Eksperci: 50 proc. zgonów to skutek chorób układu krążenia

Choroby układu krążenia są największym zagrożeniem dla życia Polaków, a wskutek starzenia się społeczeństwa umieralność z tego powodu będzie coraz wyższa. Tymczasem finansowanie programów ich leczenia maleje - wskazywali eksperci podczas sesji Rządowej Rady Ludnościowej.

"W 2012 r. choroby układu krążenia były odpowiedzialne za niemal połowę ogółu zgonów. Pomimo poprawy sytuacji epidemiologicznej w dwóch ostatnich dekadach, współczynniki umieralności z powodu tych chorób, w tym zwłaszcza umieralności przedwczesnej (przed 65 r. życia), są w Polsce w dalszym ciągu wysokie" - mówił podczas wtorkowej konferencji GUS i Rządowej Rady Ludnościowej jej przewodniczącej prof. Zbigniew Strzelecki.

Chodzi o choroby serca i naczyń, takie jak m.in. choroba wieńcowa, choroby układu żylnego, zawały serca, nadciśnienie tętnicze, udary mózgu. Według Rządowej Rady Ludnościowej umieralność z powodu tych chorób, zwłaszcza wśród mężczyzn w wieku produkcyjnym i kobiet w starszej populacji, jest znacznie wyższa niż w krajach "starej" UE.

Reklama

"Od wielu lat obserwujemy systematyczny, a nawet dynamiczny postęp w metodach leczenia chorób układu krążenia, doskonalenia działań systemu ochrony zdrowia, systemu opieki kardiologicznej i kardiochirurgicznej (...), ale nie składają się one na kompleksowe działania, które by sprzyjały ograniczeniu zachorowalności, (...) a w konsekwencji umieralności" - zauważył szef GUS prof. Janusz Witkowski.

Jak mówił, choć w perspektywie długoterminowej sytuacja znacznie się poprawiła, to w ciągu ostatniej dekady "postępu właściwie nie ma, a nawet można powiedzieć o pewnych elementach pogorszenia sytuacji".

Uczestnicy konferencji podnosili też, że problem chorób układu krążenia zyska jeszcze na znaczeniu ze względu na bardzo szybkie tempo starzenia się polskiego społeczeństwa.

"W 2050 r. prawie co trzeci Polak będzie w wieku 65 i więcej lat" - przytaczał przewidywania GUS Witkowski.

Pomimo tych wyzwań, zdaniem Rządowej Rady Ludnościowej, w Polsce nie stworzono "nowoczesnego, zintegrowanego systemu organizacji i realizacji kompleksowej rehabilitacji kardiologicznej i prewencji poszpitalnej". Dla przykładu, tylko 22 proc. chorych po zawale serca objętych jest kompleksową rehabilitacją kardiologiczną.

W projekcie stanowiska Rady w sprawie ograniczenia zachorowalności i umieralności z powodu chorób układu krążenia podkreślono, że choć przełom w leczeniu tych chorób dokonał się dzięki realizacji Narodowego Program Profilaktyki i Leczenia Chorób Układu Sercowo-Naczyniowego - POLKARD, to finansowanie Programu systematycznie obniża się: w latach 2006-2008 wynosiło ok. 60-70 mln zł rocznie, w 2010 r. - 30 mln zł, w 2011 r. - 25 mln zł, w 2012 r. - 19 mln zł, a w 2013 r. już tylko 11 mln zł.

"Niestety aktualny zakres i poziom finansowania Programu POLKARD jest niewspółmierny do zagrożenia chorobami układu krążenia i skali potrzeb naszego kraju" - brzmi opinia Rady.

Zdaniem Rady niedostateczne finansowanie rzutuje przede wszystkim na wykonanie zadań z zakresu epidemiologii, promocji zdrowia i profilaktyki. Tymczasem, jak podnoszono podczas konferencji, to właśnie zapobieganie zachorowaniom oraz wczesne wykrywanie chorób krążeniowych stanowi bolączkę polskiego systemu ochrony zdrowia i powinno stanowić jego priorytet.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje