Reklama

Reklama

Kluzik-Rostkowska: Ani Tusk, ani Kaczyński

Bardzo bym nie chciała, żeby w następnej kadencji premierem był Donald Tusk. Nie chciałabym też, by był nim Jarosław Kaczyński - powiedziała w Kontrwywiadzie RMF FM Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa partii Polska Jest Najważniejsza.

Prezes PJN dodała, że jej ugrupowanie przygotowuje się do rządzenia. Na pytanie, czy mogłaby objąć funkcję premiera, Kluzik-Rostkowska powiedziała: Tak.

Reklama

Konrad Piasecki: Czy czuje pani siłę i wolę bożą, żeby zostać premierem?

Joanna Kluzik-Rostkowska: - Czuję siłę i wolę bożą, żeby wprowadzać wizję partii "Polska jest najważniejsza" w życie.

Pytam, bo Grzegorz Napieralski zaczął budować gabinet cieni. Pani chyba nie może być gorsza jako liderka innej partii opozycyjnej.

- Powiem nieskromnie, że mam pewną przewagę nad Grzegorzem Napieralskim. Byłam ministrem, wiceministrem, mam za sobą doświadczenie rządowe, czego nie może powiedzieć o sobie Grzegorz Napieralski.

On się jeszcze nie dochrapał, ale musi zacząć rządzić, żeby zostać kimś.

- No tak, ale żeby zostać szefem rządu, to dobrze mieć wcześniej jakieś doświadczenie rządowe. A tego niestety Grzegorzowi Napieralskiemu brak, więc pręży muskuły, buduje gabinet. My nie budujemy gabinetu, natomiast przypomnę: Elżbieta Jakubiak - była minister sportu, Paweł Kowal - były wiceminister spraw zagranicznych.

Poncyljusz wiceministrem. No tak, macie doświadczenia rządów PiS-owskich. Nie wiem, czy jest się czym chwalić.

- Mamy doświadczenie rządowe, które jest bezcenne, jeśli chce się poważnie myśleć o programie gospodarczym i o rządzeniu.

Ale jakby co, PJN wznosi hasło "Kluzik na premiera".

- Tak jest.

Nie Marcinkiewcz?

- Nie Marcinkiewicz.

A to prawda, że go kusicie, żeby wrócił i was wsparł?

- Nie, absolutnie. Od kilku dni zajmuję się głownie zaprzeczaniem informacji, jakobym spotkała się z Marcinkiewiczem. Nie, nie spotkałam się.

Nie pytam o spotkanie w Londynie, bo już zauważyłem, że pani zaprzecza, że się tam spotkaliście. Wiem, Londyn to duże miasto.

- Duże miasto i dużo fajnych Brytyjczyków.

Brytyjczycy fajniejsi niż nasz polski Kazimierz Marcinkiewicz? To chciała pani powiedzieć?

- Fajni są po prostu.

Ale w jakiej dziedzinie?

- Politycznej. Mają dojrzałą demokrację i z dużą przyjemnością można się temu przyglądać.

W odróżnieniu od Kazimierza Marcinkiewicza.

- Nie, w ogóle nie ma tematu Kazimierza Marcinkiewicza.

A jest temat gabinetu cieni PJN-u? Też zamierzacie coś takiego budować?

- W tej chwili mamy taką sytuację, że zagospodarowujemy te obszary, którymi zajmowaliśmy się wcześniej. Ale nie mówimy na razie o gabinecie cieni.

Będzie taki teatrzyk na użytek mediów, bo ten gabinet cieni to jest taki trochę polityczny teatr.

- Niestety w Polsce to się zdezawuowało, bo był gabinet cieni Platformy Obywatelskiej. Potem się okazało, że ci, którzy byli w gabinecie cieni absolutnie nie byli w realnym gabinecie w tym samym miejscu, na które się szykowali. Rzeczywiście w polskich realiach, w przeciwieństwie do brytyjskich, to jest teatrzyk i nie ma co go uprawiać.

A czy w polskich realiach jest dzisiaj w PJN-ie takie poczucie, że po wyborach będziecie z SLD rywalizowali o serce Platformy? I o to, kto stanie się jej koalicjantem?

- W tej chwili mamy takie poczucie, że SLD rośnie w siłę dzięki PiS-owi. Uważamy, że to nie jest dobre, że SLD rośnie w siłę i mam takie przeświadczenie, że już w tej chwili rywalizujemy z SLD i chcielibyśmy tę rywalizację wygrać. Dzisiaj mamy dwa główne bloki: PO i PiS, rosną w siłę partie średnie i tak naprawdę jest rywalizacja między PJN-em i SLD.

A jest tak, że pani chciałaby po wyborach rządzić z Platformą? Czy w ogóle PJN przygotowuje się do rządzenia czy raczej do opozycji?

- PJN się przygotowuje do rządzenia. Każda partia przygotowuje się do rządzenia.

I do rządzenia z Platformą?

- O tym jakie są koalicje zawsze decydują wyborcy, bo po prostu decyduje o tym wynik wyborów. Ja powiem tak, ja bym bardzo nie chciała, żeby w następnej kadencji był premierem Donald Tusk. Nie chciałabym, żeby był nim Jarosław Kaczyński. Uważam, że obaj ci politycy wyczerpali swoje możliwości.

Śmiało pani zarysowała granice kompromisu politycznego na jaki stać PJN. No to kto ma być premierem rządu PJN z PO, Grzegorz Schetyna?

- Czas pokaże. Po prostu uważam, że skoro Donald Tusk nie był w stanie przeprowadzić bardzo poważnych reform przez te trzy lata, które ma za sobą, to trudno będzie go zmusić do tego po wyborach.

Będziecie walczyć z Martą Kaczyńską?

- Nie, nie będziemy walczyć z Martą Kaczyńską.

"Ludzie z PJN nie mają prawa do dziedzictwa po moim tacie " - tak mówi córka prezydenta. Będzie pani próbowała ją przekonywać, że jednak mają?

- To nie jest w tej chwili jakiś pierwszoplanowy, najważniejszy temat dla nas i trochę się dziwię, bo wydaje mi się, że Marcie Kaczyńskiej powinno być miło, że są jakieś grupy polityczne, które chcą po dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego sięgać, ale...

Ale jak patrzy na Was, to mówi, że miło jej nie jest. Mówi, że jesteście przystawką Platformy, że zostaliście wykorzystani do rozbicia Prawa i Sprawiedliwości.

- Panie redaktorze, ale to w ogóle nie jest temat, powiem szczerze.

Nie jest? Dziedzictwo Lecha Kaczyśskiego to nie jest temat?

- To znaczy, opinia córki Lecha Kaczyńskiego, prywatnej osoby w politycznym kontekście to nie jest temat. Naprawdę. Ja się trochę dziwię, bo wydawało mi się, że córce Lecha Kaczyńskiego, powinno zależeć na tym, żeby z tego dziedzictwa czerpało jak najwięcej grup politycznych, ale skoro ma takie zdanie, to jej sprawa.

Paweł Poncyliusz mówi: "To brednie, jej zdrowie psychiczne najwyraźniej szwankuje". Mało to zgrabne.

- Nie chcę się do tego odnosić. W ogóle uważam, że tutaj są po prostu pomieszane dwa szyki. Marta Kaczyńska, którą ja lubię, cenię, szanuję - miałam z nią kontakt w kampanii wyborczej - jest prywatna osobą, ja jestem politykiem, i tyle. Mieszanie tych dwóch światów nie ma sensu.

Ona, zdaje się, zamierza wkroczyć na ten grząski, polityczny grunt. Takimi wywiadami jak ten. Uważam, że ona właśnie wchodzi do polityki.

- Jeżeli Marta Kaczyńska wejdzie do polityki, to wtedy możemy poważnie rozmawiać na temat tego, czym jest dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego i kto ma do niego prawo.

A będziecie się też bronili przed jej oskarżeniem, że już w czasie kampanii mieliście inne plany - rozbicia PiS-u?

- No tak, ja właśnie przeczytałam, ale panie redaktorze, to jest jakaś prehistoria, o czym ja już tysiące razy.. ja już w tym czasie zdążyłam...

No to dokończmy ten historyczny wątek. Żałuje pani, że nie udało się wygrać tamtej kampanii? Gdyby dzisiaj prezydentem był Jarosław Kaczyński, to co? Dreszcz niepokoju na plecach?

- Ja się cieszę, że dzisiaj jestem szefową partii, którą budujemy. Czas biegnie bardzo szybko i w ogóle już nie wracam do tamtych czasów. To absolutnie nie ma sensu.

Gdzie ludzie tej partii będą 10 kwietnia? Po której ze stron politycznej barykady, bo ona wyraźnie 10 kwietnia zostanie ustawiona.

- Chcemy zrobić wszystko, żeby tej barykady nie było. Specjalnie na tę okazję powinno się zebrać Zgromadzenie Narodowe i powinniśmy potrafić wspólnie uczcić pamięć tej katastrofy. Będziemy apelować o takie specjalne posiedzenie Zgromadzenia Narodowego, właśnie na użytek takiego godnego obejścia tej rocznicy.

Które miałoby się odbyć właśnie 10 kwietnia?

- Tak, które miałoby się odbyć właśnie w niedzielę 10 kwietnia.

Nowy pomysł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje