Winiecki o Orlenie

To zabawa pt. "Jak sprywatyzować, by zachować pełnię wpływów", tzn. tak, by nie wszedł tam strategiczny inwestor, tylko żeby było to kilku słabiaków i wtedy dalej będą rządzić ci, którzy tu rządzili - mówi prof. Jan Winiecki, gość Faktów RMF.

Tomasz Skory: Według wszelkich ocen sytuacja gospodarcza miała się stabilizować; ekonomiści mówili nawet o ścieżce rozwoju, rynki z ulgą przyjęły nazwisko kandydata na premiera i nagle ponad 4 złote za dolara, 4,8 zł za euro. Co się stało?

Reklama

Jan Winiecki: Myślę, że dolarem możemy się nie przejmować, bo dolar rośnie w stosunku do euro, natomiast patrzmy cały czas na euro. I tak, jak ja to widzę, to znowu jest to kwestia polityki.

Tomasz Skory: Kto jest winny? Bardziej niestabilny układ rządzący czy PO, która odmawia poparcia kluczowej dla planu Hausnera ustawy?

Jan Winiecki: Mnie się wydaje, że PO protestuje nie tyle przeciwko planowi Hausnera, ile przeciwko kolejnym cięciom planu Hausnera. Pan Hausner chodzi teraz po różnych środowiskach, m.in. po swoich rozszczepionych socjaldemokratach i mówi, że PO się zgodziła, a to w takim razie my proponujemy, by dodać wydatki, jakieś jeszcze inne i w ten sposób z planu Hausnera robi się planik Hasnerka. Tak jak ja to rozumiem, to PO protestuje przeciwko planowi Hausnera, który byłby taki malutki, jak Tomcio Paluch.

Tomasz Skory: Czyli nawet planiku Hausnerka nie będzie w związku z zachowaniem PO i PO chyba sobie kręci bicz, bo to ona zamierza rządzić za parę miesięcy. I co?

Jan Winiecki: Nie wiem, czy sobie. Jak ja to rozumiem, ona stara się, by ten plan Hausnera był dostatecznie duży. Potem się okaże, że jak plan Hausnera jest mały jak Tomcio Paluch, to potem - załóżmy w optymistycznym scenariuszu, że dochodzi jakaś rozsądna koalicja do władzy i co wtedy - trzeba robić jakiś kolejny plan na samym starcie.

Tomasz Skory: Tak czy inaczej, najistotniejsze jest to, czy plan Hausnera znajdzie poparcie czy nie. Wygląda na to, że nie znajdzie. Zgadza się?

Jan Winiecki: To zależy jaki.

Tomasz Skory: Taki jaki mamy - okrojony - mniejszy niż minister Hausner sobie wyobrażał i daleko mniejszy od pragnień PO.

Jan Winiecki: Myślę, że jakiś plan Hausnera będzie. Ale boję się, że on będzie taki wpół drogi do Tomcia Palucha.

Tomasz Skory: Daje pan jakieś szanse Markowi Belce?

Jan Winiecki: Na co?

Tomasz Skory: Na stworzenie rządu, oczywiście.

Jan Winiecki: Przypuszczam, że wybory odbędą się jesienią. Ale to już jest temat na inną rozmowę.

Tomasz Skory: Ale to Marek Belka jest stabilizatorem tych potężnych wahań na rynku i od tego, czy stworzy on rząd, czy nie, zależy np. kurs złotówki. A pan mówi bezceremonialnie, że Markowi Belce nie uda się i wybory odbędą się na jesieni.

Jan Winiecki: To zależy, jaki jest rzeczywisty plan Marka Belki - czy to jest plan na tworzenie rządu na półtora roku, czy do jesieni i na jesieni wybory.

Tomasz Skory: Ale sam Marek Belka mówi, że na rok, a wygląda na to, że to jemu się nie uda, tak jak ministrowi Hausnerowi nie uda się planem Hausnera. Czeka nas jakiś kataklizm.

Jan Winiecki: Czy ja wiem? Myślę, że ten rząd, który jest zużył już swoje możliwości i przedłużanie takiego stanu - praktycznie nieważkości - nie ma większego sensu. Ja byłbym za wyborami jesienią, ale to - jak mówię - nie jest tylko kwestią moich preferencji, ale rozmaitych kalkulacji, które stoją za różnymi dyskusjami na temat tego, kiedy, dla kogo najwygodniejsze byłyby wybory.

Tomasz Skory: Mówiąc, że szanse na stworzenie rządu w wydaniu Marka Belki są większe, Marek Belka tak naprawdę nadrabia miną?

Jan Winiecki: Nie. Nie jestem tylko pewien, czy rzeczywistym celem są wybory za półtora roku, czy za pół roku, by dać szanse pokazać się przyjaciołom socjaldemokratom nowym, jacy oni są troskliwi, jak oni walczą o tych wszystkich biednych, a jeszcze nie zdążą się zużyć. Nie jestem przekonany, jakie są rzeczywiste cele manewru pod wywoławczym hasłem "Belka".

Tomasz Skory: Rzeczywiste cele manewru pod wywoławczym hasłem "Orlen". Jak się panu zdaje, jakie są? Przedziwne zachowanie ministra skarbu, który pozbywa się wpływów tam, gdzie jeszcze niedawno zabiegał o te wpływy z użyciem służb specjalnych.

Jan Winiecki: Zostawmy ministra Kaniewskiego, to jest chłopak do specjalnych poruczeń.

Tomasz Skory: Zostawmy go na stanowisku?

Jan Winiecki: Nie. Zostawmy go z tym rządem, prędzej czy później odejdzie. Problem jest zupełnie inny: tu się rozgrywa zabawa pod tytułem "Jak sprywatyzować, by zachować pełnię wpływów", tzn. tak sprywatyzować, by nie wszedł tam branżowy strategiczny inwestor, tylko żeby było to kilku słabiaków i wtedy dalej będą rządzić ci, którzy tu rządzili. Te przepychanki polegają na tym, czy to będzie człowiek prezydenta, czy to będzie człowiek premiera. Tak wygląda ta zabawa.

Tomasz Skory: Czyim człowiekiem jest Jan Kulczyk?

Jan Winiecki: W te zakulisowe zabawy się nie wgryzam, bo mnie to specjalnie nie interesuje z punktu widzenia polskiej gospodarki. Ważne jest to, że w jednym i w drugim przypadku - podejrzewam - nie będziemy mieli normalnego inwestora, który się zna na branży i potrafi postawić firmę na nogi, stworzyć z niej wielki, dobrze funkcjonujący koncern. Z trzech słabych nie zrobi się jednego mocnego.

Tomasz Skory: Dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: Marek Belka | zabawa | wybory | Jan Winiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje