Reklama

Reklama

Kosiniak-Kamysz: "Matki IV kwartału" nie mają szans

Nie możemy dać matkom dzieci urodzonych w IV kwartale 2012 rocznych urlopów macierzyńskich. Żeby to zrobić, musielibyśmy cofnąć się w czasie. Zawsze musi być grupa, która będzie czuła niedosyt - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.


Reklama

Zapewnia, że dłuższe urlopy rodzicielskie przyznane rodzicom dzieci z I kwartału 2013, to wspieranie polskich rodzin, a nie wspieranie budżetowymi pieniędzmi spadających sondaży.

Konrad Piasecki: W czym "matki IV kwartału" są gorsze od tych z pierwszego?

Władysław Kosiniak-Kamysz: - Zawsze musi być i zawsze będzie grupa, która poczuje niedosyt.

Ale niedosyt miały poczuć te z I kwartału i oto nagle się okazało, że one mogą poczuć "dosyt".

- W innym momencie rozmawialiśmy z "matkami I kwartału" - gdy był jeszcze czas konsultacji społecznych i była ta przestrzeń czasowa, żeby przyspieszyć wejście ustawy w życie - z 1 września na 17 czerwca. Można wtedy objąć cały rok.

Dzisiaj pan daje głowę, że "matki IV kwartału" nie dostaną dłuższego urlopu.

- To jest po prostu niemożliwe, bo w ustawie założyliśmy ciągłość poszczególnych urlopów po sobie, czyli dodatkowy urlop macierzyński i urlop rodzicielski muszą następować w pierwszym roku życia dziecka po sobie. Musielibyśmy się cofnąć w czasie, żeby wprowadzić rozwiązania dla tamtego roku.

Ale szczerze: nie czuje się pan trochę nabity w butelkę przez premiera?

- Czuję się ogromnie szczęśliwy, że obejmujemy cały rocznik 2013...

Ale panie ministrze, pan się dwoił i troił. Pan zaklinał i zapewniał, że nie znajdzie pieniędzy dla "matek I kwartału", i oto nagle premier wyszedł i jak cudotwórca rozmnożył pieniądze.

- Mówiłem, że w tamtym momencie tych pieniędzy po prostu nie było...

A premier je znalazł.

- ...i to samo mówił pan premier, pan minister Graś - tu mówiliśmy jednym głosem jako cała Rada Ministrów.

Ale to pan był twarzą niedawania, a premier został twarzą dawania.

- Znalazła się przestrzeń finansowa, możemy udzielić tego wsparcia, ja się z tego ogromnie cieszę. I nie traktuję tego jako jakiegoś pstryczka. Dziękuję za te kontakty z "matkami I kwartału". Uważam, że to jest wielki sukces, że objęliśmy cały rocznik, i jestem z tego dumny.

Pan wyszedł na tego nieczułego, który dać nie chciał, a premier na słodkiego misia, który jak może, to daje.

- A co by było, gdybym obiecał "matkom I kwartału": "Tak, tak, damy pieniądze na pewno", a później przyszłaby dyskusja na Radzie Ministrów: Nie ma możliwości finansowych, nie dajemy? Podbudowałbym te nadzieje, urosłyby one do rangi pewności i później byłoby ogromne rozczarowanie...

To trzeba było w takim razie być konsekwentnym. Skoro nie było pieniędzy na początku...

- ...i wtedy byłyby wielkie pretensje do mnie.

...trzeba było już nie dawać. Powiedzieć: Trudno, wprowadziliśmy taką zasadę, od początku mówiliśmy: "matki I kwartału" - nie.

- Tu się nie zgadzam. Jeżeli znaleźliśmy przestrzeń finansową i możemy wesprzeć cały rok, to trzeba to zrobić i tak jest po prostu lepiej.

Panie ministrze, pan od półtora roku jest w rządzie. Ja od 20 lat obserwuję politykę i doskonale wiem, że pieniądze, jak jest potrzeba polityczna i spadają sondaże, zawsze jakieś można znaleźć.

- Naprawdę, w tamtym momencie nie było takiej przestrzeni.

Ratowanie pieniędzmi budżetowymi spadających sondaży - taki zarzut często się powtarza wobec tego pomysłu premiera.

- To nie jest ratowanie pieniędzmi budżetowymi spadających sondaży. To jest wspieranie polskich rodzin. Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Rodziny, myślę że to też jest ważne, żeby złożyć im życzenia, ale też dać ten dobry sygnał, że zmienia się polska polityka rodzinna. Przesuwamy się do elity europejskiej wobec podejścia, przynajmniej w pierwszym roku, opieki nad dzieckiem. Musimy zmieniać następne elementy.

Rząd kładzie krzyżyk na reformie KRUS?

- Reforma KRUS trwa od pierwszej kadencji rządów Platformy i PSL. Zmieniła się stawka dla gospodarstw o dużych obszarach, dla tych rolników, którzy mają wielohektarowe gospodarstwa.

Ale ona cały czas jest niska. Jak długo będzie tak, że rolnicy będą płacili jakieś śmieszne pieniądze w ramach składki?

- Porównajmy dwa systemy, które mamy - rolnicy mają mniejszą składkę, oczywiście, i mają dużo mniejszą emeryturę. Średnia emerytura w ZUS to jest ponad 1700 złotych, średnia emerytura w KRUS to jest ok. 900 złotych.

To dzisiaj jest 1700 złotych, a jak moje pokolenie dojdzie do wypłacania emerytur z ZUS, to będzie miało też takie świadczenia niskie, 800 złotych, jak dzisiaj mają KRUS-owcy.

- Myślę, że tu będzie większa różnica, wtedy ten rozjazd też będzie wciąż widoczny, ponieważ tu mamy dwa różne systemy. W systemie zusowskim jest zdefiniowana składka i to jest ten efekt reformy z 1999 roku, pewnie największy. Zmiana zdefiniowanego świadczenia za zdefiniowaną składkę. W KRUS mamy zupełnie inne warunki: nie płacimy za chorobowe, nie ma też takich urlopów macierzyńskich, nie ma wielu innych świadczeń.

Ja doskonale wiem, że te pieniądze ze składek służą głównie temu, żeby wypłacać dzisiejsze emerytury. Dlaczego przedsiębiorca, przeciętny, mały przedsiębiorca prowadzący samodzielną działalność ma płacić 1000 złotych, a rolnik, który ma 49 hektarów, 120 złotych?

- A dlaczego w Niemczech, we Francji też istnieją odrębne ubezpieczenia dla rolników?

Niech one sobie będą odrębne, tylko niech one będą wysokie.

- Ale musimy też mierzyć siły na zamiary. Czy się wydaje panu, panie redaktorze, że tam w KRUS są ogromne miliardy, które uratują całą polską gospodarkę? Cały polski budżet? Uzdrowią polski kraj? Będzie kraj mlekiem i miodem płynący.

Uzdrowić nie uzdrowią, ale chociaż KRUS mogłyby uratować.

- Tak nie jest.

Dziś dopłaca się do KRUS-u gigantyczne pieniądze. Do ZUS-u zresztą też.

- Tam tak nie jest. Wepchniemy te osoby do pomocy społecznej. I tak budżet państwa za nie zapłaci.

Znaczy, chce pan powiedzieć, że jak się podwyższy składkę, to oni nie będą jej płacić?

- Ta składka jest dostosowana do dzisiejszych możliwości, dlatego trzeba zmieniać KRUS. Ja jestem zwolennikiem zmian w KRUS, oczywiście. Żeby ci, którzy mają większe dochody, płacili więcej i to się stało. To się udało tej koalicji. Żadna inna koalicja tego nie zrobiła. Musimy kontynuować, ale nie niszczyć idei zabezpieczenia społecznego rodzin.

Rozumiem, że będą wyższe składki, ale powoli, nie raptownie?

- Te wyższe składki już dzisiaj są.

Ale cały czas są one niskie.

- Te wyższe składki są dzisiaj dla wielu obszarów.

A co pan zrobi z górnikami? Kiedy wreszcie zobaczę na tym stole nową ustawę o emeryturach górniczych?

- Panie redaktorze, gdyby popatrzeć na te zadania, które dostałem w expose, ich było chyba najwięcej ze wszystkich, większość z nich jest zrealizowana.

Ale ustawy o emeryturach górniczych jak nie było tak nie ma. Pan dawał słowo tutaj w lutym, że ona będzie. Minął luty, marzec, kwiecień, jest połowa maja, a ustawy jak nie było tak nie ma.

- To jest nie tylko moja odpowiedzialność w rządzie za emerytury górnicze. Jest i Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Skarbu w tym trójkącie musi dojść do wypracowania...

...to kto jest hamulcowym?

- To też nie jest tak, że w emeryturach górniczych jest ta przestrzeń, która jest dzisiaj najważniejsza.

To kto jest hamulcowym ustawy o emeryturach górniczych?

- Ale co mamy odebrać emerytury górnicze, żeby wrócili do pracy?

Nie, nie odebrać. Ale skoro przeciętny człowiek ma 67 lat pracować, a górnik ma wciąż gigantyczne przywileje, to coś z tym trzeba zrobić. Obiecał to premier.

- Dokładnie i ten rząd jako jedyny zmienił emerytury mundurowe, których grupa jest dużo, dużo szersza i wprowadził minimalny wiek emerytalny, wydłużył staż pracy i to zrobiliśmy, i to już funkcjonuje.

To kiedy będzie ta ustawa?

- Jeżeli ktoś mówi, że ten rząd nie zajmuje się reformą systemu emerytalnego, to ja się z nim głęboko nie zgadzam.

Kiedy ustawa?

- Będzie zrealizowana, dajmy sobie czas. Naprawdę ten rząd w obszarze emerytur zrobił moim zdaniem najwięcej. I reform, i trudnych decyzji, bardzo trudnych i bolesnych, ale podjętych w odpowiedzialności za przyszłe pokolenia.

Źle się dzieje w koalicji, złe nastroje w PSL-u - początek końca?

- Nie sądzę.

Ale przyzna pan, że coś pęka, coś się kończy?

- W koalicji pomiędzy Platformą i PSL-em? Po sześciu latach rządzenia na pewno przychodzi moment refleksji, uważam, że to jest najlepsza z możliwych koalicja dla Polski. Ale mamy sytuację taką, że kiedyś różnorodność Platformy była jej wzmocnieniem, dzisiaj nie jest. Z drugiej strony PiS zajmuje się tylko sprawą smoleńską, na lewicy wojna, dlatego PSL jest potrzebny, bo zajmuje się sprawami społecznymi, rodzinnymi i gospodarczymi. 

Może PSL jest potrzebny, ale słyszę też głosy niezadowolenia z prezesa. Miało być dobrze, a jest tak sobie.

- Może potrzebujemy mocniejszego kopniaka, pójścia do przodu, może po tych dwudziestu kilku latach funkcjonowania w III Rzeczpospolitej potrzebny jest nowy, bardzo mocny, silny kongres programowy, który też zmieni rzecz, której nam się nie udaje - i to przyznaję z bólem - stereotypu. Zmiana stereotypu podejścia do PSL-u jest dzisiaj potrzebna.

Janusz Piechociński jest zagrożony? Może stracić posadę?

- Nie, nie, takich sytuacji nie ma.

A jest tak, że Tusk kręci Piechocińskim jak chce, jak twierdzi kilku polityków PSL-u?

- Z tym bym się też nie zgodził.

Ale ma słabszą pozycję niż Pawlak?

- Nie, tutaj pozycja PSL-u wynika z naszych dokonań wyborczych. Jak będą dokonania lepsze, też będzie pozycja lepsza. Myślę, że jesteśmy bardzo ważnym dzisiaj ogniwem, bo odpowiadamy za niezwykle ważne tematy w rządzie. 

Forum: Matki IV kwartału bez szans na dłuższe urlopy




Dowiedz się więcej na temat: Władysław Kosiniak-Kamysz | matki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne