Graś: Deficyt duży, ale pod kontrolą

Mając do wyboru podniesienie podatków albo zwiększenie deficytu, wybraliśmy to drugie - stwierdził Paweł Graś, gość Przesłuchania RMF FM.

Rzecznik rządu powiedział również, że wydatki MON budzą pewne wątpliwości: Zwłaszcza gdy zdarzają się tragedie (...) jak śmierć polskiego żołnierza, to wtedy wszyscy łącznie z premierem zadajemy sobie pytanie, czy te ciężkie miliardy, które co roku budżet państwa przeznacza na MON, trafiają tam, gdzie trzeba.

Reklama

Agnieszka Burzyńska: Niezniszczalny Rosomak nazywany przez talibów "zielonym smokiem" jednak zniszczony. Polski żołnierz nie żyje. Zaczynamy od smutnej informacji i pytania - zwiększymy kontyngent w Afganistanie?

Paweł Graś: Przede wszystkim zaczynamy od kondolencji i wyrazów współczucia dla rodziny, dla najbliższych i dla kolegów zmarłego polskiego żołnierza. To jest taki dzień, gdzie wszyscy łączymy się z rodziną w bólu. Natomiast jeśli chodzi o to, co dalej się będzie działo w Afganistanie, to jak wiadomo rząd podjął decyzję o wprowadzeniu tzw. pakietu afgańskiego, czyli dozbrojeniu, doposażeniu naszych sił zbrojnych. Nie ma jeszcze decyzji, co do zwiększenia ilości żołnierzy, nie było takiego wniosku ze strony ministra obrony.

Obejrzyj Przesłuchanie RMF FM

A jeśli taki wniosek będzie - zostanie zaakceptowany, czy nie ma szans?

Wydaje się, że po analizie, po tym co chociażby na własne oczy miał okazję oglądać pan premier w czasie pobytu w Afganistanie, po tym czego dowiadywał się od dowództwa i od żołnierzy...

Bolączką nie jest brak ludzi, tylko brak sprzętu.

Dokładnie. Brak sprzętu, który zapewniałby w miarę bezpieczną mobilność naszych żołnierzom.

Ale są tacy, którzy mówią: "Jeśli chcemy dostosować obszar odpowiedzialności do liczby żołnierzy, powinniśmy zmniejszyć obszar, za który odpowiadamy" - to słowa generała Stanisława Kozieja. Zmniejszymy prowincję?

Na razie nic na ten temat nie wiadomo. Nie ma również takich wniosków ani od Afgańczyków, ani od polskiej strony. Wydaje się, że tak naprawdę problemem jest decyzja całego NATO, sił ISAF, które tam stacjonują. Nowy szef kontyngentu NATO-wskiego próbuje wprowadzić nową taktykę, ponieważ stara zawiodła, to widać wyraźnie. Próbuje wdrożyć nowe rozwiązania. Trzeba poczekać, czy te rozwiązania zafunkcjonują i zaskutkują. Ale większym problemem są w tej chwili problemy związane z funkcjonowaniem całego kontyngentu a nie jego polskiej części.

Do tego przechodzimy. Czy minister Klich całkowicie panuje nad swoim resortem?

Oczywiście. Jak najbardziej. Każdy minister powinien panować, od tego się jest ministrem.

Ale kiedy teraz dowiadujemy się, że minister w pośpiechu podpisuje decyzje w sprawie samolotów bezzałogowych podczas gdy generał Skrzypczak wysyłała w tej sprawie oficjalne pismo, dużo ponad półtora roku temu - ja tego nie rozumiem.

Pan minister nie podpisuje tej decyzji w pośpiechu. Jeśli chodzi o samoloty bezzałogowe to odbyły się już trzy próby podejścia do przetargów. To są poważne wydatki, to są poważne inwestycje.

Ale może trzeba było to zrobić od razu w ramach tej pilnej potrzeby operacyjnej?

Nie udało się wtedy tego zrobić ze względu na protesty i na problemy w realizacji tych przetargów. W związku z tym, już kilka tygodni temu, po decyzji rządu i po zielonym świetle, jakie od Rady Ministrów pan minister Klich otrzymał, uruchomił procedurę zakupu samolotów bezzałogowych.

A premier ma już pewność, że w MON-ie pieniądze wydawane są dobrze?

To, czy pieniądze są wydawane dobrze, czy niedobrze to po pierwsze ocenia Rada Ministrów. Po drugie cały szereg instytucji kontrolnych.

A ostatnio Donald Tusk mówił, że takiej pewność nie ma i budzi to jego irytację. Czy owa irytacja nie minęła, czy minęła?

Rzeczywiście tak jest. Zwłaszcza gdy zdarzają się tragedie, jeśli dotyka nas to co najboleśniejsze, czyli śmierć polskiego żołnierza, to wtedy wszyscy łącznie z premierem zadajemy sobie pytanie, czy te ciężkie miliardy, które co roku budżet państwa przeznacza na resort obrony narodowej, czy one rzeczywiście trafiają tam, gdzie trzeba. Chociażby po tych kilku przypadkach widać, że przynajmniej część z tych pieniędzy powinna być lokowana tak, by przede wszystkim służyła bezpieczeństwu naszych żołnierzy w Afganistanie. W drugiej części realizacji inwestycji przyszłościowych, na zagrożenia hipotetyczne w Polsce, które być może będą, a być może nie.

Będzie kontrola wydatków w MON-ie?

Kontrolą wydatków zajmują się po pierwsze instytucje kontrolne wewnętrzne, resortowe. Po drugie Najwyższa Izba Kontroli. To są organy, które mają siły, środki i odpowiednie narzędzia, żeby tego typu kontrole prowadzić.

Budżet Ministerstwa Obrony Narodowej zostanie wyłączony z tego obowiązku przeprowadzenia 10-procentowych cięć?

Wszędzie będziemy szukać oszczędności. W każdym resorcie, również w resorcie obrony.

Czyli nie zostanie pominięty, będzie musiał szukać 10-procent.

Z bardzo twardym zaleceniem, które zresztą już obowiązywało przy poprzednich cięciach budżetowych.

Ale przecież MON ściął już te wydatki bardzo.

Żadnych oszczędności na bezpieczeństwie żołnierzy.

Deficyt budżetowy ponad 52 miliardy złotych. To ostatnie wyliczenia Jacka Rostowskiego na przyszły rok. Premier nie spadł z krzesła jak to usłyszał?

Myślę, że nie. Natomiast sytuacja jest trudna. Wszyscy wiemy, że ciągle borykamy się z kryzysem. Mieliśmy do wyboru właściwie dwie drogi - albo podniesienie wydatków, a obiecaliśmy Polakom, że podniesienia podatków nie będzie, albo zwiększenie deficytu. Mając do wyboru zwiększenie podatku VAT o 4 procent, a zwiększenie deficytu - minister Rostowski wybrał zwiększenie deficytu.

Ale to minister Rostowski zawsze podkreślał, że będzie dbał przede wszystkim o to, aby deficyt był niski. Teraz ma być gigantyczny. Dwa razy większy. Co się stało?

Będzie tak niski, jak się tylko da, dlatego, że nie ma możliwości uruchomienia żadnych innych instrumentów takich, które by temu wypełnieniu dziury budżetowej służyły. Nie będzie podniesienia podatków. Ze strony prezydenta i opozycji nie ma zgody na ograniczenie wydatków - bo pan prezydent zapowiedział, że tego typu ustawy będą wetowane. Nie ma zgody na to, żeby przejąć zysk NBP. Jak słyszymy nawet prywatyzacja nie podoba się panu prezydentowi i opozycji. Bardzo ja krytykują. W związku z tym, rząd ma bardzo ograniczone możliwości działania.

I ten projekt zostanie przyjęty?

Najważniejsze, że ten deficyt będzie pod kontrolą i pan minister Rostowski ma wypracowaną taką mapę drogową na trzy lata, jak z tego deficytu wyjść w przewidywalnym okresie czasu. Myślę, że to jest taki sygnał, który rynki powinien uspokoić.

Dlaczego premier nie dotrzymuje słowa?

Pan premier dotrzymuje słowa.

"Minister Grad pożegna się ze stanowiskiem, jeżeli do końca sierpnia na konto nie wpłyną pieniądze za stocznie" - tak mówił premier. Pieniędzy nie ma, Grad wciąż jest ministrem.

Jak powiedział pan premier dokładnie 31 sierpnia przed uroczystościami wrześniowymi, chce sobie dać jeszcze kilka dni czasu na to, żeby przeanalizować sytuację stoczni. To są poważne decyzje. Pan minister Grad jest zaangażowany nie tylko w prywatyzację stoczni, ale również w inne procesy. Chociażby w negocjacje z EURECO, chociażby w prywatyzację, która jest nam teraz potrzebna. Dlatego pan premier chciał tych kilku dni, żeby nad tą sprawą spokojnie się zastanowić. Zgodnie z tym, co zapowiedzieliśmy, w najbliższy wtorek, po Radzie Ministrów, pan premier osobiście poinformuje o decyzjach wobec ministra Grada.

Ale jeśli dymisji nie będzie, to jak mamy uwierzyć w inne obietnice premiera chociażby te, że nie będzie podwyżki podatków?

Jak pokazuje przykład innych ministrów, nie będę ich wymieniał, takie dyscyplinujące działania pana premiera odnoszą czasem skutek i to bardzo dobry.

Ale tutaj nie przyniosły żadnego skutku. Pieniędzy nie ma.

Pieniądze rzeczywiście od katarskiego inwestora na czas nie wpłynęły. Zobaczymy. Jak powiedziałem, ostateczna decyzja we wtorek po Radzie Ministrów.

Czy jest pan człowiekiem niedbałym?

Nie.

Tak powiedziała pańska koleżanka Julia Pitera tłumacząc zabranie syna w służbową podróż do Sopotu i nocleg na koszt podatników. Zwrócił pan te pieniądze?

Zamiast odpowiedzi przeczytam fragment notatki służbowej Kancelarii Premiera i hotelu Sheraton: "Kancelaria Premiera nie ponosi żadnych kosztów związanych pobytem Jakuba Grasia w hotelu Sheraton. Żadne z przedstawionych w dzienniku "SuperExpress" obciążeń nie dotyczy syna pana Pawła Grasia. Wszelkie usługi dodatkowe zostały uiszczone przez pana ministra przy użyciu osobistej karty kredytowej".

Na miejscu pan zapłacił?

Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. Cieszę się, że zakochała się we mnie gazeta "SuperExpress". Zobaczymy, czy ta miłość będzie długotrwała.

Czytaj w serwisie BIZNES: Takiego deficytu jeszcze nie było

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje