Reklama

Reklama

Wałęsa: Papież zawsze pytał o generała

Tylu jest ciekawych ludzi, a papież zawsze pytał o generała. I dlatego coś tu było, o czym chyba się nie dowiemy - mówił w RMF FM Lech Wałęsa.

Konrad Piasecki: Wzniesie pan o świcie hasło "Jaruzelski do Watykanu"?

Reklama

Lech Wałęsa: - Dlaczego mnie montujecie w tę sprawę? A co ja mam z tym wspólnego?

No, pytanie, czy będzie pan siedział obok niego na mszy beatyfikacyjnej, czy nie?

- Przecież to ustawia dzisiejszy prezydent, pan Komorowski, i to jego sprawa jest, jak ustawia.

Prezydent mniej ustawia, bardziej się waha. Najpierw nie chciał generała, teraz się zaczął zastanawiać. Pan podpowiada: zapraszać czy nie zapraszać?

- To jego sprawa. Ja będę się modlił za to, że miałem szczęście znać osobiście Ojca Świętego, będę się modlił za to, że wspólnie udało nam się wyjść z tego niedobrego systemu i będę się modlił, aby dalej nam pomagał. A kto będzie obok? Ja nie będę nawet wiedział tego.

I żadnej rady dla prezydenta w tej sprawie?

- Nie. Ja zawsze mówiłem tak: najważniejszy jest klucz doboru. Żeby nie było takich właśnie dyskusji. I gdyby klucz był od początku czytelny i jasny, nie mielibyśmy takiej dyskusji. Mnie tylko zastanawia jedna rzecz: że nie było spotkania mojego z Ojcem Świętym, w którym by nie zapytał się, a co tam u generała Jaruzelskiego.

Ale pytał z sympatią dla generała?

- Wie pan, ja nie wiem. Ja już pod koniec to już czasami nie byłem zadowolony. Przecież tyle jest ciekawych, tylu znamy ludzi, a zawsze pytał o generała. I dlatego coś tu było, o czym prawdopodobnie nie wiemy i chyba się nie dowiemy.

Ale było tak, że Jan Paweł II mówił o generale Jaruzelskim z jakąś sympatią? Traktował go raczej jak groźnego dyktatora, czy raczej patrzył na niego nieco łagodniej?

- Nie wchodziliśmy w takie oceny, w ogóle w dyskusje na ten temat, tylko to było po prostu pytanie takie. Ale ponieważ ono było, a nie musiało być, no to coś tutaj jest. Przecież nawet niezależnie od tego, jak go oceniał, nie musiał pytać. A zawsze się pytał.

A ja zapytam pana: chciałby pan zasiąść obok Jaruzelskiego na tej mszy beatyfikacyjnej czy nie?

- Jeszcze raz mówię: co ja mam do tego? Oczywiście, chorzy potrzebują lekarza. Jeśli to by wpłynęło na kondycję duchową, na jakieś nawrócenie, jeśli potrzebne jest, to byłoby wskazane. Natomiast znał go, jednak parę rzeczy łączyło ich. I w związku z tym mu się chyba to należy. Choć jak zaczniemy wyciągać, to święty Piotr nie byłby świętym Piotrem, gdyby mu wyciągnąć rzeczy, jak się zachowywał.

Tak, ale generał był zatwardziały w swoim komunizmie i jednak raczej w zwalczaniu Kościoła niż pomocy dla tej instytucji.

- Proszę pana, tak. Tylko że w tamtym czasie naprawdę jeszcze był w dobrej kondycji. I jeszcze raz mógł i stan wojenny wprowadzić i jeszcze wiele, wiele rzeczy był w stanie zrobić, co dzisiaj patrzymy na Libię, czy gdziekolwiek indziej.

Tak, ale święty Piotr zaparł się trzy razy, a generał Jaruzelski przez niemal całe życie się zapierał.

- My tak do końca nie wiemy, jak tam było. Dlatego zostawmy to Panu Bogu, niedługo nas rozliczy Pan Bóg i to wszystko. A prokuratorzy, sądy - niech robią swoje, zabezpieczając przed przyszłymi jakimiś podobnymi przypadkami. I to tyle.

Pan w każdym razie do Watykanu się wybiera razem z prezydentem?

- Oczywiście, tak. Trudno, żebym się nie wybrał, a tym bardziej jeszcze będę miał ułatwione zadanie, bo ktoś mnie dowiezie, ktoś przywiezie. Więc cieszę się z tego.

Będzie pan żałował, że Jarosław Kaczyński odmówił przyjęcia zaproszenia prezydenta na pokład samolotu?

- Wie pan, Jarosław Kaczyński może mieć uczulenie na samoloty. Jednak coś tu się stało i dlatego trzeba to zrozumieć. Ja też lepiej się czuję, gdy mam ziemię pod stopami.

Ale mimo wszystko pan do samolotu wsiada. Myślę, że Jarosław Kaczyński nie wsiada raczej z powodów politycznych tym razem.

- Nie wiem. Ja jestem człowiekiem zawierzenia, "co ma wisieć, nie utonie". To hasło przypomina mi, że wiele rzeczy ode mnie nie zależy.

A ma pan takie marzenie? Bo przed 6 laty śmierć papieża była taką okazją do pojednania pana i Aleksandra Kwaśniewskiego. Ma pan takie marzenie, aby ta majowa msza na Placu Św. Piotra była taką okazją do pojednań?

- Wiemy o tym, że tak się nie da. Najpierw musi być przyznanie się do win, rozgrzeszenie i potem poprawa. A ponieważ ta poprawa nie następuje, to to pokolenie jest tak obciążone przeszłością, że ono nie podniesie się wyżej. Jako wierny syn Kościoła musiałem słuchać przywódców Kościoła i dlatego nie miałem wyboru - musiałem się z tą argumentacją zgodzić.

No to teraz chwilę o przyszłości. Pan z entuzjazmem poprze Platformę w tych wyborach?

- Nie. Nie bardzo. Wolałbym, żeby był inny, lepszy wybór. A ponieważ nie ma, to wybiorę to, z czego można wybrać.

Czym politycy PO drażnią pana najbardziej? Ospałością, brakiem zapału do reform, wypaleniem?

- Powinni działać trochę ostrzej, trochę mocniej. Siekierka by się przydała.

Spoczęli na laurach?

- Nie wiem, czy spoczęli na laurach. Ale jak patrzą na możliwości, to możliwości nie są wielkie. Wielu uważa, że oni nie chcą, że chytrzą, ale tak nie jest. Oni by chcieli rozdawać wszystko, co możliwe, ale nie ma z czego. Kraj się podnosi, przeobraża się. I w związku z tym tak to wygląda.

A dlaczego młodzi ludzie przestali popierać Platformę? Ma pan jakieś wytłumaczenie?

- Chyba dlatego, że politycy PO nie są tak bardzo czytelni. Za mało stanowczo podejmują decyzje i interpretują je. I to powoduje jakieś niechęci. A młode wilczki już dorosły, zawsze próbują dochodzić do głosu.

I młode wilczki widzą w PiS-ie partię, która ma siłę, czyli mówiąc językiem młodzieżowym "power"? A w Platformie tego nie widzą?

- To nie jest tak. Wiedzą, że przy tej agresji i przy tym ataku można się gdzieś załapać, a potem robić swoje. Wydaje mi się, że tak kombinuje ta młodzież, te młode wilczki. Ale to nie jest tak, że utożsamiają się z PiS-em.

Panie prezydencie, czy pańska decyzja o zerwaniu związku z Europejskim Centrum Solidarności jest ostateczna?

- Na dziś ostateczna. Chyba że ten wybrany zrezygnuje, to wtedy wszystko wraca do normy. Zastanawiamy się, kto byłby właściwszy na tym miejscu.

Ale Basil Kerski aż tak się panu nie podoba? Czy aż tak się panu nie podoba, że to nie Bogdan Lis został szefem tego instytutu?

- Nie. Ja jestem może człowiekiem starej daty, ale chciałbym, żeby ktoś rozumiał, co tu się działo. Żeby był zaangażowany i tolerowany znajomy znajomych, to wtedy więcej zrobi. A jeśli przychodzi ktoś, kto wskakuje do pociągu i nie wiadomo, co reprezentuje, to moim zdaniem nie jest to dobry wybór. Ja Basila Kerskiego nie znam, bo rzeczywiście może się okazać świetny. Ale na dzisiaj nie mam jakichś dobrych znaków na start.

Dowiedz się więcej na temat: PAPIEZ | Nie | pytanie | papież | Lech Wałęsa | wywiady | 'Wałęsa' | "Wałęsa"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje