Chirurgiczne leczenie otyłości zmniejsza ryzyko zgonu o 40 proc.

Chirurgiczne leczenie otyłości zmniejsza ryzyko zgonu o 40 proc., mimo to taką możliwość leczenia ma w Polsce tylko niewielki odsetek potrzebujących.

O tym, dlaczego tak jest, czemu diety nie zawsze przynoszą efekty i ile cukru wystarczy zjeść, by przytyć 30 kg,  dziennikarka PAP rozmawia z przewodniczącym Sekcji Chirurgii Metabolicznej i Bariatrycznej Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością prof. Mariuszem Wyleżołem z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie.

Reklama

PAP: Ćwiczymy, stosujemy diety, a mimo to wciąż mamy problemy z utrzymaniem właściwej wagi. Pojawia się myśl o operacji bariatrycznej, czyli operacyjnym leczeniu otyłości. Jak kwalifikuje się chorych do takiego zabiegu?

Prof. Mariusz Wyleżoł.: Zgodnie z przyjętymi standardami, kwalifikują się do niego chorzy ze wskaźnikiem masy ciała BMI powyżej 40 lub powyżej 35 i chorobami, które są wynikiem otyłości. To np. cukrzyca typu 2, nadciśnienie, zmiany zwyrodnieniowe stawów. Takie wskazania obowiązują od wielu lat. Obecnie świat naukowy w związku z licznymi wynikami badań, wskazującymi np., że u chorych z niższymi wskaźnikami masy ciała i z cukrzycą typu 2 dochodzi do wieloletniego, jeśli nie trwałego wyleczenia z cukrzycy, dąży do obniżenia wskaźnika masy ciała, kwalifikującego do zabiegu. W każdym przypadku należy postępować indywidualnie, zwracając uwagę na korzyści, jakie można uzyskać z takiego leczenia, oceniając ryzyko i pamiętając, że to jednak postępowanie chirurgiczne, które nigdy nie jest wolne od możliwych powikłań.

PAP: Na czym polegają operacje bariatryczne i jaki dają efekt?

M.W.: To operacje w obrębie jamy brzusznej, przeprowadzane na żołądku lub żołądku i jelitach. Kiedyś mówilibyśmy, że ograniczamy chorym możliwość spożywania pokarmów, bądź ograniczamy trawienie i wchłanianie spożytych pokarmów. Obecnie wiemy, że te interwencje na przewodzie pokarmowym doprowadzają do zmiany w wydzielaniu hormonów, produkowanych w obrębie przewodu pokarmowego, które decydują o tym, kiedy i co jemy. To tzw. neurohormonalna regulacja spożywania pokarmów. Można powiedzieć, że chirurgia bariatryczna naprawia tę zaburzoną regulację, która jest obecnie uznawana za przyczynę rozwoju otyłości.

PAP: Jaki jest wobec tego mechanizm jej powstawania?

M.W.: Żeby przytyć o kilogram rocznie wystarczy, że w naszym bilansie energetycznym będziemy mieli o 20 kilokalorii dziennie za dużo. To jest łyżeczka cukru. Żeby dostarczyć ją naszemu organizmowi musimy wydać zaledwie 2 grosze, nawet tego nie poczujemy w portfelu. Co to oznacza, że przytyjemy kilogram rocznie? Że w ciągu życia to będzie 30 kg. Przytycie o kilogram w ciągu roku wydaje się niewinne, przytycie o 30 kg oznacza katastrofę metaboliczną. Wystarczy jednak, żebyśmy musieli iść po tę łyżeczkę cukru do sklepu znajdującego się w odległości 1,5 minuty marszu w jedną stronę i to już niweluje skutki tych 20 kilokalorii. Czyli obracamy się w bardzo niewielkim zakresie regulacyjnym. Jeśli przeliczyć to na procenty, to błąd na poziomie 0,8 proc. w bilansie energetycznym na dobę, oznacza katastrofę metaboliczną po latach.

PAP: Utyć jest więc łatwo, a schudnąć trudno. Tymczasem zmagający się z otyłością doświadczają wielu przykrości. Funkcjonuje negatywny stereotyp, że to osoby o słabej woli, które same są winne swojej nadwadze.

M.W.: Absolutnie należy przeciwko temu występować, w świetle wyników badań naukowych to jest dyskryminacja osób chorujących na otyłość. One nie jedzą tyle dlatego, że tak chcą, ale dlatego, że muszą. Warto podkreślać, że otyłość to przede wszystkim zaburzenie patofizjologiczne - choroba jak każda inna, która musi być leczona na wczesnym etapie, przez specjalistów.

PAP: Ile ośrodków w Polsce prowadzi operacje bariatryczne i ile rocznie się ich wykonuje?

M.W.: Absolutnie za mało. Obecnie z bezwzględnymi wskazaniami do operacji bariatrycznej mamy w Polsce ok. 300 tys. osób, względnymi ok. 1,5 mln, a rocznie w kilkunastu ośrodkach jest operowanych zaledwie ok. 1,5 tys. Szacujemy, że ok. 5 tys. chorych na otyłość umiera w Polsce rocznie w wyniku niewłaściwego leczenia. Tymczasem chirurgia bariatryczna zmniejsza ryzyko zgonu. W okresie 5-letniej obserwacji aż o 40 proc., to jest kolosalnie dużo. Nie ma obecnie żadnej metody leczenia w żadnych innych chorobach, która by pozwalała na takie zmniejszenie ryzyka zgonu.

PAP: Dlaczego operacji jest tak mało?

M.W.: Przyczyn jest kilka. Są rozliczane przez NFZ w ramach kontraktu chirurgicznego i lekarze muszą często dokonywać selekcji. Wiadomo, że prędzej operowany będzie chory z nowotworem, choć otyłość olbrzymia przyczynia się na przykład do pięciokrotnie częstszego występowania raka jelita grubego. Odkładanie operacji osoby otyłej naraża ją więc na zachorowanie na raka. Problemem jest zbyt mała świadomość możliwości takiego leczenia wśród lekarzy rodzinnych. Kolejki do specjalistów wydłużają też sami pacjenci, zapisując się do kilku ośrodków, do których później się nie zgłaszają.

PAP: A dlaczego leczenie właściwa dieta i aktywność fizyczna nie zawsze są skuteczne i nie dają tak spektakularnych wyników, jak operacje bariatryczne?

M.W.: Spore emocje wśród lekarzy zajmujących się otyłością wywołało australijskie badanie odległych efektów leczenia osób na diecie ubogokalorycznej. Stosowały ją przez 10 tygodni, a potem przez rok je obserwowano. Okazało się, że każda interwencja polegająca na drastycznym ograniczeniu liczby spożywanych kalorii powoduje w naszym organizmie trwały efekt pamięci hormonalnej. Dochodzi do zaburzenia wydzielania tych wszystkich hormonów, które decydują o spożyciu pokarmu. Po roku organizm nadal ten stres pamiętał i wydzielał więcej hormonów, które pchają nas do jedzenia i mniej hormonów, które dają odczucie sytości. Te wyniki wymagają jeszcze kolejnych badań, ale powinniśmy chyba zweryfikować nasze postępowanie. Leczenie otyłości powinno być rozłożone na miesiące i lata, a zmiana ilości kalorii dostarczanych organizmowi powinna być niezauważalna dla organizmu.

PAP: Optymalnym rozwiązaniem jest więc dbanie zawsze o prawidłową wagę.

M.W.: Oczywiście. Kobieta powinna mieć na względzie zdrowie swojego dziecka stosując właściwą dietę w ciąży, a nawet jeszcze przed poczęciem. Trzeba kształtować dobre nawyki żywieniowe u dzieci. Otyłość jest obecnie drugą co do częstości wśród przyczyn zgonów, której moglibyśmy uniknąć, po paleniu papierosów. W obliczu tej wiedzy liczba osób palących papierosy zdecydowanie zmalała w przestrzeni ostatnich lat. A liczba osób otyłych dramatycznie wzrasta. Musimy powstrzymać nasze organizmy od przyrostu masy ciała i to musi być robione w oparciu o programy specjalistyczne.

Rozmawiała: Anna Gumułka

Dowiedz się więcej na temat: otyłość | leczenie otyłośći | nadwaga

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje