Kłusownicy trzebią rzeki

Łososie i trocie ciągną na tarło w górę zachodniopomorskich rzek. Ryby te do końca grudnia są pod ochroną. Wędkarze przenieśli się więc nad jeziora, a nad rzekami pojawiły się bandy kłusowników - alarmuje "Głos Szczeciński".

Nie ma dnia i nocy, by strażnicy rybaccy nie schwytali amatorów nielegalnego połowu łososiowatych. Nad wodami pojawiają się też kłusownicze bandy.

Reklama

- Są doskonale zorganizowane i wyposażone. Mają łodzie motorowe, nowoczesne środki łączności, auta, sieć informatorów, a nawet zakonspirowane chłodnie w terenie. Rzeki dzielą na strefy wpływów. Mocniejsi mają dostęp do ryb szlachetnych, słabszym pozostają leszcze i płocie - tłumaczy koordynator Społecznej Straży Rybackiej Okręgu PZW Szczecin Ryszard Żochowski.

Pomiędzy kłusownikami i strażnikami trwa wojna podjazdowa. Stawką są duże pieniądze. - W ciągu tygodnia kłusownicy zabijają nawet kilkaset kilogramów ryb. Cena sklepowa kilograma szczupaka czy sandacza to 18-25 zł, troci i łososia dwa razy tyle. Sprzedają towar za pół ceny, a i tak przynosi im to spory dochód. Odbiorcami ryb są często właściciele restauracji i sklepów - ujawniają strażnicy.

Na zachodniopomorskich rzekach trwa akcja "Troć". Bierze w niej udział blisko dwa tysiące funkcjonariuszy Państwowej i Społecznej Straży Rybackiej, policji, straży granicznej, łowieckiej, leśnej, parkowej, miejskiej, gminnej oraz wędkarzy i ekologów. Od października zatrzymano już niemal setkę kłusowników.

"Głos Szczeciński" podkreśla, że "kłusownicze statystyki" porażają. Tylko od maja strażnicy wód z Regi, Iny, Drawy, Odry i Parsęty zdjęli ponad 700 sieci. Co najmniej 300 siatek wyciągnęli z rzek policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej i Państwowej Straży Łowieckiej. Szacuje się, że w pułapkach padło co najmniej kilkadziesiąt ton ryb.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje