Wielkopolskie: Na plebanii straszy duch

Na plebanii w Rąbiniu (woj. wielkopolskie) straszy. Parafian poinformował o tym ksiądz proboszcz z ambony. Jak mówią parafianie, straszy od lat. Poprzedni proboszcz się nie przejmował i wytrzymał 22 lata, ale ten przed nim był tylko 6 czy 7 lat i się wyprowadził. Podobno przez ducha.

Obecny proboszcz podzielił się wiadomością z parafianami już po kilku miesiącach od objęcia parafii. Z dziennikarzami na ten temat nie chciał już jednak rozmawiać. Bo podobno od miesiąca duch jest spokojny.

Reklama

Rąbińska parafia obejmuje dwie wsie: sam Rąbiń i sąsiednie Łuszkowo. W parafii trudno znaleźć kogoś, kto by nie wiedział o duchu.

Straszy jak diabli

- Podobno na probostwie straszy? - pytam w drodze do Rąbinia panie przystrajające przed świętami kościółek filialny w Łuszkowie.

- Straszy jak diabli - potwierdza jedna z nich.

- Skąd wiadomo?

- Ludzie gadają.

Ale wcale nie wioskowi plotkarze, bo pierwszy na ten temat mówić zaczął proboszcz. Ksiądz Ryszard Jankowski proboszczem w Rąbiniu jest raptem od kilku miesięcy. Parafię obejmował w lipcu i już krótko po tym z ambony zaczął parafianom mówić o niewytłumaczalnych rzeczach, które się dzieją na plebanii.

- Światła się zapalają albo gasną - powtarza pani w Łuszkowie. - Telewizor sam kanały zmienia. Drzwi się na klucz zamykają i hałasy jakieś słychać. Tak ksiądz na mszach mówił.

Nie tylko zresztą ksiądz, bo i kleryk z Poznania, którego w parafii goszczono latem. Noc z soboty na niedzielę spędził na plebanii, a na drugi dzień podczas mszy świętej sam opowiadał o dziwnych nocnych zdarzeniach: między innymi o drzwiach do pokoju, które wcale na klucz nie były zamknięte, a których nie dało rady otworzyć.

- Coś musiało być na rzeczy, bo aż dwa razy na mszy o tym mówił - opowiada mieszkanka Rąbinia.

Wiedza powszechna o duchu

Generalnie ludzie w parafii, gdy ich spytać o ducha na plebanii, owszem, potwierdzają, ale anonimowo.

- Gadają ludzie o tym duchu w domach - potwierdza listonosz. - Przez to wszystko, to nawet dzieciaki boją się chodzić na msze po ciemku do kościoła.

Pani sołtys Iwona Malak oficjalnie też za wiele na ten temat wypowiadać się nie chce, zgadza się tylko na jeden cytat z rozmowy:

- Ja bym tam mieszkać nie chciała - mówi, a pytana czy takie tajemnicze wydarzenia z plebanii wiązać można z jakimiś wydarzeniami z przeszłości Rąbinia, odsyła do pana Jana. Pan Jan mieszka niedaleko kościoła, wśród ludzi ma autorytet, a historię Rąbinia - w małym palcu i, jak wieść niesie, jest chyba najmądrzejszym człowiekiem we wsi:

- I dlatego z prasą rozmawiać nie będę - mówi, gdy dowiaduje się o co chodzi i zatrzaskuje dziennikarzowi drzwi przed nosem.

To nie duch, to traktory

- Podobno straszy, chociaż my niczego nie zauważyłyśmy - mówią panie z Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Rąbiniu, której biura mieszczą się w szarym bloku naprzeciw kościoła. - Ale te światła, co się zapalają, to nie od ducha, ale od naszych ciężkich traktorów - tłumaczą. - Jedzie ciężki traktor i lampy reagują na ruch albo na drgania.

Budynek plebanii jest piękny: stary, ale jednocześnie nowoczesny. Nowe okna, nowe zaokienne rolety i kamera, która obserwuje podwórze oraz bramę. Czy zarejestrowała jakieś niewytłumaczalne zjawiska, nie wiadomo. Księdza na plebanii nie ma. Kiedy będzie? Nie wiadomo. Ludzie we wsi mówią, że w ogóle trudno go na plebanii zastać. Jedni tłumaczą, że to przez ducha, inni jednak, że przez nawał obowiązków. Proboszcza więc nie ma, ale jest ekipa elektryków, którzy remontują instalację w piwnicy.

Duch tylko manifestuje

- A tak, ksiądz jak zlecał robotę, uprzedzał, że straszy - tłumaczy ze spokojem elektryk. - Ale nic się nie dzieje. Bać się nie boimy, bo i czego. Ten duch to podobno tylko manifestuje swą obecność, ale krzywdy nie robi. Z proboszczem najlepiej rozmawiać.

Księdza proboszcza udaje się złapać telefonicznie, na komórkę. Proszę go o spotkanie i rozmowę o tajemniczych zjawiskach na plebanii. Chętnie też wproszę się na nocleg, jeśli ksiądz pozwoli. Nie pozwala. Bo po co w ogóle pisać o tym duchu?

- Ksiądz sam temat wywołał, mówiąc o tym publicznie na mszy.

- To taka nasza rodzinna sprawa, bo parafia to przecież rodzina - tłumaczy proboszcz ks. Ryszard Jankowski. - Jakby pan z żoną rozmawiał o swoich sprawach przy stole, to chciałby pan, żeby sąsiad o tym słyszał? Zresztą od miesiąca nic się nie dzieje. Jest spokój.

Pytam jeszcze tylko ludzi, czy od dawna wiadomo o duchu na plebanii.

- Sprawę nagłośnił obecny proboszcz, choć podobno straszy od lat - mówi pani z kościółka w Łuszkowie. - Poprzedni proboszcz się nie przejmował i wytrzymał 22 lata, ale ten przed nim był tylko 6 czy 7 lat i się wyprowadził. Podobno przez tego ducha.

Hrabina albo dziewka

Czyj duch zakłóca spokój na plebanii? Teorii we wsi jest kilka.

Pierwsza wskazuje na hrabinę Zofię Chłapowską. Rąbiń i okolice to rodowe dobra Chłapowskich. Zofia w 1853 roku będąc w depresji popełniła samobójstwo. Jej mąż Stanisław Koźmian ufundował po jej śmierci 16-kilometrową śródpolną kopaszewską drogę krzyżowa. Jej połowa znajduje się właśnie przy kościele w Rąbiniu. Druga teoria mówi o księdzu Teofilu Gewegerze zamęczonym w 1942 roku przez hitlerowców w Dachau.

Według kolejnej teorii wszystko za sprawą starego cmentarza. W listopadzie archeolodzy odkryli pod świątynią w Rąbiniu pozostałości po średniowiecznych grobach, których przy rozbudowie kościoła w połowie XVII wieku nie ekshumowano. Być może to dusze tamtych parafian dają teraz o sobie znać na plebanii? Jest też i czwarta teoria. Wedle niej straszy duch jakiejś dziewki, którą w dawnych latach pokrzywdził któryś z ówczesnych proboszczów.

Arkadiusz Jakubowski

Wierzycie w duchy? Wypowiedz się na forum

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje