Reklama

Reklama

Zarzuty w sprawie zaginięcia 7-latka z Ustki

Kobiecie i mężczyźnie, którzy odnaleźli siedmioletniego Borysa z nadmorskiej Ustki (Pomorskie) postawiono w środę zarzut zatrzymania małoletniego, wbrew woli opiekuna.

O decyzji poinformował rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Słupsku Jacek Bujarski.

Reklama

Siedmioletni Borys zaginął w sobotę 2 lutego po południu w tzw. starym centrum Ustki. Ostatni raz tego dnia chłopiec był widziany ok. godz. 15 na placu zabaw przy ul. Żeromskiego w okolicy ośrodka wypoczynkowego "Radość".

Prawdopodobnie pokłócił się tam z kolegami i powiedział im, że wraca do oddalonego o 200 m domu. Ponieważ nie dotarł tam do wieczora, ok. godz. 20 jego rodzice zawiadomili policję o zaginięciu syna.

Natychmiast rozpoczęto poszukiwania, w których uczestniczyło 350 policjantów, strażaków, żołnierzy, funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz mieszkańców Ustki. Akcje prowadzono zarówno na terenie miasta, jak i w jego okolicach oraz na morzu. Do poszukiwań użyto policyjnego śmigłowca, dwóch łodzi patrolowych oraz dwóch psów tropiących.

Borys odnalazł się w niedzielę rano, jednak nie w wyniku poszukiwań, a dzięki przypadkowemu mężczyźnie ? 52-letniemu Wojciechowi W., który w sobotę ok. godz. 20 spotkał zapłakanego chłopca na jednej z ulic Ustki.

Mężczyzna zabrał Borysa do swojego domu, nakarmił i położył spać ze swoimi dziećmi. W niedzielę rano, gdy dowiedział się od chłopca, gdzie ten mieszka odprowadził go rodzinnego domu. Policję o odnalezieniu syna zawiadomiła jego matka, która kilka minut po godz. 10 przywiozła Borysa na komisariat w Ustce. Poszukiwania wówczas przerwano.

Lekarz, który badał Borysa nie stwierdził u niego żadnych obrażeń.

Wojciech W. w czasie przesłuchania nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego nie poinformował policji o odnalezieniu obcego dziecka. Wyjaśniał jedynie, że nic nie wiedział o zakrojonych na szeroką skalę poszukiwaniach. Podobne wyjaśnienia złożyła jego życiowa partnerka 38-letnia Anna B.

- To właśnie z tego powodu, po konsultacjach z prokuraturą, zdecydowaliśmy się postawić obojgu zarzut zatrzymania małoletniego, wbrew woli jego opiekuna, za co grozi do 3 lat więzienia - powiedział w środę Jacek Bujarski.

Podejrzani nie przyznają się do zarzutu. Z ustaleń policji wynika, że dotychczas nie wchodzili oni w kolizję z prawem.

Wciąż nie wiadomo, co Borys robił i gdzie był w sobotę między godziną 15 a 20. Chłopiec cały czas jest pod opieką psychologa. Dziecko ma być wkrótce przesłuchane przez Sąd Rodzinny.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy