Reklama

Reklama

Brudziński: PiS dobierze sobie kogoś z Platformy

W PO wcześniej czy później dojdzie do tąpnięcia, a wtedy być może z tej części konserwatywnej kogoś dobierzemy - mówi Joachim Brudziński.

- Jak mówił Zagłoba, "jak nam zabraknie wśród żołnierzy, dobierzemy wśród piekarzy" - dodaje w Kontrwywiadzie RMF FM, komentując sytuację posła Gowina.

Reklama

Konrad Piasecki: Szef komitetu wykonawczego Prawa i Sprawiedliwości Joachim Brudziński, dzień dobry.

Joachim Brudziński: - Dzień dobry.

Co PiS zrobi z ambicjami politycznymi państwa Kaczyńskich- Dubienieckich?

- Dlaczego miałbym się zajmować ambicjami politycznymi państwa Kaczyńskich?

Kiedy Marta Kaczyńska mówi, że chciałaby wejść do polityki, to nie powie pan, że drzwi do PiS-u stoją dla niej otworem?

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdyby pani Marta Kaczyńska, córka pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rzeczywiście zechciała wstąpić do Prawa i Sprawiedliwości, to osobiście czułbym się zaszczycony. PiS powstało w oparciu o autorytet taty pani Marty Kaczyńskiej. Wbrew temu, o czym niektórzy próbują dzisiaj zapomnieć, Lech Kaczyński był pierwszym prezesem PiS. Nie byłoby naszych rządów, nie byłoby mnie w parlamencie, nie byłoby w parlamencie Pawła Poncyljusza, Elżbiety Jakubiak. Gdyby nie Lech Kaczyński.

Przekładając to na język praktyki: jeśli Marta Kaczyńska powie, że chce startować do parlamentu, pan powie: "proszę bardzo, nie ma przeciwwskazań".

- W tym ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Ja nigdy nie usłyszałem, że pani Marta Kaczyńska wyraża taką wolę i taką chęć.

Ale słyszy pan, że jej mąż wyraża. Mówi raz czasami o Sejmie, teraz mówi o Senacie, o Parlamencie Europejskim. Dla niego też droga otwarta?

- Mnie u uszach jeszcze brzmią słowa pana Dubienieckiego, że nie rozważa w najbliższym czasie aktywności politycznej. I z tego co wiem, to nawet dosyć lekceważąco o polskim Sejmie w ostatnim czasie się wypowiadał. No i tyle.

Czyli Marta tak, Marcin nie.

- Panie redaktorze. Jeżeli którekolwiek z nich taką wolę będzie wykazywało, to wtedy będziemy na ten temat rozmawiali. Ale na pewno też nie w takiej kolejności, o jaką bardzo często państwo pytacie. To znaczy, z którego miejsca, w którym okręgu jakoby pan Marcin Dubieniecki miałby startować. Najpierw decyzja i deklaracja o wstąpieniu do PiS, a takiej nie ma, a potem dopiero ewentualnie moglibyśmy rozmawiać o miejscach...

... taka kariera rodzinna to nie byłby nepotyzm czystej wody?

- Proszę pana, nie przypuszczam, żeby w najbliższych wyborach parlamentarnych kandydowała zarówno pani Marta Kaczyńska jak i tym bardziej pan Dubieniecki.

Ale tylko pan przypuszcza, pewności pan nie ma?

- Panie redaktorze, mam taką pewność. Na pewno na naszych listach, w najbliższych wyborach nie będzie pana Marcina Dubienieckiego. Nie przypuszczam, aby taką wolę, czy chęć wykazywała również pani Marta Kaczyńska.

A kiedy Marta Kaczyńska mówi, że PJN nie ma prawa do dziedzictwa po jej tacie, to leje miód w pańskie serce?

- To mówi prawdę przede wszystkim.

Naprawdę pan uważa, że jest jakakolwiek partia, o której można powiedzieć: "wy nie macie prawa do tego dziedzictwa"?

- Panie redaktorze, jeżeli osoby, które z jednej strony bardzo chętnie chciałyby się podczepić pod autorytet świętej pamięci pana Lecha Kaczyńskiego, które twierdzą, że są wręcz jego dziećmi w sensie politycznym. I te same osoby, będąc jeszcze w trakcie emocji kampanii wyborczej na prezydenta, w której jakoby wspierały i stały u boku brata pana prezydenta, w tym samym czasie kontaktują się, przymilają do osoby, która w sposób tak niegodny, żeby nie powiedzieć chamski, uwłaczała czci i pamięci, czyli mam tutaj na myśli Palikota, trudno móc tutaj mówić o jakimś dziedzictwie.

Czy nie byłoby wspaniale, gdyby wszystkie partie przyznawały się, po trochu, do dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego?

- Panie redaktorze, my niczego ani nikogo nie zagarniamy.

Zagarniacie. Mówi pan, że PJN nie ma takiego prawa, bo się kontaktował z Palikotem. Ja też widzę posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy rozmawiają z Palikotem.

- Ale panie redaktorze, nam nie chodzi o to, kto się z kim kontaktował. Nam chodzi o coś zupełnie innego. Palikot był tym , który już po tej tragicznej śmierci, twierdził, że Lech Kaczyński, będąc pijanym, ma krew na rękach, że on doprowadził do tej katastrofy. Trudno sobie wyobrazić bardziej haniebne, bardziej obraźliwe wypowiedzi.

Na widok Palikota prawdziwy PiS-owiec powinien przechodzić na drugą stronę ulicy.

- Na szczęście dylemat związany z Palikotem mamy za sobą. Palikot jest dzisiaj folklorem politycznym, a ci, którzy się do niego łasili w lipcu, np. Joanna Kluzik-Rostkowska czy Paweł Poncyljusz, mają powody do tego, żeby czuć się takim samym folklorem, jakim jest Palikot, jeżeli chodzi o ich byt polityczny. Mają podobne poparcie społeczne i dobrze, bo powiem zupełnie szczerze, że byłbym ostatnim, który miałby się smucić z tego powodu, że PJN we wszystkich sondażach nie przekracza progu wyborczego.

Są takie sondaże, w których im trochę lepiej idzie.

- I zaraz na drugi dzień ukazuje się kolejny sondaż. Sądzę, że stąd się biorą te rozpaczliwe próby zaistnienia w przestrzeni społecznej i politycznej za wszelką cenę.

To a propos sondaży i wyborów: PiS będzie w tych wyborach szedł po władzę czy w ławy opozycji?

- W partii politycznej jest się po to, żeby aspirować do sprawowania władzy.

Czyli chcielibyście rządzić po wyborach?

- Oczywiście.

A z kim?

- Dlaczego pan uważa, że za wszelką cenę musimy szukać koalicjantów?

Uważa pan, że będziecie samodzielnie rządzić?

- Nie tylko tak uważam, ale ja to wiem. Każda partia polityczna powinna do tego dążyć.

Czyli wie pan, że będziecie rządzić samodzielnie?

- Oczywiście. Wszystko robię w tym kierunku.

Gratuluję dobrego samopoczucia. Ono jest podobno bardzo ważne, również w polityce.

- Panie redaktorze, oby pan nie musiał za parę miesięcy połykać własnego języka i tłumaczyć się ze swojej złośliwości, że rzeczywiście pan się pomylił. Czy przed wyborami w 2005 roku uwierzyłby pan, że będziemy rządzić? Daliśmy radę.

Rzeczywiście nie wierzyłem, że będziecie rządzić z Samoobroną i LPR-em. Moja wiara została brutalnie podważona.

- Ja też w to nie wierzyłem. Ale cóż począć, że po ogłoszeniu wyników pan Donald Tusk bezradnie rozłożył ręce i powiedział, że jest mu trochę smutno.

Ale będziecie rządzić samodzielnie, bo nie widzicie partnera do rządzenia? Czy pan widzi jakąś partię, z którą ewentualnie moglibyście rządzić? Bo pan bezpiecznie będzie mówił, że chcecie uzyskać ponad 50 proc. i wygrać wybory. Mała szansa jest na to, więc pytam: jeśli się nie uda, to z kim?

- Twierdzenia, że jesteśmy partią bez zdolności koalicyjnych - chociażby po tym przypomnieniu mało sympatycznej dla mnie koalicji - są czymś nad wyraz niesprawiedliwym. Na pewno sobie poradzimy.

Czyli z SLD też nie będziecie rządzić?

- Sądząc też po tym, co się dzieje w PO, prędzej czy później dojdzie tam do gwałtownego tąpnięcia i być może z tej części konserwatywnej kogoś dobierzemy. Jak mawiał Zagłoba: "jak nam zabraknie żołnierzy, dobierzemy wśród piekarzy".

To pytanie na koniec: mówicie twarde "nie" Zgromadzeniu Narodowemu 10 kwietnia?

- To jest taka próba zaistnienia w pewnym dyskursie politycznym.

Ale to piękna idea. 10 kwietnia w rocznicę największej tragedii narodowej od czasu II wojny światowej zbierają się wszyscy posłowie i senatorowie i wspólnie czczą tę rocznicę.

- Po pierwsze 10 kwietnia wypada w niedzielę. To jest próba rozmycia się z oczekiwaniami społecznymi. 10 kwietnia będziemy na Krakowskim Przedmieściu, w tym miejscu, które rok temu wybrali Polacy.

Czyli jeśli będzie Zgromadzenie Narodowe, to je zbojkotujecie?

- Nie sądzę, żeby takie Zgromadzenie Narodowe było, bo jest to zupełnie irracjonalny pomysł.

Ale jeśli będzie, to je zbojkotujecie?

- Dlaczego pan używa określenia "bojkot"? Niczego ani nikogo nie chcemy bojkotować. 10 kwietnia chcemy być z setkami tysięcy Polaków w tym miejscu, które wybrali Polacy, czyli na Krakowskim Przedmieściu.

Dowiedz się więcej na temat: Prawo i Sprawiedliwość | Joachim Brudziński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje