Reklama

Reklama

Zadłużeni wobec Krotoszyna

Ponad 1370 osób jest winnych miastu pieniądze z powodu niepłacenia podatku od nieruchomości. Kwota zadłużenia sięga ponad 2,2 mln.

Jak poinformowała podczas posiedzenia komisji budżetowo-gospodarczej zastępczyni naczelnika wydziału finansowego Wioleta Kaźmierczak, pomimo tego, że ogólna kwota zadłużenia spada, liczba zalegających z opłatami podatników cały czas rośnie. Skarbnik gminy Grzegorz Galicki wyjaśniał, że jest to spowodowane wykupem lokali spółdzielczych: - Wcześniej tylko spółdzielnia była właścicielką bloków, ale teraz ludzie wykupują mieszkania, przez co rośnie liczba małych podatników. Jak stwierdziła radna Urszula Olejnik, w wielu przypadkach ludzie ci nie pamiętają o płaceniu podatku: - Przez wiele lat spółdzielnia regulowała te należności, więc nie są przyzwyczajeni do płacenia. Kupują mieszkania i myślą, że to wszystko. Zapominają o podatku od nieruchomości.

Sąd i hipoteka

Reklama

W. Kaźmierczak poinformowała, że do wszystkich dłużników trafiają upomnienia: - Wysyłamy ich coraz więcej i mamy już ponad tysiąc tytułów egzekucyjnych. Jej zdaniem interwencja sądu bardzo często jest niezbędna, ponieważ tylko to motywuje mieszkańców do płacenia. - Działa także wejście na hipotekę. G. Galicki dodał: - Pamiętam podatniczkę z Lutogniewa, która cały czas pisała do urzędu wnioski, że nie ma z czego zapłacić podatku, bo nie ma pieniędzy, nie stać jej na nic i w ogóle umiera z głodu. I nagle pewnego dnia przyniosła całe 20 tys. na spłatę długu. Okazało się, że chciała sprzedać swoją nieruchomość i musiała mieć czystą hipotekę. Poprzez wpisy hipoteczne udaje się ściągnąć około 30 proc. długu.

Dłużnicy giganci

Spośród ponad tysiąca dłużników zaledwie dziewiętnastu winnych jest miastu łącznie ponad 1,7 mln. - Gdyby to uzyskać, zaległości spadłyby do 500 tys. Najbardziej zadłużony podatnik zalega miastu 900 tysięcy - stwierdziła W. Kaźmierczak. W tej sprawie cały czas prowadzone są postępowania oraz licytacje. - Jedną działkę tego podatnika sprzedano, ale my z tego dostaliśmy tylko 30 tys., bo w pierwszej kolejności pieniądze idą do pracowników, banku czy urzędu skarbowego.

G. Galicki uzupełnił, że w przypadku kilku mocno zadłużonych podatników miasto nie ma co liczyć na spłatę zaległości: - Co prawda cuda się zdarzają, ale jesteśmy bezsilni. Bo skoro budynek na sprzedaż wyceniono na kilkaset tysięcy, a hipoteka jest zadłużona na kilka milionów, to co można zrobić? Głos na ten temat zabrała również U. Olejnik - pytając, w jaki sposób firmy są wstanie zadłużyć się na tak potężne kwoty. - Nie nam oceniać, dlaczego plajtują. Jeden duży podatnik przeszedł do nas z ościennej gminy już z zadłużeniem na koncie. To są firmy, które padły nie tylko na skutek krachu gospodarczego, ale też błędów w zarządzaniu - odpowiedział skarbnik.

Okazuje się jednak, że od niektórych dużych dłużników udaje się ściągać należności. - Kolej uregulowała zaległość, także fabryka podłóg z Biadek zaczęła płacić - poinformował skarbnik.

Agnieszka Marciniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje