Tonący Tonsil pociągnął Hades

Najstarsza wrzesińska dyskoteka, niedoszła kwatera ratunkowa, korona Tonsilu oraz kopalnia anegdot - przepadła.

O tym, że najdłużej działająca wrzesińska dyskoteka będzie musiała zakończyć działalność, wiadomo było już od paru lat. Wszyscy zainteresowani wiedzieli, że tonący Tonsil pociągnął Hades za sobą.

Reklama

Za to pogłoski o ostatniej imprezie zaczęły krążyć dopiero pół roku temu. Kilka tygodni wstecz poszła nawet fama, że właściciele klubu kupili Biedronkę na Opieszynie i tam niedługo przeniosą działalność. Ostatnia dyskoteka, zgodnie z oficjalnymi zapowiedziami, odbyła się w minioną sobotę, 22 stycznia 2011 roku. Biedronka przy parku dalej będzie miała "codziennie niskie ceny".

Z czym przychodzisz?

Przy barze w Hadesie dwóch mężczyzn pije wódkę. Widać między nimi niewielką różnicę wieku. Starszy proponuje przejście na "ty". Młodszy się nie zgadza. Starszy nalega, ale młodszy się upiera: "Nie będę panu mówił na ty!". W końcu mężczyźni zaczynają się szarpać i okładać pięściami. Z bramki przy wejściu przybiegają ochroniarze i opanowują sytuację.

- Ludzie potrafią pobić się o wszystko - puentuje Daniel Dobraniecki, współwłaściciel Hadesu. Siedzący obok wspólnik Krzysztof Maćkowiak potwierdza, kiwając głową. - Dorośli faceci potrafią się pobić o grzebień, o czapkę, o koszulę. Każdy pretekst jest dobry. Między kolegami pada żart: "A ty w tej samej koszuli chodzisz już chyba dziesiąty rok, co?". I bójka gotowa - załamuje ręce Maćkowiak.

Na pierwszy rzut oka...

Obaj panowie z Hadesem związani byli niemal całe swoje dorosłe życie. Najpierw jako pracownicy Tonsilu prowadzili pod tą nazwą przyzakładowy kulturalny klub młodzieżowy, a po zmianach ustrojowych skorzystali z okazji, gdy kierownictwo firmy zaproponowało im przejście na własny rachunek. Przez dwie dekady obserwowali więc zachowania ludzi podczas jednej z najważniejszych i najstarszych człowieczych aktywności - zabawy. Podziemny Hades stał się przez to kopalnią anegdot.

- Przez te wszystkie lata sporo dowiedzieliśmy się o ludziach. Do tego stopnia, że z dokładnością do 80-90% potrafimy na pierwszy rzut oka powiedzieć, czy z danym klientem będą problemy. Mamy w oku taką miarę - zapewnia pan Krzysztof. - Jedni po wypiciu nie zmieniają się w ogóle, inni stają się spokojniejsi, a jeszcze inni robią się agresywni. Człowiek musi już z tym przyjść, to musi w nim siedzieć - dodaje pan Daniel.

Z czym przychodzisz?

Według miary właścicieli Hadesu, to, co siedzi w młodych ludziach, bardzo się zmieniło na przestrzeni lat. Dawniej bójki na zabawach wybuchały rzadziej i kończyły się szybciej. Dzisiaj zdarzają się częściej i są bardziej brutalne, wywoływane bez opamiętania, często z użyciem różnych narzędzi. Nawet policyjny mundur nie robi już na zadymiarzach wrażenia.

- Alkohol i narkotyki robią swoje, ale trzeba, żebyśmy szukali głębszej przyczyny. Gdzie? W społeczeństwie, w naszych rodzinach - wyjaśnia Dobraniecki.

- Dyskoteka, jak każda impreza masowa, musi się zmierzyć z patologiami obecnymi w społeczeństwie, zwłaszcza wśród młodzieży. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że młodzi nie mają dzisiaj żadnych problemów z dostępem do alkoholu i narkotyków. Chcąc z tym naprawdę walczyć, państwo powinno wprowadzić zakaz wstępu na dyskoteki osobom niepełnoletnim. Proste. Wtedy nikt przy barze nie będzie już nikogo prosił o dowód - wspomina pan Daniel.

- Co również wiąże się z wieloma absurdami. Podchodzi na przykład małolat do baru, prosi o piwo, my go pytamy o dowód, a on mówi, że nie ma. Odpowiadamy więc, że w takim razie piwa też nie będzie. Po chwili małolat wraca ze starszym kolegą, który kupuje dwa piwa i śmieje się nam w twarz - dodaje.

Co robisz najpierw?

Razem ze swoim wspólnikiem D. Dobraniecki zastrzega, że zawsze starali się walczyć ze wszelkimi patologiami, które nierozerwalnie wiążą się z każdą dyskoteką. Nigdy też nie używali nieuczciwych chwytów wobec konkurencji.

- Nie robiliśmy tego, co niektóre kluby z okolic, zwłaszcza te wiejskie. Nie zalepialiśmy konkurencyjnych plakatów na słupach i nie wysyłaliśmy taksówkami do innych dyskotek naszych najbardziej uciążliwych klientów - zapewnia pan Krzysztof.

Zresztą, zgodnie z doświadczeniem obu panów, najbardziej kłopotliwi klienci i tak wracają jak bumerangi po usunięciu z imprezy. Lubią przy tym wygrażać "spaleniem lokalu" czy "nasłaniem ludzi z Poznania". Kolejna rzecz, która dawniej była nie do pomyślenia. Niestety, upadek dyskotekowych obyczajów objął także sztukę podrywu.

Tańczą z papierosem w zębach

- Kiedyś nie było możliwe, żeby chłopak tańczył z dziewczyną, trzymając papierosa w zębach i piwo w ręce. Dziś to norma - stwierdza pan Krzysztof. - Mężczyźni dawniej odnosili się do obcych kobiet z szacunkiem. Teraz to nie istnieje. Naprawdę wielką rzadkością jest, że mężczyzna obsłuży kobietę przy szatni - dopowiada.

- Przychodzi chłopak z dziewczyną na dyskotekę i spotyka kolegów. Co robi najpierw? - pyta w tym samym temacie pan Daniel. - Najpierw pada w ich objęcia, oklepuje się z nimi, jakby nie widzieli się co najmniej dziesięć lat. Nie pomyśli, żeby przedtem przedstawić i posadzić dziewczynę - dodaje.

W ten sposób dochodzimy do najbardziej zatrważającego aspektu dyskotekowej degrengolady. Do zachowania dziewcząt.

- Dawniej nie zdarzało się, żeby dziewczyny wychodziły z pijanymi chłopakami na dwór i mrugały do obsługi przy wyjściu. Nie zdarzało się, żeby facet po spoliczkowaniu przez kobietę natychmiast jej oddawał. Teraz się zdarza. Kiedyś nawet jeden chłopak za spoliczkowanie uderzył dziewczynę z główki. Ale najgorsze jest to, że kiedy próbujemy takich delikwentów usuwać z imprezy, to właśnie dziewczyny wywołują największe awantury - zdradza Maćkowiak.

Klienci - mimo wszystko - na plus

Zaczęliśmy od sobotnich spraw ekstremalnych, teraz słowo na niedzielę. Ogólna ocena klienteli wydana przez właścicieli Hadesu jest mimo wszystko pozytywna. Obaj panowie zgadzają się, że generalnie lokalni uczestnicy potańcówek bawią się przyzwoicie. Co więcej, Daniel Dobraniecki i Krzysztof Maćkowiak przyznają, że bardzo skorzystali na wieloletnim kontakcie z młodzieżą. - Przez to nasze starzenie nieco wyhamowało. Co nam niektórzy klienci krwi napsuli, to napsuli, ale człowiek przez to wszystko tak szybko się nie starzał - twierdzi pan Krzysztof.

Bawią się jak na weselu

Tak więc opisane wyżej przypadki to raczej wyjątki, które potwierdzają regułę. A reguła ta brzmi: na dyskotece staram się bawić tak, jak chciałbym, żeby bawiono się na moim weselu.

Wesel w Hadesie co prawda nigdy nie było, ale swego czasu odbywały się tam studniówki, połowinki i osiemnastki.

- Czy dzisiaj byłoby możliwe to, co zrobiliśmy w latach 80.? - znów zaczyna od pytania pan Daniel. - Gdy na jednej osiemnastce młodzież się rozbrykała, przerwaliśmy muzykę, wyprosiliśmy wszystkich na zewnątrz i z powrotem wpuszczaliśmy tylko tych, którzy zdali test trzeźwości. Dzisiaj zostalibyśmy za coś takiego zlinczowani - mówi pół żartem, pół serio.

Kultura musi być. Dotowana...

W Hadesie odbywały się nie tylko imprezy szkolne i urodzinowe, ale także konkursy tańca i tzw. sabaty didżejów. Dawniej Victoria robiła tam podsumowania sezonu, odchodzący na emeryturę pracownicy Tonsilu organizowali pożegnania, a nowo zatrudnieni przechodzili pasowania na tonsilowców. Tam zawiązało się i działało Wrzesińskie Towarzystwo Fotograficzne.

- Żałujemy, że z czasem dyskoteka wyparła całą kulturalną działalność, ale zmusił nas do tego rachunek ekonomiczny - ubolewa pan Krzysztof. - Prawda jest taka, że kultura musi być dotowana - stwierdza.

Dziś każdy szuka sponsora

Czas państwowej przychylności dla kultury skończył się tak samo, jak czas dyskotekowych sponsorów, którzy swoją epokę mieli w latach 90. Wtedy klienci z szerokim gestem, zaglądający do grubych portfeli, byli na porządku dziennym. Nawet jeśli ostatecznie okazywali się sprzedawcami, którzy upłynniali towar ze sklepu, żeby zebrać na sobotę. Dzisiaj ludzie chowają raczej pieniądze w skarpety i sami szukają sponsorów. Albo od razu na początku imprezy rozmieniają pieniądze na drobne, żeby nie pokazywać, ile naprawdę mają.

Bawili się w bunkrze

Dom dla każdego, kto wychodzi z dyskoteki, zawsze jest jak schron. Ilu z uczestników wszystkich imprez w Hadesie wiedziało, że tak naprawdę bawią się w bunkrze? Bo tym de facto są podziemia budynku przy ul. Daszyńskiego. Wentylator przechodzi tam przez specjalną komorę z filtrami węglowymi, a wyciąg wentylacji ukryty jest w słupku od płotu. Z każdej strony wychodzą drzwi. Ściany i stropy są potężne, w przeciwieństwie do lekkiej nadbudowy, która - bez większych szkód dla podziemi - mogłaby zostać zdmuchnięta przez jakiś przypadkowy wybuch. Do lat 90. funkcjonowało tam nawet zasilanie awaryjne. I w końcu samo usytuowanie w pobliżu węzłów komunikacyjnych dowodzi tego, że miało to być zabezpieczenie dla miejscowych władz w razie wojny lub katastrofy.

To dla wrześnian katastrofa

Katastrofa. Dla wielu wrześnian zamknięcie Hadesu ma podobny wymiar. Czy będzie dla nich pocieszeniem fakt, że właściciele tej marki nie zamierzają z niej rezygnować?

- Chcielibyśmy kontynuować działalność tego typu. Myślę, że mamy swoją stałą klientelę, która pójdzie za nami. U nas spotykały się całe pokolenia. Często matki przychodziły z córkami, a ojcowie z synami. Mamy niestety poważny problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca - przyznaje K. Maćkowiak. - Możemy za to obiecać, że wkrótce napiszemy małą monografię o wydarzeniach i klientach, którzy utkwili nam w pamięci - zapewnia Dobraniecki.

Damian Idzikowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje