Reklama

Reklama

Jacek Saryusz-Wolski gościem Faktów RMF FM

Jacek Saryusz-Wolski jest członkiem Komitetu Integracji Europejskiej.

Tomasz Skory: 25 proc. tego co w formie dopłat bezpośrednich otrzymują rolnicy Unii Europejskiej w 2003 roku, 30 proc. w kolejnym, 35 proc. w kolejnym i tak dalej, czy ta propozycja Komisji Europejskiej nadaje się choćby do rozważenia, nie mówiąc o zaakceptowaniu?

Reklama

Jacek Saryusz-Wolski: Przede wszystkim trzeba ją szczegółowo przestudiować, dlatego że jest tam szereg elementów dodatkowych dotyczących funduszy strukturalnych i samej metody. Natomiast generalnie jest to stanowisko, które dla Polski byłoby bardzo trudne do przyjęcia, czy wręcz nie do przyjęcia, ze względu na poziom - odbiega radykalnie od polskich oczekiwań. Sama długość dochodzenia do pewnych płatności jest niewyobrażalnie długa.

Tomasz Skory: Dziesięć lat, a tymczasem ubiegająca się o członkostwo w Unii Polska wielokrotnie podkreślała, że chce być pełnoprawnym członkiem Unii od pierwszego dnia członkostwa.

Jacek Saryusz-Wolski: I że domaga się równoprawnego traktowania swoich obywateli i swoich podmiotów gospodarczych.

Tomasz Skory: Czyli zaproponowano nam członkostwo drugiej kategorii.

Jacek Saryusz-Wolski: Ja bardzo nie lubię używać tego terminu. Miałem i nadal mam nadzieję, że to członkostwo będzie członkostwem pełnym. Natomiast, gdyby to miały być odmienne reżimy rolne z zachowaniem granicy celnej i nie równe traktowanie naszych podmiotów gospodarczych, którymi są w końcu rolnicy, to by oznaczało dla Polski takie członkostwo, które byłoby bardzo trudne do przyjęcia.

Tomasz Skory: A czy Polska może się bronić właśnie cłami przed tego rodzaju działaniem Unii Europejskiej.

Jacek Saryusz-Wolski: Oczywiście może zachować cło i ochronę, tylko pytanie, czy to będzie takie członkostwo o jakie nam chodzi? Bo zachowanie fizycznej granicy celnej na naszej zachodniej granicy oznacza, że nie będziemy w takim stopniu i takim członkiem jak inne kraje członkowskie. I sądzę, że może być iunctim między naszą granicą zachodnią i naszą granicą wschodnią. Po co zamykać granicę wschodnią, jeśli pozostanie granica zachodnia, inaczej mówiąc.

Tomasz Skory: Mówiąc po męsku - jesteśmy bezsilni wobec tej propozycji?

Jacek Saryusz-Wolski: Nie, to nie jest tak. To jest pierwsza próba. Ja chciałbym powiedzieć, że jest jeden element w tym stanowisku Komisji, który trzeba z ogromną satysfakcją powitać. Dlatego, że Unia Europejska, czy Komisja w tym wypadku, ponieważ do stanowiska Unii jeszcze daleko - to kraje członkowskie muszą przedyskutować i zaakceptować. Otóż Komisja Europejska przyznała, że dopłaty bezpośrednie się należą, czyli co do zasady wypowiedziała się...

Tomasz Skory: Ale wszystkim w Unii się należą.

Jacek Saryusz-Wolski: Tak, tak, ale Agenda 2000 - ten plan finansowy na 1999/2006 rok - mówił, że w ogóle się nie należą.

Tomasz Skory: Urzędnicy Komisji Europejskiej przyznają, że objęcie krajów kandydackich pełnymi dopłatami, mogłoby wywołać pewną blokadę procesu poszerzenia Unii przez kraje Piętnastki. Pan w to wierzy?

Jacek Saryusz-Wolski: Blokadę? Ja pierwszy raz spotykam się z takim określeniem...

Tomasz Skory: Że może to wywołać kryzys w Unii, a następnie sprzeciwy państw, które byłyby narażone na straty ekonomiczne.

Jacek Saryusz-Wolski: Nie sądzę. Sądzę, że wielkość kwot, które wchodzą w grę są naprawdę małe. Gdyby użyć wszystkich kwot, które przewidziała Agenda 2000, tych nie użytych w roku 2002 i w roku 2003, to margines finansowy manewru byłby dużo większy. To naprawdę nie są kwoty, które mogłyby Unię Europejską, czy budżet Unii Europejskiej zrujnować.

Tomasz Skory: Skoro już o kwotach mówimy, otrzymamy pewnie około 5 miliardów euro na wsparcie rozwoju wsi, o ile włożymy 25 proc. sami. Czy Polskę stać na takie działania?

Jacek Saryusz-Wolski: Nie, nie. To nie jest dokładnie tak. Uroda dopłat bezpośrednich polega na tym, że one nie wymagają współfinansowania ze strony polskiej. Polski budżet ma problemy z równowagą i ma problemy z własnymi pieniędzmi. To dotyczy nie tej części polityki rolnej, to dotyczy funduszy strukturalnych, polityki regionalnej i tam, moim zdaniem, padła bardzo dobra propozycja, żeby ta stopa współfinansowania ze strony polskiej wynosiło 20 proc. Krótko mówiąc, że te fundusze strukturalne pokrywałyby 80 proc. wydatków. Taka jest generalna zasada w Unii, że jest współfinansowanie. Z tym liczyliśmy się i z tym musimy się liczyć. Proponuje nam się tutaj dobre warunki. Natomiast niekorzystne co jest w tej propozycji, to jest ta część rolna, dotycząca dopłat bezpośrednich i również sam mechanizm - oni nazywają to uproszczonym mechanizmem, gdzie mechanicznie w zależności od ilości hektarów te opłaty przysługiwałyby.

Tomasz Skory: I wypada około 1,5 tysiąca złotych rocznie na ośmiohektarowym gospodarstwie.

Jacek Saryusz-Wolski: To nie ma znaczenia ile, natomiast odrywa się to od tego mechanizmu, który jest w Unii Europejskiej, który wiąże to z produkcją. Tamto faworyzuje tych, którzy dobrze produkują i dużo. Natomiast tutaj byłoby to jakieś takie równe rozsmarowanie dosyć niewielkich środków, co w sumie prowadziłoby do zamrożenia naszej struktury, w każdym razie nie sprzyjałoby modernizacji struktury agrarnej Polski.

Tomasz Skory: Komentarz: nasi rolnicy, kiedy dowiadują się, że byliby obywatelami drugiej kategorii w Unii, odpowiedzą Unii Europejskiej w referendum "nie" - to powiedział wiceprezes współrządzącego PSL Marek Sawicki. Tak może być.

Jacek Saryusz-Wolski: Tak może być. Ja myślę, że elementy tego jak zostaną potraktowani nasi rolnicy w ramach wspólnej polityki rolnej, będzie dla nich głównym wskaźnikiem, jak zachować się w referendum.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy