi włosami. Nasz humor jest uniwersalny, jeżeli chodzi o kategorie wiekowe - odpowiada Górski.

I szybko wyjaśnia, że żartować można właściwie ze wszystkiego i ze wszystkich. - Żart może być różny. Może być bardzo sympatyczny. Tak jest z dowcipami o papieżu, o naszym papieżu, z których wynika, że był on cudownym człowiekiem - mówi z przekonaniem.

- Widzowie oglądają ten szczyt, kiedy już jesteśmy w gotowości, na scenie, ale takie nasze prawdziwe życie kabaretowe to jest życie na walizkach, ciągła podróż, bus, stacja benzynowa, jedzenie hot-dogów i roller-burgerów na stacji benzynowej - żali się z uśmiechem Katarzyna Pakosińska.

Przywódca jest jeden

Członkowie Kabaretu Moralnego Niepokoju nie mają problemu z przywództwem. Najdobitniej o liderze grupy wypowiada się Pakosińska: - Robert Górski jest w Kabarecie Moralnego Niepokoju nazywany Stachanem albo kapitanem Chlorem. Jest naszym wodzem, liderem, frontmanem. Jest to osoba, która nas zagania do roboty. I kiedy nam się zazwyczaj nie chce, przynosi nowe teksty i mówi: - Jedziemy w busie, nauczmy się! No i to jest jedyny moment, kiedy możemy się czegoś nowego nauczyć, czy wbić sobie coś do głowy.

"W czasie naszych licznych podróży po Polsce odkryliśmy sposób, jak tłumić w sobie atawistyczne reakcje na długotrwałe przebywanie w zamknięciu. Oglądamy filmy na DVD. Okazało się, że w warunkach busa sprawdzają się nieco inne wartości artystyczne niż powiedzmy na festiwalu w Cannes" - można przeczytać na oficjalnej stronie kabaretu.

Scenariusze, kupki i książki

Poza kabaretem realizują indywidualne pasje. Najkrócej streszcza je Pakosińska: - Robert poświęca bardzo dużo czasu na pisanie scenariuszy, jest zakochany w swoim synku Antku. Rafał ma obecnie głód komercji - biega, kupuje jakieś samochody, bierze jakieś kredyty... Przemek jest młodym tatą, więc to jest teraz absolutnie jego hobby - zmienianie pieluszek i mówienie nam, jaka była dzisiaj kupka małego Kacpra...

- Podobnie Bartuś, nasz akordeonista, któremu urodziła się córeczka, a który miał już dwóch synów. Mikołaj ma dwie córeczki, Maję i Jagodę. Ja zatopiona w swoich Gruzjach, podróżach, w tym swoim Wschodzie... cały czas też pisanie, telewizyjne sprawy produkcyjne, mąż i córeczka Maja.

- Tak naprawdę żyjemy absolutnie zwyczajnie. Jak wracamy z trasy o piątej nad ranem, to i tak wstaję o siódmej, bo dziecko trzeba do szkoły odprowadzić, zrobić zakupy, ugotować obiad - śmieje się Kasia.

- Napisałem książkę. Nosi tytuł "Gra w pochowanego" i jest powieścią science fiction. Ci, którzy czytali, jak zauważyłem na forach internetowych, są zachwyceni (uśmiech)... Robert Górski nie przeczytał jeszcze mojej książki. Ciągle czekam na jego recenzję - chwali się i żartuje Przemek Borkowski.

Najlepsze miejsce na życie!

- Tak naprawdę, jak zjeżdżamy z kilkudniowej trasy do domu, to potrzebujemy wyciszenia. Dzwonimy potem do siebie po jakichś trzech dniach, kiedy się zatęskni... Tak więc jest to napięcie, kiedy występujemy, potem wyciszenie, odpoczywamy od siebie, potem znowu mamy szansę robienia czegoś ciekawego. To taka cierpliwa, fajna, spokojna przyjaźń - wyznaje Kasia Pakosińska.

- Dlaczego wciąż jestem w tym kabarecie? Bo nie zorientowali się, że można mnie wywalić i w związku z tym zostałem - chichocze Rafał Zbieć. - A poważniej: wszyscy jesteśmy w tym zespole trochę na zasadzie wzajemnego przyciągania. Nie jest to do końca nasza autonomiczna decyzja, ale tak to się już kiedyś stało, że te atomy połączyły się w jedną cząsteczkę, i tak to funkcjonuje.

- Nasze osoby w tym kabarecie nie są wymienne. Ten twór istnieje. I jeżeli będzie istniał, to w tej formie. A dlaczego ja w tym jestem? Cóż, ciężko sobie wymarzyć lepsze miejsce na życie! - mówi z przekonaniem Rafał Zbieć.

Przeczytaj rozmowę z Robertem Górskim: Bez ropy czołg nie pojedzie

Dowiedz się więcej na temat: kasia | kabarety | bus | widzowie | Mikołaj | Robert Górski | kabaret | Górski | robert

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje