Reklama

Reklama

Hofman: Kaczyński nie chce zostać blogerem, chce być premierem

Jarosław Kaczyński napisał, pracownik wkleił - prezes już wie, że blog to sukces - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Adam Hofman.

Przez blog ominęliśmy telewizyjny matrix. To nieprawda, że PiS do 10 kwietnia zrezygnował z mówienia o Smoleńsku. Będziemy mówić o katastrofie, gospodarce i służbie zdrowia. Prezes będzie zdecydowany, czasem twardy. Gniew prezesa PiS jest Polsce potrzebny - mówi gość RMF FM.

Reklama

Konrad Piasecki: Czy Jarosław Kaczyński wie, że został blogerem?

Adam Hofman: - Co za pytanie. Oczywiście, szukamy takich miejsc, przez które można docierać do wyborców, do internautów.

"My szukamy", ale czy Jarosław Kaczyński wie, że znalazł takie miejsce?

- Wie, że znalazł.

Czyli wie, że jest blogerem?

- Napisał dobry tekst, który pojawił się na blogu. Znaleźliśmy formę, która omija matrix telewizyjny i to dobrze.

Dobry tekst, który został już dwa tygodnie wcześniej wygłoszony.

- Nie, to jest inny tekst. On oczywiście opiera się na tym, co Jarosław Kaczyński mówił i co myśli o gospodarce - nowoczesny patriotyzm gospodarczy, tylko że zostało to przystosowane do języka pisanego.

I przyszedł taki dzień, że Jarosław Kaczyński usiadł przed komputerem, wpisał ten tekst i wrzucił samodzielnie do sieci.

- Nie. On to napisał, a wkleił jego współpracownik w biurze.

A czy Jarosław Kaczyński będzie samodzielnie wrzucał teksty, pisał, odpowiadał, polemizował?

- Dziś na pewno na kilka pytań odpowie. Na 1500 komentarzy, które pojawiły się pod jego tekstem pewnie nie, bo to jest niemożliwe.

Jego internetowa biegłość już jest tak duża, że potrafi wklejać linki, przedzierać się przez tajniki internetu?

- Jarosław Kaczyński nie ma aspiracji bycia czołowym polskim blogerem. Ma aspiracje zostać polskim premierem. Blog jest jednym z narzędzi docierania do internautów i mamy tę możliwość.

Bo są złośliwcy, którzy podważają tę biegłość. Marek Migalski mówi, że prezes nie potrafił nawet pisać na maszynie, nie obsługiwał komputera, nie ma bladego pojęcia czym jest portal albo link.

- Bloger Migalski jest złośliwy, ale to jego prawo. Stał się blogerem, bo politykiem już właściwie nie jest.

To Marek Migalski. A prezes?

- A prezes jest politykiem, a blogerem nie chce się stać. Używa bloga jedynie do kontaktu z internautami. Rozumie nowoczesny świat.

Rozumiem, że następny krok to konto Jarosława Kaczyńskiego na Facebooku?

- Oczywiście będą takie miejsca, gdzie Jarosław Kaczyński będzie się pojawiał w internecie siłą rzeczy. Platforma ograniczyła telewizję i radio, więc musimy szukać innych możliwości, przestać się żalić i wygrywać w warunkach, które są narzucone.

Gdyby Jarosław Kaczyński zaczął rano wstawać, ma otwarte zaproszenie do RMF-u. Proszę go namówić. Ale mówiąc już absolutnie serio: czy to jest kolejna próba ocieplenia wizerunku prezesa? Czy to jest marzenie o prezesie, który jest bliżej Polaków, pokazuje się jako normalny człowiek, a nie gdzieś zamknięty w wieży z kości słoniowej?

- Nie. Uważam, że to, co robiła Joanna Kluzik-Rostkowska czy bloger Migalski w kampanii wyborczej, czyli próba ukazania takiej wielkiej zmiany, było błędem. Przez to nie wygraliśmy kampanii wyborczej. Polsce potrzebny jest Jarosław Kaczyński taki, jaki jest. I w tym kontekście, w którym kraj jest w trudnym miejscu na arenie narodowej i w polityce wewnętrznej, właśnie zdecydowany, konsekwentny, czasem twardy Jarosław Kaczyński jest Polsce potrzebny.

Czyli czym są takie próby jak ten blog?

- To jest próba dotarcia do wyborców z Jarosławem Kaczyńskim takim jakim jest.

To jest próba, ale mniej radykalna niż ta Joanny Kluzik-Rostkowskiej?

- Nie, to jest po prostu inne narzędzie dotarcia do ludzi, nic więcej.

Ale chciałby pan, żeby prezes był zagniewany i mniej "smoleński"?

- Chodzi o to, żeby ten gniew był w ważnych dla Polski sprawach. Nie tylko w sprawie Smoleńska, ale także tego, co rząd robi dziś z naszymi emeryturami. Ten gniew prezesa jest Polsce potrzebny.

Czyli ma być i zagniewany i blogerowski.

- Nie, ma być sobą. I on właśnie taki jest potrzebny, by Polsce przywrócić normalność., bo ta normalność jest zagrożona.

A to prawda, że do 10 kwietnia PiS ma mówić jak najmniej o Smoleńsku?

- Nie, to jest jakaś bzdura.

Czyli będziecie mówić to samo co do tej pory.

- Będziemy mówić zarówno o Smoleńsku, bo to jest sprawa stanu i prestiżu państwa na arenie międzynarodowej, ale także o innych sprawach: gospodarczych, społecznych, o służbie zdrowia.

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław | bloger | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy