Reklama

Reklama

Prof. Jan Duda: Z synem nie politykujemy. Mamy całkowitą autonomię

"Mam bardzo mało czasu, żeby porozmawiać z synem. Jak się spotykamy, to rozmawiamy na ogół o tym, co się dzieje w kręgu znajomych, rodziny, o życiu społecznym Krakowa. Nie politykujemy" – stwierdził prof. Jan Duda w Porannej rozmowie w RMF FM, opowiadając o czym rozmawia ze swoim synem - urzędującym prezydentem - podczas trwającej kampanii prezydenckiej. "Mamy całkowitą autonomię" – podkreślił. Ojciec prezydenta odniósł się również do plotek na temat emigracji swojej wnuczki - Kingi Dudy.

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry. Zupełnie inaczej niż zwykle, bo w krakowskim studiu - naszym gościem jest pan prof. Jan Duda, krakowski polityk Prawa i Sprawiedliwości i ojciec prezydenta. Kłaniam się nisko.

Reklama

Prof. Jan Duda: - Kłaniam się, witam słuchaczy. 

Panie profesorze, w pełni kampania się zaczyna. Pan ma w ogóle jeszcze czas, żeby porozmawiać z synem?


- Bardzo mało czasu, bardzo mało.

No dobrze, a jak się już panowie spotykają, to o czym rozmawiają? Bo jak ja rozmawiam z rodzicami, to oni mnie czasem o pracę pytają.

- Na ogół są to rozmowy na temat tego, co się dzieje w kręgach znajomych, rodziny.

A o polityce nie? Nie wierzę. Spotyka się dwóch polityków i rozmawiają o tym, przepraszam, co u cioci?

- To znaczy niekoniecznie u cioci. W życiu społecznym, powiedzmy sobie, w życiu społecznym Krakowa...

Życiu społecznym Krakowa, proszę państwa, minister dyplomacji po prostu. 

- Nie, nie. To znaczy, my nie politykujemy. 

A panie profesorze, a syn udziela panu rad czy pan synowi?

- Tutaj mamy całkowitą autonomię, to znaczy ani ja nie czuję się upoważniony, żeby w jakikolwiek sposób wpływać czy nawet komentować decyzje centralne, ani też on - wręcz jasno stwierdza: "musisz działać według własnego uznania", jeśli już nawet wchodzą jakieś kwestie decyzyjne. A zresztą tych kwestii w moim przypadku nie ma znów tak dużo...

No pan jest przewodniczącym Sejmiku Województwa Małopolskiego, to jednak ważna funkcja.


- Tak, to jest taka funkcja organizacyjno-reprezentacyjna bardziej, to nie jest funkcja decyzyjna... Przewodniczący nie decyduje, decyduje o porządku obrad. 

I pan mówi, że to funkcja społeczna, prawda?

- Tak, całkowicie. 

Ale z pańskiego oświadczenia majątkowego wynika, że zarobił pan w roku 2018 średnio 37 tys. miesięcznie. Wszystko świetnie. Tylko że to jest dwa razy tyle, co pański syn.


- Tak się składa, że ja jestem akurat wyjątkowo aktywny, bo ja jestem zatrudniony na dwóch pełnych etatach profesorskich. Mam dietę sejmikową itd. 

Panie profesorze, ja nie rozliczam pana z pieniędzy, bo to są legalne źródło dochodów, tylko raczej ubolewam, że prezydent Rzeczpospolitej zarabia połowę tego, co jego ojciec.

- Taka jest konwencja...

Taka jest konwencja w Polsce, a propos konwencji i polityki - tym razem konwencji Prawa i Sprawiedliwości. Nie ma pan takiego poczucia, że trochę to wszystko zostało przyćmione i to chyba nie tak, jak PiS planował - najpierw przez palec pani poseł Lichockiej, później przez CBA w NIK-u, NIK w CBA, NIK w prokuraturze i nikt już w końcu nie wie, kto z kim, i gdzie, i po co.

- Ja mam takie wrażenie, że są środowiska, którym bardzo zależy, żeby nie było merytorycznej dyskusji...

Ja bardzo pana przepraszam, ale to posłanka Lichocka sama z siebie postanowiła zrobić show.

- Akurat nie oglądałem tego fragmentu, ale powiem...

Szczęściarz z pana...

- Różne zdarzają się sytuacje, różne ludzie mają odruchy. Natomiast, naprawdę to są sprawy dziesięciorzędne.

Panie profesorze, dobrze. Ja rozumiem, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, ale dlaczego w Krakowie prezydent Andrzej Duda przegrywa wybory, dlaczego w Krakowie pan również przegrał wybory do Senatu? Z takim nazwiskiem?

- No, Kraków jest specyficznym miastem, takim galicyjskim jeszcze, z tymi nawykami kiedyś krakowianie słali listy pochwalne do cesarza Franciszka Józefa, a więc lubią po prostu być w głównym nurcie. 

Ale to właśnie może powinni lubić władzę, powinni lubić swojego prezydenta. 

- To nie jest tak. To znaczy, można powiedzieć, to jest specyficzne nastawienie. Kraków jest miastem mówi się - konserwatywnym, ale to nie jest konserwatyzm w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie chciałbym tego jakoś źle nazwać...

Widzę, że pan profesor unika, jak może...


- Nie, w każdym razie ja szanuję to, Kraków ma taką specyfikę.

Panie profesorze, nie tylko Kraków, ale całą Polskę obiegła wieść, że wnuczka pańska, córka prezydenta - wyemigrowała do Anglii.

- No, ja z zasady nie odnoszę się do informacji dotyczących córki, ale w tym przypadku jest mi bardzo przykro, że jest taki ewidentny fake news, bo córka jest na stażu...

Wnuczka...

- Znaczy wnuczka jest na krótkim, trzymiesięcznym stażu w bardzo dobrej kancelarii prawnej w Londynie. To był taki bonus za udział w konkursach, w których uczestniczyła razem zresztą z innymi studentami uniwersytetu.

Czyli jest na stażu, wróci do Krakowa...

- Tak, to całkowicie fałszywa informacja.

No dobrze, to w takim razie... A propos: jak panu się żyje z tym zainteresowaniem mediów? Panem, wnuczką, samochodem nawet swego czasu - czy stoi zaparkowany i czy aby na pewno opłacone jest to parkowanie. 

- To znaczy, ja jestem mało wrażliwy na tego typu... Po prostu traktuję to jako rzecz normalną, tak jakby deszcz padał. Jest zainteresowanie, to trudno, ale mi na tym nie zależy.


Pan ma i syna, który jest prezydentem, i córkę, która szczęśliwie dla niej - nie pełni żadnych funkcji publicznych. Rozumiem, że jak się państwo spotykają, to rzeczywiście nie o polityce rozmawiacie.

- Nie politykujemy.

Rozumiem, ale o polityce rozmawiacie.

- O polityce, wiadomo, komentuje się jakieś tam wypowiedzi jakichś mężów stanu...

Jasne. Ale panie profesorze, jak pan np. patrzy na sztab swojego syna i widzi, że nie ma tam nikogo z partii Zbigniewa Ziobry, to ma pan takie myśli, że może nie wszyscy w Prawie i Sprawiedliwości chcą pracować z równym zaangażowaniem w kampanii wyborczej?

- Wie pan, nawet nie wiedziałem o tym, jaki jest skład, bo jestem, jak pan wie, bardzo zajęty. Właściwie to mnie w domu nie ma, nie mam kiedy słuchać wiadomości. Uznałem, że tak ktoś zadecydował, ja doceniam, można powiedzieć, skalę trudności organizacji takiej kampanii. Tyle powiem.

Panie profesorze, a jest pan przekonany, że wszyscy z równym zaangażowaniem będą pracowali w tej kampanii?

- Trudno powiedzieć. Nie zastanawiam się nad tym po prostu.

Panie profesorze, ja rozumiem, że jak pana spytam o to, jaki był syn, to usłyszę, że był grzeczny, że się dobrze uczył, że był harcerzem. Coś jeszcze usłyszę?

- Nie, tzn. ja mówię, że był dzieckiem czytającym dużo i chłonnym na idee. Oprócz tego, że był takim całkiem normalne i wcale nie był prymusem.

Nie był prymusem?

- Nie. Był po prostu dobrym, bardzo dobrym uczniem.

Jak pan wychowywał dzieci? Surowo i tak, że jakby co, to w skórę dostał czy też łagodnie, grzecznie, koncyliacyjne?

- Mamy mało czasu, żeby mówić, ale na ten temat mam swoją filozofię. Nasza rodzina była zawsze rodziną partnerską, tzn. myśmy rozmawiali i słuchaliśmy dzieci również. Po prostu my z żoną mówimy, że my pomagamy wychowywać się dziecku, bo dziecko dorasta w zasadzie samo. Taki młody człowiek jest też indywidualnością i rodzic musi się wpasować i popchnąć go tylko, jeśli trzeba, we właściwym kierunku. Natomiast na pewno nie da się wdrukować niczego dziecku, trzeba rozmawiać.

Panie profesorze, syn wygra te wybory?

- Ja zdaję się na losy Opatrzności.

Robert Mazurek

Opracowanie: Jonasz JasnorzewskiJustyna Lasota-KrawczykMalwina Zaborowska

Czytaj na RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje