Zakopane tylko dla snobów

Zakopane, poza zaszczytnym tytułem "zimowej stolicy Polski", można już w tym momencie okrzyknąć stolicą snobów, leni i zadufanych prostaków.

Piękna podhalańska panorama jest szczególnie gwałcona przez przybyszów z wielkich miast, którym się wydaje, że Zakopane latem to Sopot czy Międzyzdroje. Kostka brukowa i szpilki. Szlak i mini. Bryczka i biała dyskotekowa kurtka. Małe zakopiańskie haiku - obrazek tragikomicznie rzeczywisty. Niestety.

Reklama

Jak przeciętny snob spędza wakacje w górach? Kolejką na Gubałówkę, gdzie obowiązkowe jest zdjęcie z brudnym niedźwiedziem czy na wpółżywą, wycieńczoną owcą. Gryz oscypka, ot tak dla zasady, bo to straszne świństwo (lepsza strawa w fast foodzie). Kolejką na dół, żeby nogi nie odpadły. Jeszcze tylko ciupaga, regionalne klapki za 10zł, a po męczącym spacerze po górach już tylko obiad w KFC.

Na szczytach głupoty i w dolinach absurdu

Coraz częściej w tak zwane góry wybierają się osoby, najdelikatniej mówiąc, nieodpowiednie. Najczęściej uczęszczanymi szlakami, przez tzw. "górskich patafianów" (oczywiście poza zielonym szlakiem "Krupówki", niebieskim "Gubałówka"- adekwatnie do energii tychże) jest np. trasa Kuźnice-Kalatówki, a dla bardziej nieodpowiedzialnych na Halę Kondratową - panowie rzecz jasna w mokasynach, panie na obcasach, a dzieci w gumiakach - takie obrazki zdarzają się szczególnie zimową porą. Jedynym zabezpieczeniem przed "brzydką" pogodą zdaje się być tylko peleryna, pośpiesznie kupiona na Krupówkach. Szczęśliwa rodzinka w górach zdobywa szczyty głupoty, a rodzice wspinają się na wyżyny skrajnie niebezpiecznej nieodpowiedzialności.

Ty i bernardyn na widokówce

Osobnym rozdziałem jest męczenie zwierząt - zarabianie na psach, owcach i kucach. Zdjęcia z owcą na ramionach i podchmielonym góralem jest tak samo atrakcyjne jak możliwość zrobienia zdjęcia z przemęczonym bernardynem i umieszczenia wizerunku swojego i psa na kartce pocztowej. Hit ostatniego sezonu. Warto dorzucić te 7zł za kartkę, żeby zwierzę szybciej zdechło i nie cierpiało.

Tu nie wypada pominąć sprawy chłopców z Murzasichla (pobliskiej wioski), którzy zarabiali na wycieńczonych owcach. Jak podał "Dziennik Polski", do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Krakowie trafił list od zbulwersowanych zakopiańczyków: "Zwierzęta traktowane są w nieludzki sposób.

Całymi dniami prowadzone Krupówkami, często na smyczach, w słonecznych okularach.(...) Ich kopytka są zakrwawione od stałego chodzenia po betonie". Inspektor KTOZ - Rafał Feldman - wyjaśnił: "Po przebadaniu zwierząt okazało się, że cierpią na zanik mięśni". Komendant Straży Miejskiej w Zakopanem - Wiesław Lenard - w odpowiedzi na zaistniałą sytuację poinformował, że "ze względu na trudne warunki materialne siedmioosobowej rodziny (do której należą trzej oskarżeni bracia - red.) postanowił odstąpić od skierowania sprawy do sądu. (...) Rodzice chłopców zostali pouczeni". Koniec sprawy. Widać zwierzęta muszą cierpieć, żeby turyści mieli dobrą zabawę.

To nie wina górali, że Zakopane się zeszmaciło

To nie wina górali, że Zakopane się tak zeszmaciło, ale turystów, którzy mają takie, a nie inne gusta. Skoro jest popyt na kicz w formie ciupag z plastikowym ostrzem czy też kowbojskie skórzane kapelusze, to czemu nie iść za ciosem i dorobić się fortuny na bezguściach z wielkich miast. Ano ludzie gór wykazują się tu nie lada sprytem i wiedzą na temat marketingu i PR, i z wielkim powodzeniem mnożą talenty i czynią sobie ziemię poddaną. Wszystko jak nakazał Bóg, więc nie ma czego się przyczepić. Mądre, sprytne i godne podziwu, biorąc pod uwagę korzystanie z okazji, jaką zawsze są turyści. Bez cienia ironii.

Syndrom rozkładanego parasola

Nie dziwi to w Tunezji, Turcji czy Indiach, ale z pewnością wprawia w zdumienie na Podhalu - tatuaż wykonany henną. Dominują chińskie znaczki - owszem ozdobne - ale po co mieć napis w języku, którego się nie rozumie? Wykonawców się nie czepiam, bo to młodzi ludzie - każdy orze jak może, żeby zarobić trochę grosza w wakacje. Orientalna uroda w cenie, więc i orientalne literki na opalonej w solarium łydce, choćby miały oznaczać "sajgonki w sosie słodko-kwaśnym", mogą być atrakcyjne dla przeciętnej bywalczyni podmiejskich dyskotek.

Autorzy karykatur, niczym krynicki Nikifor, rozkładają swoje rozklekotane walizeczki na ulicy i za bardzo przystępną cenę malują dzieci z kolonii. A ileż radochy jest wokół, jak na kartce mag wyczaruje kaprawe oczka i za dużą głowę. Momentalnie zbiera się grupa gapiów cierpiących na syndrom rozkładanego parasola (najczęściej zauważa się go po wyjściu z kościoła - pierwsza osoba rozkłada parasol, a cała reszta - nie widząc, czy pada - robi to samo). Karykatury - jak karykatury - są wszędzie, ale obrazki wykonane z bursztynów można kupić nie tylko nad morzem, ale również tu, w Zakopanem. Kosztują grosze.

To są drobnostki (choć sprawa dręczonych zwierząt do drobnostek nie należy), ale te wszystkie quasi-puzzle tworzą spójną całość - Zakopane ociekające kiczem, w którym z radością taplają się snoby - z Polski i innych krajów. Mnie to przeraża.

Dowiedz się więcej na temat: Zakopane

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje