54. rocznica Poznańskiego Czerwca '56

Apelem poległych uczcili 54. rocznicę wydarzeń czerwca 1956 r. kombatanci, mieszkańcy miasta, władze Poznania i regionu. W apelu poległych i składaniu kwiatów pod pomnikiem Czerwca 56 uczestniczyło kilkaset osób.

28 czerwca 1956 r. poznańscy robotnicy Zakładów im. Stalina (dziś H.Cegielski SA) podjęli pod hasłami "Chleba i wolności!" strajk generalny i zorganizowali masową demonstrację uliczną. Następstwem robotniczego wystąpienia stały się dwudniowe starcia na ulicach miasta.

Reklama

Jak powiedział podczas uroczystości pod Pomnikiem Poznańskiego Czerwca 56 Jarosław Lange, przewodniczący wielkopolskiej Solidarności, dziś robotnicy Cegielskiego w dalszym ciągu muszą walczyć o pracę i płacę.

- Pozostaje troska o chleb, o wynagrodzenia, o godność człowieka pracy. Doświadczamy tego, że dziś ludzie z tych samych zakładów muszą walczyć o to samo, co 54 lata temu. Pracownicy Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego nie otrzymali od lutego wynagrodzenia. W Cegielskim pół tysiąca osób straciło pracę. To są dramaty wielu rodzin, więc tegoroczne obchody odbywają się w specyficznej atmosferze - powiedział Lange.

Gościem uroczystości był szef NSZZ Solidarność Janusz Śniadek, który przypomniał, że Czerwiec 56 był najbardziej krwawą stacją na drodze do polskiej wolności, z której zrodziła się Solidarność. - Te wydarzenia to wielkie wołanie o godność, wolność i chleb, o sprawiedliwość społeczną. Mamy wolność, ale ciągle musimy walczyć o sprawiedliwość społeczną.

W tym sensie te przesłania są niesamowicie aktualne. Dziś usiłując sprowadzić te wydarzenia tylko do walki o wolność, zakłamuje się Poznań, Radom, Grudzień i Solidarność. Sprawiedliwość społeczna to wielkie, ciągle niespełnione wyzwanie - powiedział przewodniczący Solidarności.

Wcześniej w kościele oo. dominikanów mszę świętą w intencji Ofiar Czerwca '56 odprawił bp Zdzisław Fortuniak. Przypomniał on, że ruch, który rozpoczął się od rewindykacji niewykraczających poza ramy jednego zakładu pracy, uległ procesowi radykalizacji - aż do globalnego odrzucenia istniejącego porządku.

Biskup stwierdził, że wydarzenia, do których doszło w Poznaniu, były jednocześnie rewoltą socjalno-ekonomiczną, wystąpieniem antykomunistycznym i narodowym. Zaznaczył, że 54 lata temu wersja lansowana przez władze i posłuszne jej media mówiła o zamieszkach powodowanych przez chuliganów, warchołów i bandziorów. - Mówiono o agentach imperialistycznych, reakcyjnym podziemiu, o bestialskich prowokatorach, volksdeutschach - przypomniał biskup.

W trakcie poniedziałkowych uroczystości, kiedy delegacje składały kwiaty pod tablicami pamiątkowymi przy bramie Fabryki Pojazdów Szynowych H. Cegielski, organizacje związkowe z zakładów Cegielskiego manifestowały przeciwko zwolnieniom w firmie. Około 150 pracowników Cegielskiego stało z transparentami: "Żądamy pracy i płacy, żądamy godnych warunków pracy".

- Obecnie Cegielski boryka się z problemami. Firma nie ma zamówień, a kilkaset osób jest na tzw. postojowym i obawiamy się dalszych zwolnień. Dlatego w czasie uroczystości nagłaśniamy też nasze problemy - powiedział Jarosław Urbański ze Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza.

28 i 29 czerwca 1956 r. w Poznaniu doszło do robotniczych protestów, które przerodziły się w walki uliczne. Władze komunistyczne do ich stłumienia użyły wojska. W ich trakcie zginęło co najmniej 58 osób (w tym kilku żołnierzy i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa), a kilkaset osób zostało rannych (wśród nich pacyfikujący demonstracje i ranni w wyniku ostrzału budynków służby bezpieczeństwa przez robotników). Około 750 osób aresztowano.

Według historyków, poznański Czerwiec doprowadził do zmian politycznych w Polsce w październiku 1956 r. Szefem PZPR został wówczas Władysław Gomułka, z więzień i internowania wypuszczano więźniów politycznych, w tym kard. Stefana Wyszyńskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy