Reklama

Reklama

Kluzik-Rostkowska: Byłabym przerażona

Gdyby dzisiejszy Jarosław Kaczyński był prezydentem, to byłabym tym przerażona. Prowadziłam kampanię w dobrej wierze - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska.

Konrad Piasecki: Szefowa PJN Joanna Kluzik-Rostkowska, dzień dobry.

Reklama

Joanna Kluzik-Rostkowska: - Dzień dobry, witam serdecznie.

Pani też dopisze sobie przynależność do śląskiej grupy etnicznej w spisie powszechnym?

- Nie, ja nic nie będę sobie dopisywać. Jestem Ślązaczką, ale jestem Polką, jestem polskim parlamentarzystą.

Czyli naród polski i grupa etniczna polska.

- Tak.

Żadnych wątpliwości nie ma.

- Ja nie mam żadnych wątpliwości.

A nie chce pani Śląska bardziej niezależnego, autonomizującego się w ramach Polski?

- Nie, dla mnie to jest anachronizm dziewiętnastowieczny, tak naprawdę. Nie, to jest taka kompletna bzdura, żeby w XXI wieku, kiedy jesteśmy w UE, która szanuje różnorodność, ale w ramach takiej powiększającej się wspólnoty, mówienie o autonomii jest czymś niedzisiejszym.

RAŚ to mówi, Ruch Autonomii Śląska. Żąda tego, żeby pieniądze śląskie zostały na Śląsku. Uważa pani, że to będzie ruch, który będzie wymierał a nie rósł w siłę?

- Śląsk jest częścią Polski. Jestem przekonana, że bardzo wielu Polaków nie miało świadomości, że istnieje RAŚ, dopóki Jarosław Kaczyński im tego nie powiedział. Więc chwilowo może nawet na Śląsku, sympatia do RAŚ w kontrze do Jarosława Kaczyńskiego może wrosnąć. Natomiast naprawdę nie ma sensu mówić o autonomii w XXI wieku.

Żąda pani przeprosin od prezesa, mówi, że czuje się obrażona. Kiedy słyszy pani te tłumaczenia polityków PiS, że mówiąc o śląskości tożsamej z niemieckością miał na myśli wyłącznie taką śląskość jaką reprezentuje RAŚ, nie czuje się pani uspokojona?

- Wie pan co, nie do końca się czuję uspokojona. Zdanie brzmiało tak, że śląskość można traktować jako zakamuflowaną niemieckość. To jest absolutnie nieprawda. Jarosław Kaczyński po prostu Śląska nie rozumie i zapłaci za to wysoką polityczną cenę. Zobaczymy.

Pytanie, czy ktoś spoza Śląska może Śląsk zrozumieć?

- Oczywiście, że może. Znam bardzo wiele osób, które Śląsk rozumieją.

Słyszę o podziałach śląskich na Lachów, Zagłębiaków i Ślązaków, też mam z tym problemy.

- Ale, to będziemy teraz o tym rozmawiać? Bardzo chętnie.

A pani jest Ślązaczka, Zagłębiaczka, czy...

- Nie no, Ślązaczka. Jestem Ślązaczką z Katowic.

Kiedy żąda pani odejścia Jarosława Kaczyńskiego z polityki, a ostatnio sformułowała pani takie żądania, należy to traktować bardziej jak żart czy jak pokutę?

- Nie, jaką pokutę?

Pokutę za grzechy miesięcy minionych.

- To jest tak, że od polityka należy wymagać kilku rzeczy. Myślę, że taki bardzo poważny polityk, szczególnie szef ugrupowania, powinien mieć wizję rozwoju Polski, ale równie ważna jest wiarygodność. Jarosław Kaczyński, który jednego dnia jest spokojnym mężczyzną i roztropnym politykiem, następnego dnia jest politykiem twardym i konfrontacyjnym, kolejnego dnia idzie do sklepu, w którym się gubi, a następnego dnia antagonizuje Śląsk i resztę Polski, po prostu traci wiarygodność. Nie wiadomo kim jest i dokąd zmierza Jarosław Kaczyński.

A ja też żądam od polityków i wiarygodności, i pamięci o tym, że 9 miesięcy temu namawiali również mnie do głosowania na tegoż Jarosława Kaczyńskiego. Zna pani takich polityków?

- Ja mogę powiedzieć tyle, że jeżeli ktoś zagłosował na Jarosława Kaczyńskiego dlatego, że ja go do tego przekonałam, to ja go za to przepraszam.

A nie uważa pani, że jest gdzieś granica takich wezwań politycznych? Bo rozumiem, że gdyby Jarosław Kaczyński został dzisiaj, również dzięki pani, prezydentem, to pani wzywałaby to rozpoczęcia procedury impeachmentu i odwołania go ze stanowiska.

- Gdyby dzisiaj była taka sytuacja, w której Jarosław Kaczyński takim, jak jest dzisiaj, byłby prezydentem, to byłabym tym przerażona. Ja prowadziłam tę kampanię w dobrej wierze. Ja prowadziłam tę kampanię znając Jarosława Kaczyńskiego sprzed katastrofy. Nie byłam w stanie przewiedzieć i wyobrazić sobie, jak będzie się zachowywał Jarosław Kaczyński wiele miesięcy po katastrofie. Zachowuje się bardzo labilnie, jest nieprzewidywalnym politykiem. Powiem tak, to nie jest tylko kwestia PiS-u, to jest kwestia całej prawej strony sceny politycznej, dlatego, że jakby główny symbol tej prawej strony sceny politycznej jest labilny, jest niestały, jest niewiarygodny. Traci na tym i centroprawica i prawica. Proszę sobie wyobrazić świat polityczny bez Jarosława Kaczyńskiego, wszystko musiałoby wyglądać inaczej.

Mielibyśmy na pewno mniej takich dyskusji, które wywołuje, ale niektóre z nich są ciekawe, bo dyskusja o Śląsku czy o cenach cukru, przyzna pani, była intrygująca. A pani do sklepu jakoś nie zdołała pójść.

- Ja jestem w sklepie codziennie rano i rozglądam się wokół, nie widzę tam Eli Jakubiak czy Pawła Poncyljusza ani Lucka Karasiewicza, naszego rzecznika prasowego. Panie redaktorze, ja rozumiem, że z dziennikarskiego punktu widzenia, to fajnie jak jest ciekawie, natomiast to, co jest dzisiaj ważne, to jest dług publiczny, słaba edukacja, zła polityka demograficzna, to są obciążenia dla pracodawców.

Wszystko prawda, ale nie jest tak, że jak patrzy pani dzisiaj na Jarosława Kaczyńskiego, to ma pani poczucie, że on się zbliża do tego modelu Jarosława Kaczyńskiego, który pani próbowała wypracować? Jak idzie na te zakupy, to takiego Jarosława Kaczyńskiego chciała mieć.

- Tak, w poniedziałek się zbliża, we wtorek się oddala. Tu jest kłopot, kompletna labilność, nieprzewidywalność, w związku z tym utrata wiarygodności człowieka, który jest najsilniejszym politykiem po prawej stronie.

Rozumiem, że na koniec tego wątku rozmowy pani zadeklaruje, że jeśli Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, to pani wraca do PiS-u i staje na jego czele?

0 Nie. Ja w tej chwili tworzę środowisko polityczne partii "Polska Jest Najważniejsza" i nie zamierzam nigdzie przechodzić, odchodzić ani niczego przejmować. Natomiast wyobrażam sobie PiS pod innym przywództwem.

Na przykład czyim?

- To jest wewnętrzna sprawa PiS-u.

Jak pani tak wzywa, to proszę pójść krok dalej.

- Nie, nie. Ja nie będę się wtrącała w wewnętrzne sprawy ugrupowania, którego nie jestem członkiem. Natomiast każdy inny szef PiS-u byłby bardziej racjonalny, ponieważ musiałby brać pod uwagę różne wewnętrzne nastroje w partii.

To proszę w swoim imieniu i w imieniu swojego środowiska politycznego powiedzieć, czy powinien powstać pomnik Lecha Kaczyńskiego?

- Nie w tej chwili. Ja w ogóle nie chcę na ten temat rozmawiać. Dzisiaj, kilka dni przed rocznicą katastrofy, uruchamianie rozmowy o pomniku Lecha Kaczyńskiego jest wpisywaniem Lecha Kaczyńskiego i potencjalnego pomnika w bardzo silny, polityczny kontekst.

Ale uważa pani, że to jest taki prezydent, który sobie na pomniki zasłużył?

- Ja uważam, że 10 kwietnia to powinien być taki moment, w którym wszyscy powinniśmy być razem. Środowisko "Polska Jest Najważniejsza" proponowało wspólne uroczyste posiedzenie Sejmu i Senatu, marszałek Borusewicz powiedział "absolutnie nie" i ja nie będę rozmawiała na temat pomnika. Nie chcę się wpisywać w kontekst polityczny.

A gdzie pani będzie 10 kwietnia? Na Krakowskim Przedmieściu czy na uroczystościach oficjalnych?

- Będę na oficjalnych uroczystościach na Powązkach, później będę na mszy, wieczorem jest uroczysty koncert.

A na Krakowskie Przedmieście się pani nie wybierze?

- Nie wybieram się na Krakowskie Przedmieście.

Czemu?

- Bo uważam, że bardzo ważne jest, żeby potrafić wspólnie obchodzić ten dzień. Marzy mi się sytuacja, w której Jarosław Kaczyński również potrafiłby się na tych uroczystościach oficjalnych znaleźć.

Pani mówi, że nie wie, co by dziennikarze zrobili bez Jarosława Kaczyńskiego, a ja się zastanawiam, co by partia "Polska Jest Najważniejsza" zrobiła bez niego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje