Reklama

Reklama

Kibice Widzewa protestowali przed magistratem

Ponad tysiąc kibiców łódzkiego Widzewa przeszło w niedzielę rano główną ulicą miasta - Piotrkowską - domagając się od władz Łodzi współpracy z klubem w sprawie budowy nowego stadionu. Przed magistratem wręczyli petycję w tej sprawie dyrektor wydziału sportu Urzędu Miasta.

Kibice Widzewa spotkali się rano u zbiegu al. Piłsudskiego i Piotrkowskiej. Tam rozwinęli transparent "Przed wyborami stadion Widzewa obiecywaliście PO już zapomnieliście".

Reklama

Skandując "Łódzki Widzew", "Zdanowska (Hanna Zdanowska - prezydent Łodzi - red.) gdzie jest nasz stadion" i "Zdanowska chcemy stadionu" przeszli pod Urząd Miasta Łodzi. Tam zapalili kilka rac i odpalili petardę.

Przedstawiciele stowarzyszeń kibiców Widzewa wręczyli dyrektor wydziału sportu magistratu petycję do prezydent Łodzi, przewodniczącego Rady Miejskiej i szefów klubów radnych. Wyrazili w niej oburzenie w związku z "postępowaniem władz Łodzi w sprawie budowy nowego stadionu Widzewa".

Ich zdaniem, "piętrzenie ciągłych trudności, zmiany koncepcji współdziałania miasta z klubem (...)i dalsze przeciąganie sprawy mogą spowodować, że prywatny inwestor, zamierzający wybudować w naszym mieście obiekt sportowy z prawdziwego zdarzenia za prywatne środki, zacznie szukać innej lokalizacji dla swojej inwestycji" - napisali w oświadczeniu.

Fani Widzewa zapowiedzieli także, że "nigdy nie zaakceptują forsowanej przez obecne władze Łodzi budowy jednego stadionu miejskiego przy al. Unii" (mieście się tam stadion ŁKS-u). "Będziemy się temu stanowczo przeciwstawiać wszelkimi dopuszczonymi prawem środkami" - głosi oświadczenie kibiców Widzewa.

Zdaniem przedstawicieli stowarzyszeń kibiców Widzewa, nowy stadion dla tego klubu jest niezbędny. - Chodzi nam o to, żeby władze miasta nie uniemożliwiały budowy stadionu, ponieważ zarząd klubu chce go wybudować sam, za swoje prywatne środki. Natomiast muszą być pewne rzeczy spełnione, aby ten stadion powstał i do tego potrzebna jest zgoda Urzędu Miasta. Każdy klub niech ma swój stadion - mówił dziennikarzom rzecznik prasowy Stowarzyszenia "Fanatycy Widzewa" Przemysław Olszowy.

Podkreślił, że kibice liczą, że petycja i manifestacja doprowadzi w końcu do rozmów między zarządem klubu a władzami miasta. - Niechęć obu stron widzimy, ale skąd to wynika tego niestety nie wiemy. Chcemy wpłynąć na to, żeby w końcu obie strony się jakoś porozumiały - dodał Olszowy.

Mimo że w niedzielę magistrat nie pracuje, do protestujących wyszła dyrektor wydziału sportu UMŁ Luiza Staszczak-Gąsiorek. Zapowiedziała, że w poniedziałek rano oświadczenie kibiców trafi do wszystkich adresatów.

- Wszystkie postulaty mieszkańców naszego miasta są traktowane bardzo poważnie, także ten. Władze miasta robią wszystko, żeby stadiony powstały. Proces jest dość złożony z uwagi nie tylko na stronę miejską, ale również na drugą stronę. Jest to kwestia uzgodnień i dogadania się obu stron. Problem dwóch stadionów dla obu drużyn jest do rozwiązania - powiedziała Staszczak-Gąsiorek.

Po wręczeniu petycji kibice przemaszerowali na dworzec Łódź Fabryczna skąd odjechali pociągiem na mecz do Poznania, gdzie Widzew gra w niedzielę z Lechem. Według policji nie doszło do poważniejszych incydentów.

Budowę nowego stadionu za prywatne pieniądze właściciel Widzewa Sylwester Cacek zapowiedział na początku 2008 roku. Warunkiem rozpoczęcia inwestycji miało być przekazanie przez władze miasta klubowi terenów pod budowę w 25-letnią dzierżawę.

Doszło do tego w lipcu 2008 r. Cacek zapowiedział wówczas, że do 31 sierpnia 2010 r. na miejscu obecnego stadionu Widzewa powstanie nowy obiekt o pojemności 19 tys. widzów z ponad tysiącem miejsc parkingowych oraz centrum biurowo-handlowo-usługowym.

Później jednak władze Widzewa przedstawiały kolejne koncepcje stadionu, który miał już mieścić nie 19 a ponad 30 tys. widzów. Zmieniały się również warunki stawiane przez klub władzom miasta. Widzew zażądał m.in. przedłużenia dzierżawy i przekazania blisko 70 mln zł na przebudowę infrastruktury wokół stadionu. Gdy otrzymał dłuższą dzierżawę postawił warunek przekazania tych terenów na własność za 1 procent ich własności.

Kilka tygodni temu prezes Widzewa Marcin Animucki napisał list otwarty do prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej, że jeśli do końca lutego warunki klubu nie zostaną spełnione, to Widzew może być przeniesiony do innego miasta albo przestanie istnieć. Prezydent odpowiedziała na konferencji prasowej, że miasto cały czas jest zainteresowane powstaniem nowego stadionu Widzewa, ale ustawa o gospodarce nieruchomościami nie pozwala na oddawanie gruntu w trybie bezprzetargowym i dodatkowo z bonifikatą, na cele komercyjno-sportowe.

Zdaniem władz Łodzi jedyną dopuszczalną przez prawo możliwością uczestnictwa miasta w inwestycji planowanej przez właściciela klubu jest forma partnerstwa publiczno-prywatnego. Na takie rozwiązanie Widzew nie chce się zgodzić.

Próbując skłonić władze miasta do spełnienia wszystkich warunków stawianych przez klub kibice Widzewa m.in. pojawili się na jednej z sesji rady miasta.

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | Widzew | stadiony | kibice | Łódź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje