Reklama

Reklama

Lech Kaczyński gościem RMF FM

Lech Kaczyński jest liderem PiS, był ministrem sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka.

Konrad Piasecki: Jutro rusza proces przeciwko największej polskiej mafii, ale akt oskarżenia dotyczy wątków czysto kryminalnych. Tymczasem przy okazji rozpracowywania gangu pruszkowskiego sporo mówiło się o jego związkach z polityką i politykami. Czy mówiło się bezpodstawnie, czy takie związki rzeczywiście były, ale dzisiaj nic o nich nie możemy powiedzieć?

Reklama

Lech Kaczyński: W sferze domysłów, w nikłym stopniu w sferze dowodów jakieś tam związki były. Były na przykład związki między pewnym nie żyjącym już gangsterem, a pewnym nie żyjącym już politykiem. Nie ma wątpliwości.

Konrad Piasecki: To były związki biznesowe, towarzyskie... Jak to wyglądało?

Lech Kaczyński: Myślę, że to były związki biznesowe. Nie mam żadnych podstaw sądzić, że to były związki towarzyskie. Ja tego nie wykluczam, bo też trzeba pamiętać, że nie wszystko o gangu pruszkowskim wiemy. No i na pewno nie wszystko ja wiem.

Konrad Piasecki: Jakie gangsterzy mogą mieć wspólne interesy z politykami?

Lech Kaczyński: Ja bym tu powiedział o pojedynczych osobach związanych z światem polityki. Ale to były związki zupełnie proste. Ten związek, który jest nieco lepiej udokumentowany, był związany z próbą pewnego gospodarczego przedsięwzięcia na dość znaczna skalę. Jedna strona miała pieniądze, druga ich nie miała. Chodziło o to, by zalegalizować i ochronić pewien biznes, bo przecież proszę pamiętać, że w pewnym momencie grupy przestępcze gromadzą już takie pieniądze, że one się nie nadają tylko do czarnego obrotu. Wtedy pojawia się skłonność do tego, żeby je lokować w sposób formalnie legalny.

Konrad Piasecki: Jakieś nazwisko?

Lech Kaczyński: Gdzie? W trakcie procesu?

Konrad Piasecki: Nie, z pańskich ust. Teraz.

Lech Kaczyński: Z moich ust nie padnie, bo nie mam tutaj materiału procesowego. Natomiast tego rodzaju związki pewnie by niektórych zawiodły. Chodzi o same nazwiska, bo nie padały tam nazwiska z pierwszych stron gazet. Natomiast są jeszcze inne sprawy, np. przy okazji ułaskawień znanych przestępców były pewnego rodzaju wątpliwości co do tego, jak to się stało. Były pewne zeznania, które opisywały jak to się stało, ale te osoby, co do których wiadomo, że mogły mieć pewna wiedzę w tej sprawie, mówić nie chciały.

Konrad Piasecki: Czy według pańskiej wizji, wizji Lecha Kaczyńskiego, czy rzeczywiście jest tak, że mafia sięga Sejmu, sięga ośrodków władzy w Polsce, czy ona ogranicza się tylko do tego niższego szczebla?

Lech Kaczyński: Przede wszystkim proszę pamiętać, że duże grupy przestępcze czasem zwracają większą uwagę na związki z osobami, które nie zajmują aż tak eksponowanych stanowisk społecznych, ale decydują o konkretnych sprawach. Chodzi tu o tzw. szczebel urzędniczy. Poza tym jeżeli pan mnie pyta, czy wpływy Pruszkowa sięgają Sejmu i czy mam na to dowody... na to ja dowodów nie mam.

Konrad Piasecki: Zapytałem o ten Sejm, ponieważ "Rzeczpospolita", powołując się na oficera Centralnego Biura Śledczego pisze, że wiadomo, iż gangsterzy korzystając z politycznych układów i płacąc posłom blokowali w Sejmie niekorzystną dla nich ustawę o grach losowych. Czy to możliwe?

Lech Kaczyński: Jest to możliwe, tylko proszę o jednej rzeczy pamiętać. Otóż może tak być, że wiedza ta pochodzi z okresu, kiedy ja byłem prokuratorem generalnym, ponieważ później wiedzy w tym zakresie nie miałem, a mimo wszystko ja o tym nie wiedziałem. Być może ten oficer CBŚ wie znacznie więcej niż ja. To nie jest wykluczone.

Konrad Piasecki: Kiedy Lech Kaczyński idzie korytarzami Sejmu, to ma wiedzę lub poczucie, że mija ludzi związanych z gangiem pruszkowskim?

Lech Kaczyński: Czasami mijam osoby, które wiem, że znały niektórych ludzi z gangu pruszkowskiego. Nie są to osoby pierwszego, drugiego ani trzeciego nawet rzędu...

Konrad Piasecki: Ale są to posłowie?

Lech Kaczyński: Ja bym nie powiedział, że są to politycy, ale w Sejmie ich spotykam.

Konrad Piasecki: Ale są to posłowie?

Lech Kaczyński: W tej chwili mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć o jednym przypadku.

Konrad Piasecki: Jeżeli pan spotyka tego posła, to ma poczucie i wiedzę, że jakiego rodzaju były to kontakty?

Lech Kaczyński: W tym przypadku nie wiem. Wiem, że były. Nie sadzę, żeby biznesowego. Raczej chodziło o tzw. wzajemne imponowanie.

Konrad Piasecki: I podaje pan rękę temu posłowi?

Lech Kaczyński: Nie znam bliżej tej osoby.

Konrad Piasecki: Więc nie musi pan.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy