Reklama

Reklama

Hofman: Mówię Niesiołowskiemu "dzień dobry"

Mijam pana posła, wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego, który także jest profesorem, na korytarzu, zawsze oddaję mu to, że jest profesorem, mówię mu "dzień dobry", ale nie chcę mieć z nim politycznie nic wspólnego - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM rzecznik PiS Adam Hofman.

Konrad Piasecki: Panie pośle, co to znaczy "odstrzelić"?

Reklama

Adam Hofman: - Wyeliminować z polityki, nie wiem, wyciąć z listy - czasem się tak mówi w polityce.

Słownik Języka Polskiego: "odstrzelić" - "Zastrzelić wyznaczoną sztukę, lub określoną liczbę zwierzyny". A pan chce odstrzelić Stefana Niesiołowskiego.

- Tak, wczoraj Platforma próbowała z tego zrobić temat. Oczywiście nie dało się, bo każdy, kto potrafi słuchać i czytać ze zrozumieniem, jak widział tę wypowiedź, wiedział, że to jest jasny kontekst. Może przez niektórych źle zrozumiany, ale to nie mój problem, że nie wszyscy potrafią słuchać ze zrozumieniem. Jasne jest, że chodzi o to, by Stefan Niesiołowski, skoro za głupotę wylatuje Węgrzyn, to za większe głupoty, które opowiadał, powinien wylecieć i on. A gdybym powiedział "wylecieć"?

Jasne jest też to, że kiedyś PiS głosił: "Uważamy za niedopuszczalne wyrażenia wzywające do przemocy". Pamięta pan gdzie?

- Ja nadal to podtrzymuję. Moje wyrażenie nie wzywa do przemocy.

Skąd jest to cytat?

- Ja nadal to podtrzymuję, nie wiem, skąd, ale tak uważam. A gdybym powiedział "wylecieć", to pan by mówił, jak ja mogę namawiać Stefana Niesiołowskiego, żeby latał. Przecież nie potrafi latać i jeszcze gdzieś wyskoczy i spadnie.

Proszę nie sprowadzać wszystkiego do absurdu.

- Ale to jest absurd, jak się z takich wypowiedzi próbuje zrobić zarzut.

Czy pamięta pan, skąd jest ta niedopuszczalność wyrażeń wzywających do przemocy zaczerpnięta?

- Nie pamiętam, ale jest potrzebna. Nadal to jest aktualne.

Słynna deklaracja łódzka prezesa Kaczyńskiego.

- No i słusznie. Popieram.

Żądaliście, wzywaliście, domagaliście się, żeby w polskiej polityce nie było języka i nie było słów, które mogą wzywać do przemocy. Słowo "odstrzelić" jest takim słowem, co by o nim nie powiedzieć.

- Nadal tak uważam, a uważam, że w tym kontekście nie jest.

Nie przeprosi pan Stefana Niesiołowskiego.

- Ale nie mam za co, naprawdę nie mam za co. Moim zdaniem Stefan Niesiołowski powinien przeprosić za wiele wyrażeń i odejść z polityki. To jest moje prywatne zdanie, wyraziłem je wczoraj na antenie jednej z telewizji. Ktoś próbował z tego zrobić aferę, nie dało się, koniec.

Z racji różnic wieku, doświadczeń, także zasług w PRL-u, mógłby pan powiedzieć "przepraszam, wycofuję się, te słowa uznajmy za niebyłe".

- Mijam pana posła, wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego, który także jest profesorem, na korytarzu, zawsze oddaję mu to, że jest profesorem, mówię mu "dzień dobry", ale nie chcę mieć z nim politycznie nic wspólnego.

Czy PiS bierze odpowiedzialność za to, co stanie się 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu?

- A w jakim kontekście pan redaktor pyta?

Politycy PiS-u, osoby związane z PiS-em składają wnioski o tę demonstrację, czy wnioski o pozwolenie na demonstrację, czy to jest tak, że robią to z błogosławieństwem partyjnym?

- To ja bym chciał powiedzieć, że tu jest nieprawda. Ani politycy z PiS-u, ani osoby związane z Prawem i Sprawiedliwością.

Znam Macieja Wąsika od lat 20, jest człowiekiem Prawa i Sprawiedliwości.

- To ja tylko mówię: Prawo i Sprawiedliwość organizuje, bierze udział w takich rzeczach, które samo robi. To jest msza święta, to jest procesja i msza święta wieczorem. To jest sala kongresowa o 13. I to jest składanie kwiatów na Powązkach na grobach naszych przyjaciół. I to są rzeczy, które robi Jarosław Kaczyński, robi Prawo i Sprawiedliwość. Oprócz tego jest spontanicznie albo organizowana przez inne instytucje.

Cała reszta dzieje się spontanicznie i bez błogosławieństwa partyjnego.

- Jest koncert "Gazety Polskiej" na Placu Zamkowym, są różne spontaniczne spotkania, ale naprawdę my nic więcej nie robimy.

Ale chcielibyście tam demonstracji i sami będziecie uczestniczyć w tym wszystkim, co dziać się będzie 10 kwietnia raczej w nastroju żałobnym czy gniewnym?

- Ja uważam, że spontaniczne pojawienie się ludzi rok temu, zbudowanie takiego kapitału solidarności, gestu solidarności z tymi, którzy zginęli, powtórzy się w tym roku. I to musi być chwila zatrzymania, zobaczenia, ile w nas tego zostało, co się stało.

Wtedy to była rzeczywiście żałoba, a dzisiaj to, co dzieje się każdego 10. to są często demonstracje silnie nacechowane polityką - tak to powiedzmy.

- Nie, to jest msza, po mszy jest wymarsz i przejście pod Pałac Prezydencki. Ja naprawdę nie widzę w tym... Ja wczoraj słyszałem też redaktor Olejnik, która mówiła, podburzała...

Nie słyszy pan haseł przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu? Twardych, mocnych?

- Dobrze, ale przychodzą ludzie, jest demokracja, mają prawo mówić, co myślą o swoim prezydencie.

Oczywiście, że mają, chociaż chciałoby się, żeby ton tego, co mówią, był zupełnie inny.

- Ja bym chciał, żeby na przykład te działania prezydenta były zupełnie inne.

Ciężko powiedzieć, że tam jest dzisiaj tylko żałoba.

- Musi być w tym wszystkim zatrzymanie się, żałoba, wspomnienia. Ale także musi być w tym wszystkim przyszłość, pewna kontynuacja tego, co się zatrzymało, ale także domaganie się prawdy. To jest oczywiste. W tym domaganiu się prawdy czasem jest gniew, bo jak widzę, co rząd robi, to ja się też czasem gniewam. Jak daje nas ogrywać na arenie międzynarodowej Rosji, jak dawał niszczyć dowody. Ja się też gniewam.

Jak pisze dzisiaj Jarosław Kaczyński w "Polityce": "dadaiści na każde zawołanie Rosjan odpowiadają: Da! Da!".

- Tak, to jest fake, jak się dzisiaj mówi.

Ale to nieprawdziwy felieton Jarosława Kaczyńskiego.

- Nieprawdziwy felieton, to jest tzw. fake "Polityki" w tonie żartobliwym, ale to akurat z dadaistami dobry żart. Anegdota.

Poza tym pastisz ostatnich artykułów Jarosława Kaczyńskiego całkiem dobry. Ale chciałem zapytać, czy to jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość już do końca świata będzie demonstrowało swoją żałobę i swój sprzeciw akurat przed Pałacem Prezydenckim? Co by było, gdyby powstał pomnik? Czy powstanie pomnika byłoby takim momentem, w którym zmienilibyście miejsce demonstrowania?

- Sądzę, że tak. W polskiej kulturze jest tak, że dopóki nie odda się godności tym, którzy odeszli, to żałoba się nie kończy. Pomnik w centrum stolicy Polski należy się prezydentowi, jego małżonce i wszystkim ofiarom - to jest oczywiste. Dlaczego tego nie ma? Dlatego, że rządzą nimi ludzie, którzy nie rozumieją tego, co jest ważne i co jest substancją.

Twarda deklaracja: powstanie pomnik - będziecie składali kwiaty i palili znicze przed pomnikiem.

- Moim zdaniem powstanie dobrego i godnego pomnika w stolicy jest takim momentem, kiedy można powiedzieć, że oddaliśmy hołd tym, którzy polegli i to jest dobry moment, żeby powiedzieć, że można by myśleć o zakończeniu tej żałoby.

Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie chce podpisać wniosku o odwołanie ministra Rostowskiego?

- Dwukrotnie składaliśmy już wotum nieufności.

Już macie dość przegranych?

- Nie, nie współpracujemy z lewicą, nie będziemy z nimi współpracować. Merytoryczne argumenty są, więc jak wniosek trafi do Sejmu, będziemy za nim głosować.

Ale wiecie, że bez was tego wniosku nie złożą.

- To jest problem lewicy, która jest taką pseudoopozycją. Nas trochę śmieszy, gdy lewica w ważnych sprawach popiera Platformę, a teraz ubiera się w piórka wielkiej opozycji.

Ostrożnie, ostrożnie panie pośle, bo to mogą być wasi koalicjanci za parę miesięcy.

- Nie, na pewno nie będą, więc nie ma co się tutaj obawiać.

Już pan zmienił zdanie? Bo to pan był entuzjastą koalicji z SLD.

- To lewica zmieniła zdanie. SLD stracił szansę, żeby stać się lewicą. Napieralski i młodzi mieli szansę, by zerwać z tą spuścizną. Niestety Miller, Kwaśniewski, ci wszyscy ludzie, to lewica, z którą ja nie chcę mieć nic wspólnego.

Czy jest jakiś warunek powrotu któregoś z polityków PJN do PiS-u, który musi spełnić?

- Uważam, że nie dotyczy to oczywiście tych, którzy rozmawiali z Palikotem, także w jego domu.

Ostatnio się okazało, że i Mariusz Kamiński z CBA był kiedyś u Palikota.

- Nic o tym nie słyszałem. Mówię tylko, że w tym kontekście, kiedy Janusz Palikot ostro atakował prezydenta...

Pytam o warunek innych, tych, którzy się nie spotykali z Palikotem. Jest jakiś warunek, który mają spełnić?

- Gdy myślę o Palikocie, to sądzę, że to, iż ktoś się z nim spotykał wtedy, kiedy on atakował prezydenta, to go dyskwalifikuje. Ale mogę powiedzieć, że reszta, gdyby ktoś uznał, że popełnił błąd w wyborach samorządowych rozwalając centroprawicową partię, to ma szansę rozmawiać.

I każdy może rozmawiać, z wyjątkiem Kluzik i Poncyljusza?

- Musi uznać, że to był błąd - i ma możliwość rozmowy. Uważam, że taką możliwość, z tych ludzi, którzy wyszli, którzy są dziś w klubie PJN, ma każdy. Ale co do decyzji, czy będą mogli wrócić, to po rozmowach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy